Ministerstwo z wódki się cieszy, ale branża już nie. "Robią dobrą minę do złej gry"

"Po siedmiu miesiącach tego roku wpływy do budżetu państwa są w końcu wyższe niż sprzed podwyżki akcyzy." - pisze "Puls Biznesu". Jednak branża jest zupełnie innego zdania. - Robią dobrą minę do złej gry - uważa Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego. Kto ma rację?
Kiedy we wrześniu 2013 r. rząd ogłosił podwyżkę akcyzy o 15 proc. na wyroby spirytusowe, nikt nie spodziewał się dwucyfrowego załamania na rynku. "Ruszyła wówczas produkcyjna lawina, by nadążyć za zwiększonymi zamówieniami hurtowników i sieci handlowych chcących zrobić zapasy "tańszego" alkoholu. Później nastąpiła totalna posucha" - pisze "Puls Biznesu".

Ministerstwo się cieszy, branża już nie

Teraz po siedmiu miesiącach tego roku widać w końcu odbicie. - Wpływy za siedem miesięcy są o 8 proc. wyższe niż rok wcześniej. Są wyższe również niż w latach sprzed ogłoszenia podwyżki - ogłosił na spotkaniu z branżą spirytusową Jarosław Neneman, wiceminister finansów.

Minister nie omieszkał również wspomnieć o atakach na ministerstwo, oskarżeniach, że nie potrafią liczyć. Ale czy na pewno wszystkie liczby się ministerstwu zgadzają?

- Po siedmiu miesiącach w budżecie widać 170 mln zł więcej niż 2012 r. To kiepski wynik, biorąc pod uwagę, że rocznie podwyżka akcyzy miała przynosić 780 mln zł. Tych pieniędzy nie ma i nie będzie. Przy 15-procentowej podwyżce urzędnicy spodziewali się wyższego wzrostu niż 5 czy nawet 8 proc. Dzisiaj robią więc dobrą minę do złej gry - twierdzi w "Pulsie Biznesu" Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego.



Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas