Wszystko było dobrze, nagle pogrom. Z nowojorskiej giełdy "zniknęło" dziesięć razy tyle, ile wynoszą wydatki polskiego budżetu

3 bln 300 mld zł - tyle przez dwa ostatnie dni straciły akcje spółek S&P 500.
Po poniedziałkowym pogromie wtorek zaczął się bardzo dobrze. Przez cały dzień amerykańskie indeksy były na plusach - w zasadzie wszystko układało się dobrze: na rynkach azjatyckich (poza Chinami) sytuacja się uspokoiła, Ludowy Bank Chin obniżył główne stopy procentowe, rynki europejskie zakończyły dzień na sporych plusach, do tego także sama nowojorska giełda wyglądała optymistycznie. Ziemia pod nogami maklerów zatrzęsła się późnym wieczorem. Zaczęła się paniczna wyprzedaż...

Indeks Dow Jones zakończył dzień, tracąc -1,29 proc.



Z kolei indeks S&P500 stracił -1,35 proc.



Ucieczka inwestorów

Takiego odwrotu inwestorów z rynku w ciągu jednej sesji nie było na Dow Jones od końca października 2008 r. Z kolei drugi główny amerykański indeks - S&P500 - po raz pierwszy od ponad trzech lat przez sześć kolejnych dni tracił na wartości i kończył na minusach. W ciągu półtora tygodnia inwestorzy wycofali środki o wartości niemal 2 bln dol., a tylko w ciągu ostatnich dwóch sesji akcje straciły na wartości 900 mld dol., czyli ok. 3 bln 300 mld. Dla porównania - wydatki polskiego budżetu w 2015 roku zaplanowano na poziomie 343 mld 300 mln zł, czyli niemal dziesięć razy mniej.



Co się właśnie stało?

Nieoczekiwany finał notowań na amerykańskiej giełdzie był nie lada niespodzianką dla analityków, którzy próbowali zrozumieć, co się właściwie stało.

- Cokolwiek powoduje niepewność wśród inwestorów podczas ostatnich kilku sesji, najpewniej będzie się powtarzać - mówił telewizji CNBC główny strateg inwestycyjny firmy Janney Montgomery Scott, Mark Luschi.

Zdziwiony był nawet taki weteran rynków finansowych jak Mohammed el-Erian, główny doradca gospodarczy Allianz SE.

- Dzisiejsze spadki na amerykańskiej giełdzie przypomniały mi stare dobre czasy, kiedy 15 lat temu zajmowałem się rynkami wschodzącymi. Po szybkiej i wściekłej wyprzedaży trwającej kilka sesji następuje zachęcające odbicie - przynajmniej do czasu, aż inwestorzy nastawiający się na sprzedaż akcji i osoby zajmujące krótkie pozycje domyślą się, że wzrosty nie mają głębokich fundamentów - napisał na Facebooku El-Erian.

Noc minęła, znaleziono winnego

Gdy emocje opadły, eksperci znaleźli odpowiedzi. Winą za nagłe spadki obarczają... strach.

- Spadki w poniedziałek były ogromne, do tego od dawna nie widzieliśmy tak dużych minusów. Inwestorzy wystraszyli się powtórki z 2008 r. (początek kryzysu finansowego) i postanowili uciec z rynku. - mówił w rozmowie z telewizją CNBC Lance Roberts z STA Wealth Management.

Z kolei według analityka TMS Brokers Błażeja Kiermasza część inwestorów zdecydowała się sprzedać swoje akcje, aby nie stracić pieniędzy, ponieważ potężne spadki Azji pociągnęłyby za sobą także Stany. Innymi słowy, po prostu woleli nie ryzykować, że po fatalnym dniu na chińskiej giełdzie NYSE także otworzy się na sporych minusach i wartość posiadanych przez nich akcji straci, nim zdążą uciec z rynku. Do tego jest jeszcze dość duża grupa spekulantów, która próbuje zarobić na rozchwianym rynku.

- Trzyprocentowy spadek w ciągu zaledwie godziny z pewnością nie jest normą i należy go powiązać z ostatnimi turbulencjami na rynku. Wczorajszą gwałtowną zniżkę amerykańskich indeksów można przypisać obawom związanym z tym, jak w nocy zachowa się chińska giełda. Do tego spekulanci, którzy otwierali długie pozycje przez cały dzień, zdecydowali się na ich zamknięcie na zakończenie sesji.

Co dalej?

Zapaść na amerykańskiej giełdzie wystraszyła w środę zarówno inwestorów w Polsce, jak i w Europie. GPW znajduje się na ponad 0,5-proc. minusie, a główne europejskie indeksy tracą ponad 1 proc.

Zdaniem analityka TMS Brokers najważniejsze dla globalnego rynku wciąż będą wydarzenia na chińskiej giełdzie, a także dzisiejsza sesja w Ameryce.

- Kluczowe będzie to, jak dziś zachowają się amerykańskie indeksy. Jeżeli tym razem nie dojdzie do silnej wyprzedaży pod koniec sesji, to niewykluczone, że najgorsze już nastąpiło i w kolejnych dniach będziemy mieli do czynienia z silniejszym odbiciem na światowych rynkach akcji. Powstrzymanie gwałtownej przeceny na chińskiej giełdzie powinno temu sprzyjać - tłumaczy Błażej Kiermasz.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Zainstaluj wtyczkę Gazeta.pl na Chrome >>>

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas







Więcej o: