12 zł za godzinę. Ale budżetówka nie chce ponosić kosztów podwyżek i obchodzi przepisy. Będą zwolnienia?

Rząd chce wyciągnąć pomocną dłoń do najmniej zarabiających - ochroniarzy i sprzątaczek. Problem w tym, że od lat najgorszy wyzysk panuje właśnie w instytucjach publicznych. I w tym, że obydwie branże mogą tego nie przetrwać.
To pewne: 12 zł brutto (czyli 8,7 zł na rękę) obowiązywać ma od września. Tyle minimalnie za godzinę pracy zarobią osoby na umowach-zleceniach i samozatrudnione. W środę zapowiedział to wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed. Podkreślił przy tym, że nowe zapisy mają dotyczyć głównie firm ochroniarskich i sprzątających, w których stawki są najniższe na rynku. Co ciekawe, sam minister stwierdził w rozmowie w radiowej Jedynce, że przepisy nie obejmą na przykład całodziennych opiekunów w rodzinnych domach opieki społecznej.

Nowe stawki mają być za to uwzględnianie przy przetargach publicznych. - Jeżeli nie zaczniemy od instytucji państwowych, nie poprawimy sytuacji na rynku. Przykład musi iść z góry - tłumaczył podczas audycji Szwed.

Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony Osób i Mienia tłumaczy, że według jego wiedzy zmiany faktycznie wejdą w życie od września, ale tylko dla nowo zawieranych umów. Na renegocjację już trwających kontraktów i podniesienie stawek czas będzie do stycznia 2017 roku. Oznacza to, że wszystkie firmy, które obecnie mają podpisane umowy na świadczenie usług ochroniarskich lub porządkowych, nowe stawki wprowadzać muszą dopiero od 2017 roku. O ile kontrahenci zechcą z nimi renegocjować umowy. A o to wcale nie jest łatwo.

Urzędy płacą po 3-4 zł za godzinę

Nie od dziś wiadomo, kto płaci w tych branżach najgorzej. To instytucje publiczne. Mimo, że istnieją dziś przepisy, które mają temu zapobiegać, są nagminnie naginane.

Przykłady mnożyć można w nieskończoność. Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 7 Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach za godzinę sprzątania płaci 6,50 zł, Wielospecjalistyczny Szpital Powiatowy w Tarnowskich Górach - 7 zł, Mazowiecki Szpital Bródnowski w Warszawie - 7,14 zł, Regionalny Szpital w Kołobrzegu - 6,90 zł.

A jak wyglądają oferty publiczne dla agencji ochrony? Sąd Rejonowy w Legnicy wycenił godzinę pracy agencji ochrony na 5,79 zł. Wydział Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego podpisał umowę na usługi ochroniarskie, gdzie godzina została wyceniona na 6,28 zł. Urząd Dozoru Technicznego w Warszawie za godzinę płaci 7,17 zł.

To kwoty, które za dostarczenie usługi dostają firmy. Z tego opłacany jest np. koszt zakupu uniformu, sprzętu, dojazd do pracy. Po odjęciu kosztów i marży dla firmy a także kosztów ubezpieczenia pracownika osoba wykonująca pracę na rękę otrzyma mniej więcej połowę tej kwoty. W praktyce więc sprzątaczki i ochroniarze często pracują za głodowe stawki: 3-4 zł na rękę za godzinę.

Gorzej niż w Rumunii. Prawo jest, ale obchodzone

Wszystko to w majestacie prawa. Pod koniec 2014 r. w życie weszło nowe Prawo o zamówieniach publicznych. Miało ono zagwarantować, że cena nie może być jedynym kryterium rozstrzygania przetargów w instytucjach publicznych. Premiowani mieli być ci pracodawcy, którzy zatrudniają na etat i płacą nie mniej niż pensja minimalna. Tyle w teorii. W praktyce bierze się pod uwagę różne kryteria, ale maja one tzw. wagę. To oznacza, że brane są pod uwagę w różnym stopniu. Np. Warszawski Urząd Dozoru Technicznego zdecydował się na ofertę firmy ochroniarskiej, która godzinę pracy wyceniła na 7,17 zł. Kryterium ceny miało wagę 95 proc., a zatrudnianie na etat - jedynie 5 proc. Na papierze wszystko się zgadza, ale o wygranej w przetargu zdecydowała cena - oczywiście jak najniższa.

Według danych PwC w Polsce sprzątaczki i ochroniarze opłacani są gorzej niż w Rumunii, która jest od Polski krajem biedniejszym. Znacznie lepiej zarabia się w tych zawodach także na Węgrzech czy w Czechach.

To położy branżę

To już druga zmiana cywilizująca rynek pracy, która uderzy w agencje ochrony i firmy sprzątające. Pierwszą było ozusowanie umów-zleceń przynajmniej od kwoty pensji minimalnej. Weszło w życie z początkiem tego roku. Efekt? Szefowie Izb zrzeszających te biznesy mówią zgodnie: 15 proc. zleceń mniej i gigantyczne zwolnienia. Kontrahenci - w tym głównie instytucje publiczne - nie chcą renegocjować umów, a firmy muszą za pracowników odprowadzać wyższe składki, co znacznie (o ok. 30 proc.) podnosi ich koszty.



Według Marka Kowalskiego, prezesa Polskiej Izby Gospodarczej Czystości od początku roku 15 proc. kontraktów zawartych z instytucjami publicznymi na sprzątanie zostało w ogóle zerwanych. Z powodu ozusowania zleceń pracę straciło od początku roku ponad 45 tys. osób pracujących w ochronie. - Najgorzej wyszły na tym największe firmy, bo zatrudniają najwięcej osób na zleceniach. Konsalnet, największa firma na rynku, zwolniła ok. 3 tys. osób. Impel - 10 proc. załogi - wylicza Sławomir Wagner. I dodaje, że ogromny problem mają także firmy specjalizujące się w ochronie osiedli. Wspólnoty nie godzą się na to, żeby podwyższać czynsz i dopłacać za usługi ochrony.

- Jeśli społeczeństwo jest bogate, to ma pieniądze na dodatkowe usługi, np. ochronę, jeśli nie - oszczędności szuka wszędzie i w pierwszej kolejności rezygnuje właśnie z nich. Dwie rewolucje w jednym roku położą branżę - podsumowuje Wagner.

Nawet ZUS nie chce płacić ZUS-u

Renegocjowanie już zawartych umów, które miałoby potrwać do 1 stycznia 2017 roku, daje czas na dostosowanie się do nowych stawek nie tylko firmom ochroniarskim czy sprzątającym, ale także instytucjom publicznym, które jakiekolwiek zmiany będą musiały zawrzeć w swoich budżetach. Łatwiej będzie je zaplanować w budżetach na przyszły rok.

A instytucje publiczne, w obawie o oskarżenia o niegospodarność i spinając budżet, potrafią swoją oszczędnością naprawdę zaskoczyć. Przykład? Zakład Ubezpieczeń Społecznych w Łodzi nie chce zwaloryzować kontraktu na usługi utrzymania czystości. Nie zamierza za nie płacić więcej, mimo, że w umowie zapisane jest, że w razie zmiany składki ubezpieczenia, VAT, lub poniesienia pensji minimalnej taka waloryzacja następuje automatycznie.

Jak widać, składek na ZUS nie chce płacić nawet sam ZUS.