Na Krymie brakuje prądu, wody i ogrzewania. Jest jednak grupa osób, której to w ogóle nie przeszkadza

Choć Krym ciągle boryka się z problemami w zaopatrzeniu, a sytuacja polityczna jest napięta jak struna, półwysep od roku przeżywa najazd turystów. W tym sezonie może być ich jeszcze więcej, choć hotelarze mówią o podniesieniu cen nawet o 30 proc.
"Na Krymie brakuje towarów", "Dramat na Krymie! Brak prądu, wody i ogrzewania!", "Ukraina ogranicza wwóz towarów na Krym" - to tylko kilka nagłówków internetowych z ostatnich miesięcy dotyczących sytuacji na Krymie.

Półwysep od marca 2014 r. należy do Federacji Rosyjskiej i cały czas boryka się z poważnymi problemami w zaopatrzeniu. Nie przeszkadza to jednak turystom, szczególnie rosyjskim, którzy tłumnie odwiedzają kurorty nad Morzem Czarnym. Według rosyjskiego dziennika "Kommiersant" ceny wypoczynku na półwyspie w tym roku wzrosną nawet o 30 proc.

- W tamtym roku ceny były wyższe o 20 proc. w porównaniu z 2014 r. - mówi rzeczniczka prasowa Rosyjskiego Związku Przemysłu Turystycznego Irina Tiurina i podaje przyczynę takiego stanu rzeczy. - Odnotowujemy coraz większe zainteresowanie półwyspem. W zeszłym roku na Krymie odpoczywało ok. 4,6 mln osób - mówi Tiurina. Dlaczego tak się dzieje?

Przyczyny są dwie

Nie jest tak, że Rosjanie nie przejmują się napiętą sytuacją na Krymie. Oni po prostu nie mają wyboru. Przypomnijmy, że w zeszłym roku zakazano obywatelom Federacji podróży do dwóch najpopularniejszych kierunków. W związku z zamachem na rosyjski samolot zakazano podróży do Egiptu. Na cenzurowanym znalazła się także Turcja (zestrzelenie rosyjskiego bombowca pod koniec listopada).

W związku z tym wakacyjne loty zagraniczne spadły w 2015 r. o ponad 30 proc., a turystyka wewnątrzkrajowa wzrosła o 18 proc. - podała w zeszłym tygodniu moskiewska agencja TASS.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas