Ten wykres pokazuje, dlaczego w Polsce pracodawca może zrobić z pracownikiem, co tylko chce

W Polsce na dwieście miejsc pracy tylko jedno jest wolne. To nie żart, to nasza rzeczywistość. Gorzej niż nad Wisłą jest tylko na Łotwie i Cyprze.
Ministerstwo Pracy prognozuje, że w wakacje stopa bezrobocia będzie jednocyfrowa, jednak biorąc pod uwagę to, że z Polski wyemigrowało w celach zarobkowych ponad 2 mln ludzi, trudno nie odnieść wrażenia, że nie jest aż tak kolorowo. Polski rynek pracy ma poważne problemy.

Problem 1. Pracodawca może zrobić z pracownikiem wszystko

Polski pracownik jest w fatalnym położeniu i jest zdany na łaskę swojego szefa. Każdy narzekający na swoją pracę słyszy w końcu: "To ją zmień", jednak jak to zrobić, kiedy brakuje ofert pracy, a kiedy już jakaś się znajdzie, jest do niej wielu chętnych (11,7 proc. stopy bezrobocia oznacza, że ponad jedna na 10 osób zdolnych do pracy, po prostu jej nie ma). Do tego bardzo wielu pracodawców nie tylko zdaje sobie sprawę ze swojej przewagi, ale także ją wykorzystuje.

Doskonałym przykładem są tzw. awanse poziome, czyli dokładanie pracownikowi kolejnych i kolejnych obowiązków, bez podwyżki ani żadnych innych profitów. Niektórzy idą jeszcze dalej - zwalniają jednego pracownika, po czym jego zadania przekazują innemu, oczywiście za te same pieniądze. Jest to pewien rodzaj szantażu, ponieważ pracownik nie może przecież odmówić, jeśli chce zachować swoją posadę.

Innym wykorzystaniem przewagi pracodawcy nad pracownikiem są też wieloletnie braki podwyżek. Na normalnym rynku pracy formą docenienia i zmotywowania pracownika - a także elementem utrzymania go w firmie - jest właśnie podwyżka. Jednak na rynku takim jak nasz wielu szefów może nie podnosić pensji latami, nie tracąc przy tym ludzi.

Problem 2. Brak nowych miejsc pracy

W Polsce brakuje nowych ofert pracy. Dane Eurostatu za czwarty kwartał ub. roku pokazują, że w Polsce na 100 miejsc pracy tylko pół jest wolne. Gorzej niż nad Wisłą jest tylko na Łotwie i Cyprze. Pod tym względem wyprzedzają nas nawet unijni rekordziści pod względem stopy bezrobocia, jak Grecja (niemal 26 proc. w styczniu) i Hiszpania (niemal 24 proc. w styczniu). Z kolei na drugim końcu zestawienia znajdują się Niemcy i Wielka Brytania, w których odpowiednio na 100 miejsc pracy czekają ponad trzy wolne miejsca i niemal 2,5 wolnego miejsca.

KLIKNIJ, BY ZOBACZYĆ DUŻE ZDJĘCIE >>>

Liczba ofert pracy przypadająca na każde 100 miejsc pracyźródło: Eurostat

- Sytuacja na polskim rynku pracy nie jest tak dramatyczna, jakby mogło się wydawać - mówi Dominika Staniewicz z Business Center Club. - Te dane dotyczą wyłącznie ofert zgłaszanych do urzędów pracy, a stanowią one tylko ok. 10 proc. wszystkich wolnych stanowisk - dodaje.

Jednak metodologia badania jest taka sama we wszystkich państwach UE i choć nie obrazuje ono do końca, ile naprawdę wolnych miejsc pracy jest na naszym rynku, to pokazuje pewne tendencje panujące na nim, a także to, że wypadamy gorzej od niemal całej Unii. Mało tego, pokazuje wyraźnie, ile miejsc pracy przypada na wszystkich bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy!

Problem 3. Dwa miliony ludzi wyjechało do pracy

- Nadwyżka osób z różnymi kompetencjami - najczęściej podstawowymi, ale też wielu studentów i w ogóle ludzi młodych, którzy w Polsce mają problemy ze znalezieniem pracy - wyjechała z naszego kraju i nie stanowi realnego problemu. Większość z tych ludzi nie miałaby tu żadnej perspektywy pracy, rozwoju ani szans na stabilizację życiową - tłumaczy Krzysztof Inglot z firmy WORK Service.

Szacuje się, że po otwarciu unijnych granic z Polski wyjechało ok. 2,2 mln ludzi - to więcej niż liczba mieszkańców Warszawy czy też Krakowa, Łodzi i Wrocławia razem wziętych. Według najnowszego raportu firmy WORK Service "Migracje zarobkowe Polaków" do wyjazdu popychają ludzi przede wszystkim wyższe zarobki i wyższy standard życia. Innymi słowy, te ponad 2 mln ludzi wybrało po prostu pracę, która pozwala godnie żyć i nie martwić się o to, jak zapłacić rachunki, wyżywić się i ubrać.

Problem 4. Wynajem mieszkań jest za drogi

- Wynagrodzenia w Polsce są po prostu za niskie w porównaniu z kosztami życia. Wielu Polakom bardziej opłaca się wyjechać do Wielkiej Brytanii. I to mimo że koszt wynajmu mieszkania jest ponaddwukrotnie wyższy. Łatwiej płacić 2 tys. zł za mieszkanie na Wyspach Brytyjskich, niż zarabiać 1,8 tys. zł i 900 zł wydawać na mieszkanie - mówi Krzysztof Inglot.

Zresztą ceny wynajmu mieszkania w Polsce są jednymi z najwyższych w Unii Europejskiej. Według analizy Lion's Banku - porównując ceny nieruchomości do cen wynajmu - nasz kraj zajmuje niechlubne czwarte miejsce; pod tym względem drożej jest tylko w Rumunii, Czarnogórze i na Węgrzech. Jak wynika z badania, w Polsce jest dwa razy drożej niż w Niemczech i trzy razy drożej niż w Austrii. Analitycy banku oszacowali, że średnio w Europie kwota potrzebna do zakupu nieruchomości wystarczyłaby na 26 lat wynajmu. W Polsce zaś tylko na 15 lat.

Problem 5. Nierówności zarobkowe

Tu dochodzimy do kolejnego problemu, czyli nierówności zarobkowych. Wiadomo, że nie wszystkie firmy zostały w równym stopniu dotknięte przez kryzys i część z nich rzeczywiście nie może sobie pozwolić na podwyżki. Jednak wiele po prostu nadużywa trudnej sytuacji rynkowej. To absolutnie nie w porządku, kiedy większość pracowników niższego szczebla zarabia poniżej średniej krajowej, a kadra menedżerska grubo powyżej średniej dla swoich stanowisk.

Jeden z naszych rozmówców przez ponad sześć lat pracy co roku słyszał, że nie ma pieniędzy na podniesienie mu pensji, jednocześnie szefostwo przez cały czas zapewniało, że jest zadowolone z jego pracy. W tym samym czasie prezes firmy dostał kilka milionów premii, choć firma przynosiła straty, a jego pensja i tak liczona była w milionach złotych.

- W latach 50. i 60. na Zachodzie płace menedżerskie stanowiły przeciętnie ok. 10-krotności średniej pensji. Dziś potrafią nawet 100-krotnie przekraczać tę średnią - mówi ekonomista prof. Ryszard Bugaj. Wciąż, niestety, mamy do czynienia z sytuacją, w której firma to taka zaniedbana stodoła stojąca za nowiuteńką wielką willą i garażem na drogi samochód - dodaje.

Nie można w żadnym wypadku demonizować pracodawców, bo jest bardzo wiele przypadków uczciwych szefów, którzy pomimo wyraźnej przewagi na rynku pracy nie wykorzystują swoich pracowników, a wręcz przeciwnie, dbają o nich. Jednak naprawdę trudno nie zauważyć, że wielu szefów nie ma takich.

