"Duda? Przeszarżował. Ale zmiany konieczne, bo dane o Polsce są wstydliwe. Lata zaniechań..." [WYWIAD]

- Andrzej Duda przeszarżował w obietnicach wyborczych. Szczególnie w sprawie obniżenia wieku emerytalnego. Ale zmiany są potrzebne. Polityka ciepłej wody w kranie nie wystarczy. Od kranu jest hydraulik, od prezydenta wymagam wizji - mówi w rozmowie z Gazeta.pl prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.
Damian Szymański, Pieniądze.gazeta.pl: Wybór Andrzeja Dudy będzie gospodarczym trzęsieniem ziemi w Polsce?

Prof. Elżbieta Mączyńska: Jestem przekonana, że nie. Rynki prawie nie zareagowały na wybór Andrzeja Dudy i nie sądzę, że zareagują. Polska to nie są Stany Zjednoczone, gdzie prezydent ma realną władzę. W naszym kraju ustawy gospodarcze leżą w gestii Sejmu. Prezydent może je jedynie akceptować bądź wetować. Strachy na lachy są niepotrzebne.

Ale jego obietnice wyborcze mogą nas kosztować nawet 290 mld złotych.

- Duda przeszarżował, szczególnie w kwestii cofnięcia reformy emerytalnej. Ta propozycja jest sprzeczna z trendem demograficznym. W wyniku zdobyczy cywilizacyjnych i postępu medycyny życie ludzkie się wydłuża, także w Polsce. Reforma emerytalna nie powinna polegać na skróceniu wieku przejścia na zasłużony odpoczynek, lecz na jego uelastycznieniu. Można na przykład zwiększyć możliwość wyboru, kiedy chce się przejść na emeryturę, z uwzględnieniem przepracowanych lat. Ale ze wszystkimi tego skutkami - dobrymi i złymi. Tak jest w Niemczech. Trzeba tam przepracować 45 lat, żeby przejść na emeryturę. Bez względu na wiek.

Obniżenie wieku emerytalnego to jedno. Duda obiecał też 500 zł na każde dziecko, podniesienie kwoty wolnej od podatku i bezpłatne przedszkola.

- Te obietnice wynikają z wielu nieuregulowanych kwestii. Przez cały okres transformacji nie było porządnej polityki demograficznej, nie rozwiązano kwestii socjalnych. Platforma Obywatelska niewiele zrobiła w tym zakresie i teraz Bronisław Komorowski ponosi konsekwencje zaniechań.

Czytaj też: Kiełbasa wyborcza za 290 miliardów? "Radziłbym Dudzie, by tego nie robił. To miłe dla ucha, ale nic nie zmieni"

Prezydent elekt podnosił kwestie, o których dyskutuje dzisiaj cały świat - o nierównościach i zagrożeniach spowodowanych wykluczeniem społecznym. To Komisja Europejska zwracała nam uwagę, że w Polsce 30 proc. dzieci jest zagrożonych ubóstwem. Czy to nie są wstydliwe dane? Ktoś w końcu musi coś z tym zrobić.

I tym kimś będzie Duda?

- Przed jesiennymi wyborami prezydent będzie musiał przedstawić kilka konkretów, bo inaczej postawi w trudnej sytuacji partię, z której się wywodzi. Liczę na dobre propozycje, ale mam też nadzieję, że Andrzej Duda będzie odchodził od konkurencyjności Polski bazującej wyłącznie na niskich płacach.

Taki model jest bardzo groźny, antyinnowacyjny. Konkurując z Zachodem jedynie tanią siłą roboczą, nie wytworzymy towarów o wysokiej jakości technologicznej. Niskie płace sprawiają również, że ludzie wykwalifikowani wyjeżdżają z Polski nawet kosztem zmiany zawodu. To samo zło. Pora z tym skończyć. Prezydent Duda nie może zmarnować swojej szansy.

Co musi więc zrobić?

- Myślę, że zwiększenie płacy minimalnej i kwoty wolnej od podatku jest dobrym pomysłem. Warto też oskładkować wszystkie formy pracy, by zminimalizować tzw. śmieciówki. Ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, jak one mogą być groźne. Godzą się na taką pracę, a później się dziwią, że mają niskie emerytury. Gdyby pomysł powszechności składek wszedł w życie, nie byłoby tak ważne, czy pracujemy czasowo czy na stałe. Na tę sprawę zwróciła nam nawet uwagę Komisja Europejska w lutym tego roku. Jesteśmy liderami, jeśli chodzi o liczbę śmieciówek, a w ogonie Europy pod względem wysokości płac. Prezydent musi firmować te zmiany, ponieważ one stymulują innowacyjność oraz zwiększają popyt.

Co z kolejnymi obietnicami? 500 zł na dziecko może kosztować nawet 120 mld złotych.

- Prawda jest taka, że jeszcze nikt tego rzetelnie nie policzył. Musimy spojrzeć na politykę prorodzinną kompleksowo. Teraz jest pełna sprzeczności. Skoro ubranka dla dzieci są opodatkowane najwyższą stawką VAT, to coś w tym systemie nie gra. Nie sądzę, żeby samo 500 zł przekonało kogoś do założenia rodziny.

Co z miejscami w przedszkolach, wyrównywaniu szans edukacyjnych dla dzieci z biednych rodzin?

- Działania w tej dziedzinie muszą być całościowe i długofalowe. Nie ma innego wyjścia. Grozi nam przecież depopulacja, czyli ubytek ludności. I to aż o 4,5 mln do 2050 r. To jest tragiczna wizja. Już w starożytności powtarzano, że bogactwo narodu zależy od pracy. Jak naród pracę porzuci, bogactwo znika. A w Polsce mamy groźbę zniknięcia narodu, więc i pracy nie będzie, i bogactwa nie będzie. Absolutnie nie możemy sobie na to pozwolić.

Andrzej Duda zarobił w zeszłym roku ponad pół miliona. A inni? Sprawdzamy oświadczenia majątkowe europosłów>>>Oświadczenia majątkowe europosłów. Ile zarobił Andrzej Duda?źródło: fot. Agencja Gazeta

Tylko jedna zasadnicza kwestia. Skąd prezydent weźmie na to wszystko pieniądze?

- Nie wyobrażam sobie, żeby każda propozycja Andrzeja Dudy nie była rzetelnie poprzedzona obliczeniami. Kampania wyborcza takim rachunkom nie sprzyja. Teraz będzie musiało się to zmienić. Jednak jeśli będziemy cały czas powtarzać, że nie mamy pieniędzy, to równie dobrze moglibyśmy powtarzać w kółko: "Dlaczegoś głupi? Boś biedny. Dlaczegoś biedny? Boś głupi".

Środków finansowych zawsze brakuje. Dlatego trzeba określić priorytety i zbadać, skąd pieniądze wyciekają. Polityka ciepłej wody w kranie nie wystarczy. Od wody jest hydraulik. Od prezydenta musimy domagać się wizji, długofalowego myślenia, jakiegoś kierunku. Czy prezydent Duda ma wizję? Nie wiem. Ale mam nadzieję, że tak, bo dobrze życzę Polsce.



Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas