S&P nie odpuszcza. Znowu uderza w rząd PiS. Tym razem krytykuje coś, na czym mu szczególnie zależy

Po piątkowej obniżce ratingu i tłumaczeniach polskiego rządu agencja S&P pozostaje niewzruszona, a nawet zaostrza swoje stanowisko. Już nie chodzi tylko o zmiany w mediach publicznych i Trybunale Konstytucyjnym. Agencja ostro krytykuje sztandarowe propozycje gospodarcze partii Kaczyńskiego, w tym 500 zł na każde dziecko.
Obraz polskiego rządu w oczach agencji Standard & Poor's - jednej z trzech najważniejszych agencji ratingowych na świecie - maluje się w coraz ciemniejszych barwach. W piątek agencja, obniżając rating Polski, tłumaczyła swoją decyzję "osłabieniem niezależności i skuteczności kluczowych instytucji". Czytaj: Trybunału Konstytucyjnego i mediów publicznych.

Dzisiaj S&P idzie o krok dalej. Krytykuje już nie tylko polityczne posunięcia rządu Beaty Szydło, ale również jej sztandarowe pomysły gospodarcze. I to takie, które są dla niego szczególnie ważne.

Rząd musi zrobić krok wstecz?

- Przewidujemy, że realizacja obietnic wyborczych Prawa i Sprawiedliwości, takich jak powrót do niższego wieku emerytalnego (60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn), podwyższenie świadczeń związanych z opieką nad dziećmi oraz obniżenie kwoty wolnej od podatku, wpłyną negatywnie na finanse publiczne - czytamy w przesłanym do redakcji komentarzu firmy.

To nowość. Agencja nigdy nie formułowała tak ostrych zarzutów w stosunku do konkretnych propozycji partii rządzącej.

Na pytanie, w jaki sposób Polska może odzyskać wysoki rating "A", S&P odpowiada: "Możemy zmienić perspektywę na stabilną, jeśli dążenia rządu do zmiany oraz kontroli kluczowych instytucji państwowych w Polsce osłabną lub gdy utrzymujące się pozytywne czynniki zewnętrzne doprowadzą do dalszej redukcji zadłużenia zagranicznego netto".

Ale to nie wszystko. Agencja podkreśla kolejny raz obawy o niezależność i wiarygodność Narodowego Banku Polskiego.

"Negatywna perspektywa ratingu Polski odzwierciedla nasze obawy co do dalszego osłabienia niezależności, wiarygodności oraz efektywności kluczowych instytucji, w szczególności Narodowego Banku Polskiego. Niezależność banku centralnego jest jednym z kluczowych filarów stabilności ram makroekonomicznych państwa i polityczne oddziaływanie w tym zakresie ma negatywny wpływ na nasze postrzeganie wiarygodności" - pisze do nas Standard & Poor's.

Ministrowie odpierają zarzuty

To kolejna odsłona batalii na argumenty pomiędzy firmą ratingową a Warszawą. Przypomnijmy, że po piątkowym obniżeniu rankingu dla naszego kraju ministrowie rządu Szydło uznali tę decyzję za "niesłuszną i niesprawiedliwą".

Fundamentów naszej gospodarki bronił m.in. Mateusz Morawiecki. - Ostatnio miałem spotkanie z bardzo wysokim przedstawicielstwem Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W obu tych bardzo ważnych instytucjach stwierdzono, że właściwie nasz wzrost gospodarczy w tym roku ma szansę być silniejszy. A co jeszcze ważniejsze, w roku 2017 i 2018 wzrost może oscylować wokół 4 proc. i będzie jednym z najwyższych w Europie i właściwie jednym z najwyższych na świecie - mówił kilka dni temu minister w RMF FM.

Standard & Poor's a polityka

Co więcej, wielu analityków było zaskoczonych faktem, iż agencja w swoim werdykcie sugerowała się przede wszystkim argumentami politycznymi, a nie czysto gospodarczymi, jak miało to miejsce dotychczas. Jak na te zarzuty dzisiaj odpowiada S&P?

Agencja jednoznacznie odcina się od takich spekulacji. - Zmiana ratingu nie jest w jakikolwiek sposób związana z polityką, tylko z oceną instytucjonalną - czytamy w komentarzu.

Długoterminowy rating polskiego długu w walucie obcej BBB+ z perspektywą negatywną oznacza, że w ocenie agencji istnieje "prawdopodobieństwo co najmniej jak jeden do trzech", że w ciągu 24 miesięcy rating zostanie ponownie obniżony.



Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas