EBC "dodrukuje pieniądze"? Niezupełnie. Wyjaśniamy, o co chodzi z miliardami nowych euro

Ustalmy jedno: Europejski Bank Centralny nie włączy wielkiej drukarki i nie będzie drukował pieniędzy. "Dopisze jedno zero do posiadanych aktywów i za te pieniądze w postaci elektronicznej będzie skupował obligacje krajów strefy euro" - tłumaczy ekonomista. Wyjaśnia również, co ten ruch oznacza dla nas - konsumentów.
Wczoraj Europejski Bank Centralny podjął decyzję o skupie aktywów, który rozpocznie się w marcu. Co miesiąc, aż do września 2016 r., do obiegu będzie wprowadzał 60 mld nowych euro. W mediach już drugi dzień czytamy, że rozpoczyna się wielkie "drukowanie euro". Jednak czym w rzeczywistości jest "drukowanie pieniędzy"? Tę kwestię wyjaśnia nam Paweł Cymcyk, ekonomista ING TFI, tłumacząc również, co decyzja EBC oznacza dla nas wszystkich, w tym spłacających kredyt we frankach.

Paweł Borecki, Pieniądze.gazeta.pl: Czym właściwie jest "drukowanie pieniędzy"? Bo przecież nie fizycznym wprowadzaniem na rynek nowych banknotów...

Paweł Cymcyk, ekonomista ING TFI: - W dużym uproszczeniu tłumaczenie, że drukujemy pieniądze, jest jak najbardziej uprawnione, bo choć EBC nie wydrukuje pieniędzy fizycznie, to wykreuje je na swoim bilansie, a więc np. dopisze jedno zero do posiadanych aktywów i za te pieniądze w postaci elektronicznej będzie skupował obligacje krajów strefy euro. (EBC ma prawo "stworzenia" pieniędzy, które nie muszą mieć pokrycia w złocie czy innym kruszcu. Odkupi za nie obligacje od banków - red.). A więc, mimo że nie jest to fizycznie euro w postaci banknotów, to jest jak najbardziej realne w postaci gotówki, która wpłynie na rynek. Te pieniądze, którymi EBC wspomoże obligacje poszczególnych krajów, de facto zamienią się w gotówkę w bankach komercyjnych, od których te obligacje zostały kupione.

Co wczorajsza decyzja EBC oznacza dla nas, konsumentów?

- Tego jeszcze, niestety, nie wiemy, ale pozytywnym skutkiem powinna być przede wszystkim większa dostępność kredytów i większa chęć na wydawanie gotówki. Powstanie również tzw. efekt majątkowy, czyli poszczególne aktywa w naszym majątku będą droższe. A kiedy jesteśmy bogatsi, ponieważ drożeją domy, akcje, obligacje, wtedy automatycznie chętniej wydajemy gotówkę. Czyli decyzja EBC miałaby - czy tak się stanie jeszcze nie wiemy - doprowadzić do tego, że europejscy konsumenci będą chętniej wydawali pieniądze i sytuacja gospodarcza się poprawi.

Kolejnym plusem dla konsumentów może być osłabienie euro. Europejski przemysł na tym skorzysta, a gdy trzyma się on dobrze, jest to bardzo dobra informacja dla produkcji i dla całej gospodarki. Przedsiębiorcy będą więcej produkować, więcej eksportować, będą mieć więcej zysków oraz zatrudniać więcej ludzi, czyli trochę też zmniejszy się problem bezrobocia. Tylko spokojnie, to nie jest tak, że to zacznie się dziać już od jutra. "Drukowanie" zaczyna się w marcu, więc realnego wpływu na gospodarkę możemy się spodziewać najwcześniej trzy miesiące w przód, czyli za pół roku od dziś.

Najgorętszy temat ostatnich dni - kurs franka. Czy EBC jest w stanie nad nim zapanować?

- Wszyscy spodziewali się, że po decyzji EBC być może frank się osłabi, niestety, stało się inaczej - to euro się osłabiło. I choć jest to trochę ambitna prognoza na ten moment, jednak wydaje się, że jak najbardziej realna, że w przyszłości będziemy mogli zobaczyć dolara, franka i euro w tej samej cenie. Obecny trend jest nieubłagany i właśnie w tę stronę to zmierza.

Co konkretnie oznacza to dla spłacających kredyt we frankach?

- To oznacza, że frank pozostanie przez najbliższe kilka miesięcy bardzo mocny, a więc na poziomie 4,25-4,30 zł. Dopiero później, gdy strefa euro zacznie się rozbudzać z letargu, euro będzie rzeczywiście droższe. Ale na to musimy poczekać przynajmniej trzy miesiące od momentu rozpoczęcia "drukowania". Wtedy też frank zacząłby się osłabiać. Jednak na chwilę obecną scenariusz, który można przyjąć, to sześć kolejnych rat kredytu z wysokim kursem franka. Dopiero później szwajcarska gospodarka zacznie odczuwać skutki silnego franka, europejska gospodarka zacznie odczuwać pozytywne skutki słabszego euro i wówczas zaczną się te tendencje odwracać, czyli euro będzie droższe, frank tańszy. Dla złotego byłaby to szansa, że w III-IV kwartale tego roku moglibyśmy - przy dobrych wiatrach - kupować franka po 4,10-4,15 zł.



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

POLUB NAS


Więcej o: