Czerwona tesla Elona Muska jest już na orbicie. Tylko po co? To, co wyglądało jak żart, to tak naprawdę bardzo ważny test

To krok w kierunku wysłania misji załogowej na Marsa, wielkiego marzenia Elona Muska, miliardera i wizjonera, który stoi za SpaceX. Falcon Heavy wyniosła w przestrzeń kosmiczną, w kierunku Marsa, niezwykły ładunek - należący do Muska elektryczny samochód. Z bardzo ważną misją.
Udany start rakiety Falcon Heavy Udany start rakiety Falcon Heavy Joe Burbank / AP

Udany start rakiety Falcon Heavy

Transmisję startu rakiety Falcon Heavy oglądało na You Tube równocześnie 2,3 mln osób. To było drugie najbardziej oglądane wydarzenie w historii tego serwisu. Pokazywały je największe stacje telewizyjne, relacjonowaliśmy także my. To naprawdę przełomowy test najpotężniejszej od 45 lat rakiety, w dodatku należącej do prywatnej firmy - SpaceX. Siłę napędową rakiety stanowiły trzy połączone ze sobą rakiety nośne wielokrotnego użytku Falcon 9. Każda z nich miała 9 silników rakietowych Merlin 1D, czyli łącznie aż 27. To pozwala wynieść na orbitę niemal 64 tys. kg ładunku. W dotychczasowej historii jedynie rakieta Saturn V, której użyto podczas wyprawy na Księżyc (a jej ostatni lot odbył się w 1973 roku), była w stanie unieść więcej. Start i lądowanie dwóch boosterów wypadły pomyślnie.

Samochód marki Tesla wysłany w kosmos przez SpaceX Samochód marki Tesla wysłany w kosmos przez SpaceX AP / AP

To wcale nie żart - samochód w kosmosie

Samochód, który wyniosła rakieta, to wiśniowa Tesla Roadster, wyprodukowana przez inną należącą do Muska firmę, Tesla Motors. Kiedy kilka miesięcy temu Musk napisał, że wyśle swój samochód w kosmos, wielu uznało to za żart. Miliarder pokazał jednak, że realizuje nawet najbardziej szalone pomysły i zapowiedzi. Za kierownicą posadził manekina ubranego w strój astronauty, który ma być wykorzystywany w przyszłych misjach. Na samochodzie umieszczono kamerę, która pozwalała oglądać na żywo to, co widzi Starman - czyli ów manekin. Baterii starczyło na około 12 godzin. Wewnątrz samochodu Muska umieszczono tabliczkę z napisem: "wykonane na Ziemi przez ludzi".


Printed on the circuit board of a car in deep space

Post udostępniony przez Elon Musk (@elonmusk) Lut 6, 2018 o 2:40 PST

Samochód marki Tesla wysłany w kosmos przez SpaceX Samochód marki Tesla wysłany w kosmos przez SpaceX AP / AP

Ważna misja, dla przyszłych kolonizatorów Marsa

To wszystko wydaje się być zabawną promocją marki, ale Roadster ma bardzo ważną misję, wcale nie śmieszną. Nie dotrze na samego Marsa ani nawet na jego orbitę. Jego celem ma być dotarcie na eliptyczną orbitę, po której Mars i Ziemia krążą wokół słońca. To tak jakby rodzaj pętli, po której będzie krążyć zbliżając się w kółko do naszej i czerwonej planety, mając słońce w centrum - tak, jak planety z naszego układu czy inne obiekty, na przykład komety. Ta orbita nazywa się fachowo TMI (Trans-Mars Injection) - czyli orbita transferowa.

Dlaczego to jest takie ważne? To tak naprawdę test przyszłego sposobu transportu między kolonią na Marsie a Ziemią. Dzięki przyciąganiu słońca, co dwa lata pojawiają się warunki wspomagające "przeskoczenie" z orbity Marsa na orbitę Ziemi, co może ułatwić podróż między dwiema planetami.

Ostatecznie samochód Elona Muska nie trafił jednak na odpowiednią orbitę. Silniki rakiety działały nieco zbyt długo, dlatego też roadster zmierza w kierunku pasa asteroid, gdzie będzie tkwił przez miliardy lat.


Lądowanie dwóch członów, które wyniosły Falcon Heavy Lądowanie dwóch członów, które wyniosły Falcon Heavy Fot. Terry Renna / AP

Przełomowa misja

Misja Falcon Heavy jest jak zimowe wejście na K-2. To przełamywanie barier, udowodnienie ludzkości, że prywatna firma może umieścić z wielką precyzją obiekt w miejscu, z którego kolonizatorzy Marsa będą kiedyś korzystać. Podbój Marsa jest bowiem celem, w którym wczorajszy start rakiety Space X jest jednym z kroków.

W grudniu zeszłego roku Elon Musk zaprezentował swoją wizję podboju Czerwonej Planety. Plany zakładają stworzenie międzyplanetarnego systemu transportu (Interplanetary Transport System), którego elementem ma być kapsuła wielokrotnego użytku Red Dragon. Wynoszona w przestrzeń właśnie za pomocą rakiety Falcon Heavy. Ładunek w stronę Marsa wyniosą jednak inne silniki. Zamiast Merlinów, znanych z Falcona 9, użytych podczas wczorajszego startu, użyte zostaną Raptory. Zostały już pomyślnie przetestowane.

Pojazd Curiosity na Marsie Pojazd Curiosity na Marsie AP / AP

Pierwszy krok do załogowego lotu na Marsa

Udany start Falcona Heavy jest krokiem, który przybliża nas do kolonizacji Marsa, ale zanim na Czerwonej Planecie pojawią się ludzkie osady mogą minąć dekady. A kolonizacja zajmie zapewne stulecia. Tyle bowiem może zając terraformowanie - upodobnienie Marsa do Ziemi. Nasza siostrzana planeta niemal nie ma atmosfery i wody, nie chroni ją pole magnetyczne. Zmiana klimatu i stworzenie sztucznej tarczy chroniącej przed promieniowaniem i wiatrem słonecznym jest znacznie większym wyzwaniem niż wysłanie samochodu na orbitę transferową Marsa. Kto wie, może ludzkości jednak podbój Czerwonej Planety się uda. Elon Musk wierzy, że Falcon Heavy zapisze się na kartach historii jako jeden z pierwszych kroków, by to się stało.

Więcej o: