Opłaty za wywóz śmieci. Ile to kosztuje i dlaczego tak drogo

Niemal w każdym większym mieście po 1 lipca tego roku domowe rachunki za odpady wzrosną. A przecież miało być taniej.
W pewnym sensie jest. Dotychczas płacąc za obsługę śmietników, opłacaliśmy wywóz odpadów, ich składowanie i... właściwie to wszystko, poza skromnymi wyjątkami. Po 1 lipca poniesiemy zaś pełny koszt zajmowania się odpadami - do tej pory nie płaciliśmy rachunków za: wywożenie odpadów, które nie mieszczą się w koszu (mebli, pralek, opon etc.) i ich demontaż, obsługę tzw. dzwonów, unieszkodliwianie odpadów niebezpiecznych (baterii, akumulatorów, żarówek, świetlówek itp.). Za kilka lat do tej listy dojdą też zapewne: kompostowanie odpadów biologicznych (wykonywane w niektórych gminach) czy spalanie (na razie prowadzone tylko w Warszawie i w ograniczonym zakresie).

Ponieważ każda gmina może samodzielnie ustalać stawki za zagospodarowanie odpadów, trudno podać uśrednioną kwotę, do której mógłby odnieść się mieszkaniec każdego miasta. Po pierwsze wysokość stawek można ustalać zależnie od wielu czynników: od liczby osób w mieszkaniu, od mieszkania, od powierzchni albo od ilości odpadów lub od wszystkich tych danych na raz. Różna może być też wysokość stawek. W Krakowie jedna osoba w domu jednorodzinnym zapłaci miesięcznie 32 zł, cztery osoby 62,5 zł; w tym samym mieście czteroosobowa rodzina w bloku zapłaci od 40 do 48 zł, a jedna osoba 10 do 12 zł (wszystko zależy od zasad we wspólnocie mieszkaniowej). W Gdańsku opłatę za odpady w domach jednorodzinnych uzależniono od powierzchni. Czy jedna, czy cztery osoby w 120-metrowym domu zapłacą więc tyle samo: 73 zł. Stawki na osiedlach wielorodzinnych będą zależały od zasad we wspólnotach, ale należy zakładać, że ich mieszkańcy będą płacili od 14 do 15 zł za osobę.

Kraków będzie się zaliczał do najtańszych miast, Gdańsk do najdroższych.

Czy może być drożej? Tak. Podane powyżej stawki to koszt dla mieszkańców, którzy podejmą wysiłek segregacji odpadów. W przeciwnym razie stawki trzeba przemnożyć przez 1,5.

Czy może być taniej? Jeśli zapomnieć o inflacji, pewnie tak. Blisko 89 proc. pieniędzy, które będą wydawać duże miasta na gospodarkę odpadami trafi do kosza, a dokładnie na wysypisko. To pieniądze, które będą konieczne, by wywieźć ze śmietników zmieszane odpady (40,45 proc. kosztów całego systemu) i umieścić je na wysypisku (48,51 proc.). Na wysypiska zawozimy dziś co najmniej 80 proc. odpadów.

Wywózka i zagospodarowanie pozostałych odpadów pochłania jedynie 11 proc. wszystkich wydatków na gospodarkę nimi. Oznacza to, że jeśli zaczniemy skutecznie segregować, mamy szansę obniżyć opłaty odpadowe o 20 do 25 proc. - wtedy gdy uda się wtórnie wykorzystać co najmniej połowę naszych odpadów.

Wiele zależy też od gmin i regionów. Muszą przygotować instalacje, które pozwolą wykorzystać każdy kilogram naszych odpadów. Ze względu na te inwestycje nie należy się spodziewać szybkiej obniżki opłat. Lista potrzebnych inwestycji nie jest bowiem krótka; potrzebne będą: sortownie, kompostownie, biogazownie, spalarnie, demontażownie mebli czy sprzętu elektro, punkty gromadzenia odpadów wielkogabarytowych itp.