Problem 6. Śmieciówki

Innym nadużyciem powszechnym wobec pracowników są umowy cywilnoprawne, czyli śmieciówki. Zatrudniony na takiej umowie pracownik nie tylko może pomarzyć o płatnym urlopie, chorobowym czy emeryturze, ale także nie chroni go Państwowa Inspekcja Pracy, nie podlega też sądowi pracy i wszelkie wątpliwości wobec pracodawcy rozstrzyga sąd cywilny. Oprócz tego, osobom zatrudnionym na śmieciówkach bardzo trudno wziąć kredyt w banku.

Na takich umowach według Eurostatu zatrudnione są niemal 2 mln Polaków, czyli prawie co czwarty pracownik firm zatrudniających powyżej 9 osób. Pod tym względem zajmujemy pierwsze miejsce w całej UE. Żeby tego było mało, według danych Państwowej Inspekcji Pracy nawet 900 tys. osób może mieć umowy na czas określony, choć w większości powinna być zatrudniona na etat.

- Zmniejszenie liczby śmieciówek byłoby bardzo korzystnym bodźcem dla polskiej gospodarki. Z jednej strony większa liczba osób odprowadzających składki mogłaby obniżyć ich wysokość. Z drugiej zaś więcej osób na etacie to większy dostęp do kredytów, a więc popyt idzie w górę. A nic tak nie szkodzi przedsiębiorcom jak jego brak, tym bardziej że większość z nich produkuje na rynek krajowy dla rodzimego klienta - mówi Ryszard Bugaj.

Problem 7. Pomysły rządu

Sprawą śmieciówek od jakiegoś już czasu zajmują się rządzący, którzy - w skrócie - chcą "ozusowienia" tych umów (ustawa już została uchwalona i wejdzie w życie 1 stycznia 2016 r.). Niestety, bardziej na tym skorzysta sam ZUS niż pracownicy, ponieważ uzyska dodatkowe fundusze do swojego wiecznie dziurawego budżetu. W istocie rozwiązanie proponowane przez rząd oznacza jeszcze mniej pieniędzy w kieszeniach pracowników, ponieważ to na nich większość pracodawców przerzuci koszty składek, albo po prostu część zwolnią, ponieważ wielu firm nie będzie po prostu stać na wyłożenie dodatkowych kilkuset złotych na każdego zatrudnionego na umowie cywilno-prawnej.

Pozytywną zmianą jest natomiast projekt Ministerstwa Pracy, który pozwoli osobom na umowach cywilnoprawnych i samozatrudnionych zrzeszać się w związkach zawodowych. Szkoda tylko, że nie jest to projekt wymyślony przez ten resort. Wprowadzenia takich przepisów zażądała od Polski Międzynarodowa Organizacja Pracy, do której z kolei z wnioskiem wystąpiła NSZZ "Solidarność".

To bardzo dobra zmiana, ponieważ da szansę zatrudnionym na śmieciówkach na lepszą ochronę swoich praw i walkę o swoje interesy. Związki zawodowe mają np. prawo do negocjowania z pracodawcami regulaminu wynagrodzeń.

Jeśli pensje pracowników z dołu drabiny zarobkowej nie urosną w końcu do poziomu, który będzie zapewniał normalne i godne życie i nie wyregulujemy w odpowiedni sposób zasad działania rynku pracy - nie zlikwidujemy przepaści zarobkowej między pracownikami a kadrą menedżerską, nie skończymy z nieprawidłowościami związanymi z umowami cywilnoprawnymi - to exodus pracowników będzie trwał nadal. A bez młodych ludzi nasza gospodarka daleko nie zajedzie.

Polub i bądź na bieżąco!



Więcej o:
Komentarze (469)
Ten wykres pokazuje, dlaczego w Polsce pracodawca może zrobić z pracownikiem, co tylko chce
Zaloguj się
  • dogfood

    Oceniono 884 razy 738

    Serio wyjechali młodzi i bez perspektyw? Z podstawowym wykształceniem? Bierni?
    Hmm, ja mam wykształcenie wyższe, kilkanaście lat pracy na stanowiskach managerskich w dosyć specyficznym środowisku uznawanym za "renomowane". Mam też 4 lata doświadczenia w prowadzeniu własnej firmy, która (ZUS, US, koszty pracy itepe) pozbawiła mnie właściwie dorobku całego życia... I pracuję od 6 miesięcy za granicą.... Czy jestem człowiekiem, którego Polska tak łatwo powinna się pozbywać? Nie sądzę, podobnie z resztą jak każdego kto tutaj ze mną pracuje, bo WSZYSCY mają wykształcenie wyższe i bynajmniej nie pasali krów w naszym pięknym kraju...
    Dobrze natomiast wiedzieć co "specjalista" z agencji pracy o nas - emigrantach- myśli.
    Z pewnością wrócimy ze śpiewem na ustach, z pewnością...

  • big.ot

    Oceniono 548 razy 478

    No jak to ??? Przecież co dwa miesiące w GW pojawia się łzawy artykuł z wypowiedzią przedstawiciela Lewiatana albo Centrum im. Adama Smitha o tym, że polskie firmy mają olbrzymi problem ze znalezieniem pracowników?

  • delivered

    Oceniono 379 razy 337

    Znowu bagatelizowanie problemu - wyjechali młodzi i bez perspektyw z wyksztalceniem podstawowym. Czy znajdzie sie w koncu ktos kto powaznie zajmie sie tematem? Przeciez wiadomo, ze w rzeczywsitosci wyjechalo znacznie wiecej osob niz 2 mln i ze ponad 1/3 to osoby z wyksztalceniem wyzszym.

  • nixodus

    Oceniono 265 razy 255

    Dlatego na Czerskiej stażyści pracują za DARMO i mają się z tego cieszyć.

  • strach_sie_bac

    Oceniono 216 razy 196

    "Szacuje się, że po otwarciu unijnych granic z Polski wyjechało ok. 2,2 mln ludzi "

    Panie Miecugow, jeżeli władza (w domyśle m.in. GUS) szacuje takie wartości to oznacza, że je bardzo zaniża. Przede wszystkim nie każdy informuje polskie urzędy, że wyemigrował. Wielu z nas ma podwójne zameldowanie/obywatelstwo w Polsce i na emigracji. Polaków, którzy wyjechali po wstąpieniu Polski do UE może być nawet 2x więcej niż "szacuje się".

  • dk7000

    Oceniono 252 razy 162

    Ja kompletnie nie rozumiem liberałów, którzy płaczą nad upadkiem firm w przypadku np. wprowadzenia wyższej płacy minimalnej. Przecież miejsc pracy nie tworzą tzw. "pracodawcy", tylko konsumenci usług czy towarów, "pracodawca" jest tylko organizatorem potrzeb tworzonych przez konsumentów. Jeśli pomysł "pracodawcy" na prowadzenie swojego biznesu polega tylko na niskich kosztach pracowniczych i po przymusowej podwyżce padnie, to tylko się cieszyć, przecież potrzeby konsumentów będą istnieć nadal, więc na jego miejsce przyjdzie inna firma, która będzie potrafiła placić więcej i zaspokajać te potrzeby. Nie będzie mogła też przerzucić podwyżek pensji na konsumentów, bo na rynku panuje konurencja. Podwyzki pensji to najlepszy przepis na innowacje i podnoszenie wydajności, do których nie ma zachęt, gdy koszty pracownicze są niskie. Liberaowie, tak naprawdę nie wierzą w samoregulacje wolnego rynku.

  • pan.nagata

    Oceniono 171 razy 151

    zielona wyspa ku... jego mać

  • mille666

    Oceniono 167 razy 149

    Bezrobocie jest w wielu krajach i wcale to nie usprawiedliwia pomiatania ludźmi - dzieje się tak, bo propaganda im wmawia, że nic nie są w stanie zrobić!
    Niech pracodawcy prowadzą firmy bez pracowników!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX