Tragarze w Grodzisku Mazowieckim - byli bezrobotni, miasto zatrudniło ich do noszenia walizek. To był strzał w dziesiątkę

Na ten osobliwy pomysł wpadł burmistrz miasta, po tym, jak z powodu remontu tunelu i wiaduktu kładka była jedną z głównych przepraw pieszych na drugą stronę miasta. Tragarze mieli pomagać podróżnym kilkanaście tygodni, ale robią to już trzy lata. - Są bardziej niezawodni, niż windy - mówią mieszkańcy
Kolei przez Grodzisk jeździ od dawna, tędy właśnie przebiegała już w pierwszej połowie XIX w. trasa sławnej kolei warszawsko-wiedeńskiej. Dziś z torów ciągle korzystają pociągi dalekobieżne (te nie zatrzymują się w mieście) i podmiejskie. Z tych ostatnich codziennie wysypują się setki pasażerów dziennie. Pierwsze kroki zazwyczaj stawiają w stronę kładki nad torami, które dzielą miasto na dwie części. Dla osób z bagażem - np. sporymi zakupami, wózkiem dziecięcym, czy rowerem sforsowanie jej zawsze było problemem. A stało się jeszcze większym, gdy miasto zaczęło remontować wiadukt nad i tunel pod torami.

Bezrobotni na pomoc

Ruch na kładce zwiększył się i to znacznie, a pasażerowie musieli sami dźwigać swoje rzeczy kilka metrów w górę, a potem w dół. Wtedy miasto postanowiło zatrudnić, w ramach prac interwencyjnych, kilku bezrobotnych do pomocy mieszkańcom i przyjezdnym. Ilekroć ktoś stawał u podnóża kładki z ładunkiem, spieszyli mu z pomocą uczynni tragarze. Mieli pomagać kilka tygodni, ale okazali się na tyle skuteczni, że już prawie trzy lata niestrudzenie przenoszą rowery, zakupy, czy wózki dziecięce nad torami.



Tragarze zostają

Niedawno magistrat ogłosił, że nie zamierza ich zwalniać. - Mamy z małymi dziećmi w wózkach, niepełnosprawni, osoby starsze i wszyscy inni potrzebujący nadal będą mogli skorzystać z pomocy przechodząc na drugą stronę torów, kładką, przy dworcu PKP. Burmistrz podjął właśnie decyzje o przedłużeniu tej formy pomocy, która pierwotnie miała się zakończyć wraz z oddaniem do użytku wiaduktu i tunelu w ulicy Bałtyckiej - czytamy w obwieszczeniu, które w połowie stycznia opublikował Jacek Grabowski, rzecznik prasowy grodziskiego magistratu.



"Lepiej pracować, niż siedzieć w domu"

Tragarze pracują od 7 do 15, na ogół od poniedziałku do piątku, ale zdarzają się też pracujące soboty. Zawsze jest ich dwóch na zmianie (po każdej stronie kładki). - Przenoszę rowery i wózki. I to na tym praktycznie moja praca polega - lakonicznie mówił portalowi transportpubliczny.pl jeden z tragarzy, pan Grzegorz. Z kolei w rozmowie z Kurierem Mazowieckim zapewniał, że "lepiej pracować, niż siedzieć w domu". Wytrwale nosi ładunki w górę i w dół schodów już półtora roku.

Ich działalności nie zaszkodził nawet remont wind przy kładce. - Pomocnicy są bardziej niezawodni niż te windy - słyszymy od kilku zapytanych osób. Podobne zdanie mają chyba urzędnicy w magistracie, bo umowy, które miasto zawarło z tragarzami są bezterminowe.