Inspektor zamieni "śmieciówkę" na etat, a korporacje zapłacą wyższe kary. Wielkie zmiany PIP

Wyższe kary, uzależnione od wielkości firmy, kontrole bez upoważnienia, ale pierwsza bez sankcji, a umowa "śmieciowa", zamieniana na etat decyzją inspektora pracy - takie rewolucyjne zmiany w funkcjonowaniu Państwowej Inspekcji Pracy zapowiedział jej nowy szef Roman Giedrojć
- Relacje na rynku pracy będą dobre tylko wtedy, gdy będziemy współpracować z pracodawcami. Dlatego proponujemy nową filozofię działania, chcemy, by inspektor był partnerem dla firm, doradzał im, a karał w ostateczności. Ale jeśli karę już nałoży, to będzie ona nieuchronna i bardziej surowa - mówił dziś na spotkaniu z dziennikarzami nowy szef PIP. Zgodnie z jego propozycją pierwsza kontrola w nowych małych i średnich firmach miała by charakter instruktażowy i doradczy. - Wiele firm, zwłaszcza małych dopuszcza się wykroczeń nieświadomie - mówił Giedrojć. Dlatego o ile taki pracodawca nie naruszyłby w sposób rażący prawa (takim naruszeniem jest np. niewypłacanie pensji pracownikom) inspektor poprzestałby na wezwaniu go do usunięcia nieprawidłowości. Podstawą do ewentualnego karania byłyby wyniki obligatoryjnej re-kontroli.

Niższe kary dla małych firm i taryfikator

Same kary były by uzależnione od wielkości przedsiębiorstwa. Dziś są one identyczne dla wszystkich i wynoszą od 1 tys. do 30 tys. zł. (grzywna nakładana przez sąd) - Mamy jedne z najniższych kar w Europie, znaczna grupa przedsiębiorców świadomie narusza przepisy, a kary dla dużych firm są w ogóle nie doskwierające - powiedział Giedrojć. Stąd postulat podniesienia kar, choć na razie bez konkretnych propozycji.

Innym pomysłem Giedrojcia jest uzależnienia kwoty mandatu od wielkości firmy. - Dla firmy która zatrudnia jedną osobę 2 tys. zł kary może oznaczać koniec działalności, inspekcja ma być partnerem, a nie przeciwnikiem - mówił.

PIP chce też wycenić konkretne naruszenia przepisów Kodeksu pracy, zupełnie tak jak nasze przewinienia na drodze wycenia policja. Podobnie jak policjanci, inspektorzy dysponowali by taryfikatorem mandatów. Dziś mogą wlepić pracodawcy mandat w wysokości 1,2 lub 5 tys. zł.

Inspektor zamieni "śmieciówkę" na etat

To duża zmiana, choć nie nowa. Przymiarki do wyposażeniu inspektora w takie uprawnienia trwają od 2001 r. - Wtedy się nie udało, bo zabrakło woli politycznej, ale teraz jest inaczej - mówił Giedrojć, dając tym samym do zrozumienia, że wymagający zmiany Kodeksu pracy zapis ma poparcie resortu pracy.

Inspektorzy mieli by wydawać decyzje administracyjne wymuszające na pracodawcy zamianę "śmieciówki" na etat. Pracodawca, który uznałby decyzję inspektora za krzywdzącą mógłby "złożyć reklamację" w sądzie

Zresztą sam Giedrojć był jednym z autorów pomysłu, by inspekotrzy pracy mogli wydawać decyzje administracyjne w innej sprawie - wypłaty zaległych pensji. Rozwiązanie się sprawdziło. Co roku inspektorzy odzyskują w ten sposób 85-90 proc. zaległych pensji. W latach 2012-2015 było to grubo ponad pół miliarda złotych.

Kontrole bez zapowiedzi i upoważnienia

Giedrojć położył też kres rozważaniom, czy kontrola musi być zapowiadana. - Połowa sądów i prawników uważa, że tak, a druga połowa, że nie. Ja uważam, że inspektor powinien móc wejść za okazaniem legitymacji do każdego zakładu pracy, tak jak jest w innych państwach - mówił. Prawo do niezapowiedzianych kontroli ograniczała ustawa o swobodzie działalności gospodarczej. Choć inspektorzy obchodzili je, powołując się na "podejrzenie naruszenia praw pracowniczych". Jak udało nam się dowiedzieć, zapowiadanych było najwyżej kilkanaście proc. kontroli rocznie. W przyszłości jednak obejdzie się bez takich forteli. Sam Giedrojć podkreślał, że w "tej ustawie nigdzie nie pada nazwa "Państwowa Inspekcja Pracy".

Ale na tym nie koniec odformalizowania. Nowy szef Inspekcji chce też by inspektorzy nie musieli ubiegać się u przełożonego o tzw. upoważnienie, czyli biurokratyczną zgodę na kontrolę. - To niepotrzebny i czasochłonny obowiązek, chcemy, żeby wynikał z faktu posiadania legitymacji inspektora - mówił.

Mniej etatów, mniej kontroli

Giedrojć wymienił też ograniczenia w działalności Inspekcji. Jako główne wskazał brak "wystarczającej liczby rąk do pracy". - Nie można dokładać nam odpowiedzialności i jednocześnie odbierać możliwość tworzenia nowych etatów - mówił, nawiązując do okrojonego o 8 mln zł budżetu PIP. - Jak mamy przyciągnąć z rynku prawników za 3,5 tys. zł - zastanawiał się. Zapowiedział, że w związku z nadmiarem obowiązków wynikających z planowanych zmian w prawie pracy (np. konieczności kontrolowania godzinowej pensji minimalnej dla osób na umowach cywilnoprawnych") zwróci się do posłów o ustalenie "bardziej realnych celów dla PIP". Chodzi o zmniejszenie planowanej liczby kontroli. Według wstępnych zapowiedzi miało ich być 80 tys., ale wobec nowych zadań, ma ich być. Zgodnie zapowiedziami mają jednak "być dokładniejsze".