Jak gmina Kleszczów oddawała cenne grunty za nic, by później je bezpowrotnie tracić. "Wielomilionowe szkody"

Najbogatsza gmina w Polsce sprzedawała inwestorom grunty za bezcen w zamian za tworzenie miejsc pracy. Niestety, w ponad 20 przypadkach żadne zakłady nigdy nie powstały, a firmy pozbywały się ziemi za dużo większe pieniądze. Teraz "polski Kuwejt" ma na karku prokuraturę i CBA.
Kleszczów jest najbogatszą gminą w naszym kraju. Na jej terenie znajdują się kopalnia węgla brunatnego Bełchatów i elektrownia PGE Bełchatów, które zapewniają wielomilionowe wpłaty z podatków do budżetu tego niewielkiego samorządu. Nic jednak nie trwa wiecznie.

Kiedy pojawiły się pierwsze głosy o tym, że węgiel w gminie się kończy i trzeba szukać pieniędzy gdzie indziej, Kleszczów powołał do życia Fundację Rozwoju Gminy Kleszczów (było to ponad 20 lat temu).

Rolą Fundacji było zapewnienie jak najlepszych warunków dla inwestorów, którzy mieli zapewnić nowe miejsca pracy. W tym celu Fundacja sprzedawała przedsiębiorcom grunty znajdujące się w strefach przemysłowych po preferencyjnych cenach. Dokładnie za 1/10 ich rynkowej ceny. Tak było do dzisiaj, aż na horyzoncie nie pojawiła się NIK.



W latach 1997-2013 Fundacja podpisała 41 takich umów i jak informuje NIK, na 21 sprzedanych na preferencyjnych warunkach działkach nie powstało nic.

Najwyższa Izba Kontroli po wstępnej analizie dokładnie przyjrzała się dziewięciu kontraktom. Co się okazało? W żadnym przypadku przedsiębiorcy nie wywiązali się z zawartych umów, a mimo to Zarząd Fundacji nie skorzystał z możliwości odkupu ziemi, choć prawnie miał taką możliwość.

W efekcie Fundacja straciła ponad 9 mln zł, a przedsiębiorcy wykorzystali możliwość zakupu taniego gruntu do osiągnięcia ogromnych korzyści finansowych, m.in. dzięki sprzedaży lub wzrostowi cen tych nieruchomości.


Strefy przemysłowe w gminie Kleszczów, źródło: http://www.fundacja-kleszczow.pl/

9 mln zł straty to jednak nie koniec

NIK na tym nie poprzestała i zaczęła kopać głębiej. Wyszło na jaw, że w gminie istniał mechanizm spekulacyjnego obrotu nieruchomościami, który mógł powodować znaczne straty dla budżetu państwa. Kwoty szkód szacowane są na wiele milionów złotych - zarówno na szkodę budżetu państwa, jak i poszkodowanej gminy oraz Fundacji. W związku z tym do akcji wkroczyło CBA i Prokuratura Generalna.

Co ciekawe, może się wydawać, że tak duża sprawa o domniemanym charakterze korupcyjnym wybuchła z hukiem dopiero teraz. Nic bardziej mylnego. Już wcześniej prokuratura okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim umorzyła postępowanie w tej sprawie, a prokuratura rejonowa w Bełchatowie w ogóle odmówiła wszczęcia śledztwa. Dlatego teraz pieczę nad całością postępowania ma sprawować Prokurator Generalny. Czy obie prokuratury były przekupione? Czy celowo nie zajmowały się ewidentnymi nieprawidłościami w Kleszczowie? To dopiero ustali śledztwo.

Jak działał mechanizm?

No właśnie. W jaki sposób działa Fundacja? NIK pisze, że przedsiębiorcy nabywali ziemię po wyjątkowo niskiej cenie - 1,5 zł za 1 m.kw., a w zamian mieli otworzyć zakłady zatrudniające m.in. mieszkańców Kleszczowa. W większości (7 z 9) zbadanych aktów notarialnych, podpisanych pomiędzy Fundacją a inwestorami, zamieszczony był warunek, że w wypadku niezrealizowania inwestycji przedsiębiorca zobowiązuje się do odsprzedania gruntu Fundacji po cenie zakupu. Jednak w żadnym przypadku władze z tej możliwości nie skorzystały.

Takie działanie doprowadziło do utraty 40 ha gruntu i szkody majątkowej, której wartość oszacowano na 9,7 mln zł. Sprawa jest w toku.

Nie udało nam się do dodzwonić do zarządu Fundacji, ani do władz gminy Kleszczów.

P.S. Z informacji przekazanych NIK wynika, że już po zakończeniu procedury kontrolnej, w dniu 19 stycznia 2016 roku, Zarząd Fundacji Rozwoju Gminy Kleszczów (po przeprowadzeniu negocjacji) odkupił jedną ze sprzedanych nieruchomości gruntowych, położoną w obrębie geodezyjnym Żłobnica w Gminie Kleszczów, za cenę równą cenie zakupu.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas