Amazon zapłaci fortunę za nowy program twórców "Top Gear". Clarkson, Hammond i May zarobią 250 mln dolarów

Ćwierć miliarda dolarów za trzyletni kontrakt - tyle byłym prowadzącym "Top Gear" zapłaci Amazon Video. O sprawie pisze "Financial Times".
250 milionów dolarów za 36 odcinków programu w trzy lata - tyle dostaną Jeremy Clarkson, James May i Richard Hammond. A to oznacza, że za każdy odcinek każdy z panów zainkasuje ponad 2 miliony 300 tysięcy dolarów. Nowy program, którego nazwa nie została jeszcze ogłoszona, będzie nadawany w Amazon Prime - serwisie streamingowym. Za dostęp do niego trzeba zapłacić 79 funtów rocznie. Dla porównania serwis Netflix za dwa sezony "House of Cards" zapłacił 100 milionów dolarów.

Nowy program

"Z wielkim podekscytowaniem mogę ogłosić, że Hammond, May i ja podpisaliśmy umowę z Amazon Video" - napisał na Twitterze Jeremy Clarkson. Na tę wiadomość fani "Top Gear" czekali od miesięcy. Clarkson przez ponad dwadzieścia lat był prezenterem niezwykle popularnego programu "Top Gear", ale nadająca go stacja BBC nie przedłużyła jego umowy na kolejny sezon po tym, jak w trakcie sprzeczki uderzył on producenta programu.

Dziennikarz prowadził program wspólnie z Richardem Hammondem i Jamesem Mayem. Obaj mogli zostać w "Top Gear" bez Clarksona, ale zdecydowali się na to, żeby odejść razem z nim.

Nowy program powstanie w płatnym internetowym serwisie Amazon Video. Clarkson zażartował, że nie pozwolili mu zostać głównym pilotem dronów. "Chyba chcą, żebyśmy robili program o samochodach" - napisał. Producentem show ma zostać Andy Wilman, producent "Top Gear", który odszedł z BBC razem z prowadzącymi.





Przeczytaj książki Jeremy'ego Clarksona i poznaj jego cięty język >>



Zwolnienie za uderzenie producenta

- Z wielkim ubolewaniem powiedziałem dzisiaj Jeremy'emu Clarksonowi, że BBC nie odnowi jego kontraktu - oświadczył dyrektor generalny tego brytyjskiego nadawcy publicznego lord Tony Hall. - Wiem, jak popularny jest ten program, i wiem też, że ta decyzja podzieli opinię publiczną - dodał.

Powodem zwolnienia była sytuacja, do której doszło podczas nagrywania jednego z odcinków programu. Clarkson, rozzłoszczony brakiem ciepłego posiłku po dniu zdjęciowym, obraził i uderzył jednego z producentów programu. Pozostali prowadzący, James May i Richard Hammond, wcześniej zapowiadali, że nie zgodzą się na prowadzenie programu bez Clarksona.

Do awantury doszło w hotelu, w którym zatrzymała się ekipa dziennikarza. Clarkson miał dostać ataku szału, gdy dowiedział się, że nie może zjeść ciepłego posiłku po tym, jak wraz z innymi prowadzącymi "Top Gear" skończyli pić w pobliskim pubie. Jeremy miał wówczas oskarżyć Oisina o "zaniedbywanie obowiązków". - To śmieszne, że tu nie ma nic do jedzenia - miał krzyczeć dziennikarz. BBC ujawniło, że Clarkson bez powodu zaatakował w tym miesiącu Tymona zarówno słownie, jak i fizycznie. Skutkiem uderzenia w twarz była spuchnięta i rozcięta warga.

Rasistowski skandal

To jednak nie jedyna wpadka Clarksona. "BBC powiedziało, że jeszcze jedna obraźliwa uwaga gdziekolwiek, kiedykolwiek i będę zwolniony" - napisał dziennikarz w swoim felietonie w "The Sun". "To nieuniknione, że pewnego dnia ktoś gdzieś powie, że go obraziłem, i to będzie na tyle" - dodał Clarkson.

Jak stwierdził, stacja BBC "bardzo przekonująco" poradziła mu, żeby przeprosić. "Przepraszanie za użycie wyrazu na 'n' byłoby tym samym, co przepraszanie za rozpętanie wojny w Syrii. To coś, czego nie zrobiłem" - dodał.

Clarkson się tłumaczy

Chodzi o materiał, w którym Clarkson miał recytować wierszyk ze słowem "nigger" uznawanym za wyjątkowo rasistowskie. Prezenter stwierdził najpierw, że nie użył obraźliwego określenia, a potem oświadczył, że czuje się "zmartwiony i przerażony" tym, iż mogło to zabrzmieć tak, jakby posługiwał się rasistowskim językiem.

Po nagłośnieniu zajścia przez "The Mirror" pojawiły się naciski, by Clarksona zwolnić. Nie był to bowiem pierwszy raz, kiedy Clarksona oskarżano o rasizm. W programie kilkukrotnie obraził Azjatów, żartował też z Meksykanów, Hindusów, Malezyjczyków i osób czarnoskórych. W 2005 roku w programie o jednym z modeli niemieckiego BMW wykonał nazistowski salut i zażartował, że nawigacja satelitarna samochodu "prowadzi tylko do Polski".

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!