Unia wyłoży 7 mld euro dla Grecji. My nie wydamy na nią ani grosza. Dlaczego?

Unijni ministrowie finansów zdecydowali, że udzielą Grecji 7 mld euro pożyczki na spłatę najbliższych rat kredytu. Polska, jak i inne kraje spoza strefy euro, miała solidarnie się do tego dorzucić. Jednak tego nie zrobi. Dlaczego? Bo nie będzie takiej potrzeby.
- Rząd polski będzie na pewno postępował tak, aby zagwarantować sobie jedną oczywistą zasadę, że zarówno budżet państwa, jak i nasi obywatele nie poniosą konsekwencji pomocy dla Grecji - oświadczyła wczoraj szefowa rządu Ewa Kopacz. I nie kłamała. Unia znalazła takie rozwiązanie, które gwarantuje, że nie wydamy w przypadku bankructwa Grecji ani grosza.

O co chodzi?

Przypomnijmy, że wczoraj szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker powiedział, że państwa unijne zgodziły się na udzielenie Grecji pilnej pożyczki pomostowej ze środków wspólnego dla całej Unii Europejskiego Mechanizmu Stabilności Finansowej (EFSM).

Pożyczka ma wynieść 7 mld euro i pozwolić Atenom odetchnąć na trzy miesiące. Najbliższy czas jest kluczowy, ponieważ rząd Tsiprasa ma do spłacenia m.in. ponad 2 mld euro wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a w najbliższy poniedziałek - 3,5 mld euro do Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Bez tej pomocy grecki system bankowy załamałby się w kilka chwil.

Na EFSM zrzucają się wszystkie kraje UE. 7 mld euro pożyczki oznacza więc, że poręczyć muszą również państwa spoza strefy euro (dokładnie 28 proc.), w tym Polska. - Więc teoretycznie, gdyby Grecy zostali bankrutem, na barki naszego kraju, Wielkiej Brytanii czy Szwecji spadłoby znalezienie niecałych 2 mld euro - wylicza Puls Biznesu. Tak się jednak nie stanie.

Ani grosza dla Greków

Finansowanie pomostowe na trzy miesiące wymyśliła Komisja Europejska, ale zgodę na to musiało podjąć wszystkie 28 państw unijnych. - Znaleziono jednak takie rozwiązanie, które daje gwarancję, że podatnicy krajów spoza eurolandu nie będą ponosili żadnego ryzyka, gdyby Grecy ogłosili niewypłacalność. Nie będziemy nic poręczać ani gwarantować - pisze pb.pl.

Pieniądze za nas wyłoży Europejski Mechanizm Stabilności (EMS), z którego przez trzy kolejne lata mają być finansowane pożyczki dla Grecji, jeśli rozmowy między Tsiprasem a "trojką" osiągną zamierzony skutek. EMS to unijny instrument antykryzysowy wprowadzony w życie od 2012 r., który pozyskuje kapitał na rynkach finansowych. Słowem, zarabia sam na siebie. - ESM przekaże zyski, jakie czerpie z operacji finansowych na specjalne konto w Europejskim Banku Centralnym. Tam będą leżały i czekały na rozwój wypadków - tłumaczy pb.pl. Innymi słowy, polski podatnik nie poniesie żadnych kosztów w przypadku niewypłacalności Hellady. Niezbędne pieniądze będą już dawno odłożone na kontach EBC.

Trzeci program pomocowy dla Grecji opiewa na łączą sumę ok. 86 mld euro.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas





Więcej o: