Rosja jest już tak zdesperowana, że pozbywa się klejnotów koronnych swojej gospodarki. Do wzięcia Rosnieft, Transnieft i Aerofłot

Sytuacja finansowa Rosji jest już na tyle poważna, że władze pracują nad listą państwowych spółek do częściowej prywatyzacji. Wśród nich znajdują się takie klejnoty koronne jak największy rosyjski koncern paliwowy czy monopolista odpowiedzialny za sieć ropociągów.
Rosyjska gospodarka coraz mocniej się chwieje - sankcje nałożone przez zachód, a przede wszystkim tania ropa naftowa, bardzo poważnie uderzyły w sytuację finansową kraju. Aby zaradzić tym problemom i załatać dziurę w budżecie państwa, rosyjski rząd pracuje nad listą siedmiu strategicznych spółek, które mają zostać częściowo sprywatyzowane.

Giganci i monopoliści

Według doniesień rosyjskich mediów na liście miałyby się znaleźć:

- Rosnieft - największy rosyjski koncern paliwowy

- Transnieft, czyli monopolista odpowiedzialny za sieć ropociągów

- Alrosa - największy producent diamentów na świecie (do firmy należy ok. 40 proc. światowego rynku)

- Aerofłot - największy rosyjski przewoźnik lotniczy

- Sovcomfłot, czyli największy rosyjski armator

- Koleje Rosyjskie - operator sieci kolejowej, do którego należy 80 proc. przewozów na terenie Rosji.

Lista do końca tygodnia?

Głównym orędownikiem sprywatyzowania tych przedsiębiorstw jest minister finansów Rosji Anton Siłuanow, który naciska na prezydenta Władimira Putina, aby ten zatwierdził listę do końca tego tygodnia.

2016 r. może być dla Rosji bardzo trudny, według prognoz wiceministra finansów Maksima Oreszkina deficyt w tym roku wyniesie 21,7 mld dol. i to przy założeniu, że cena baryłki ropy będzie wynosić 40 dol., czyli o mniej więcej o 10 dol. więcej niż teraz. Zresztą ceny tego surowca znajdują się poniżej 40 dol. od początku grudnia i na razie nie zapowiada się, aby ropa zaczęła odrabiać starty.

Prywatyzacja raczej dla "swoich"

Częściowa prywatyzacja państwowych gigantów nie będzie jednak dla wszystkich. Trudno liczyć na to, aby rosyjskie władze pozwoliły na przejęcie udziałów w tak ważnych firmach "byle komu" czy też po prostu firmom spoza kraju. Wprawdzie rosyjski minister gospodarki Aleksiej Uljukajew zaprosił ostatnio firmy z Austrii do udziału w prywatyzacji, jednak trudno stwierdzić czy to coś więcej niż tylko kurtuazja.

Innym potencjalnym nabywcą mogłyby być firmy z Chin, jednak kiepska sytuacja gospodarcza tego kraju raczej nie sprzyja tego typu zakupom.