Wydawca "Wprost" i osoba zarządzająca skupili akcje spółki przed aferą podsłuchową. Spekulacje? "Nic podobnego" [WYJAŚNIAMY]

Prezes Platformy Mediowej Point Group - właścicielki "Wprost" - i jeden z akcjonariuszy kupili w sumie ok. 650 tys. akcji spółki chwilę przed wybuchem afery taśmowej i zaraz po niej. W sieci zaczęły pojawiać się spekulacje, czy zarządzający grali na tzw. zwyżkę cen akcji. Eksperci uspokajają jednak: Nic podobnego. Te transakcje nie wzbudzają podejrzeń, nie kupowano wielu akcji (w obrocie jest ich ponad 100 mln). W sumie między 10 i 18 czerwca kurs spółki wzrósł o kilkanaście proc.
Informacje o skupie akcji dostępne są - zgodnie z przepisami - na stronie internetowej spółki. Z jednego raportu wynika, że Michał Lisiecki, prezes spółki, kupił 215 tysięcy akcji 10 czerwca 2014 roku. Z kolejnych raportów wynika, że "osoba posiadająca dostęp do informacji poufnych, członek organu zarządzającego" spółki kupił między 16 kwietnia a 6 czerwca w sumie 191 469 akcji po 31-39 gr za sztukę i między 9 a 16 czerwca w sumie 235 263 akcje po 34-38 gr za sztukę.

Po wybuchu afery taśmowej akcje wydawcy "Wprost" rzeczywiście podrożały, między piątkiem (dzień przed wyciekiem informacji) a poniedziałkiem (kiedy opublikowano magazyn) ich cena wzrosła o ponad 8 proc., ale potem nieco spadła.

Spekulacje akcjami? Nic podobnego

Chcąc wyjaśnić sprawę, zadzwoniliśmy m.in. do Komisji Nadzoru Finansowego, tam jednak nie chciano komentować sprawy. O wypowiedź trudno było również wśród giełdowych analityków. Wszyscy nasi rozmówcy podkreślali, że transakcje dotyczyły małej liczby akcji i nie ma w tym nic dziwnego.

Czy ci, którzy kupili je wcześniej, mogli mieć informacje na temat planowanych posunięć firmy? Czy chcieli skupować akcje, by grać na podniesienie kursu? I czy ma to związek z opublikowaniem informacji o aferze taśmowej?

Nasz rozmówca twierdzi, że sukces sprzedażowy numeru o podsłuchach mógł mieć wpływ na poprawę wyników finansowych firmy tuż przed zamknięciem 2. kwartału. - Jest tu na pewno element rynkowej spekulacji, ale nie jest to znaczące - podkreśla analityk, który chciał zachować anonimowość.

- Bardziej znaczący jest na przykład wzrost ceny akcji w październiku i listopadzie, z 18 do 50 gr, i np. to powinno przykuć naszą uwagę. Tylko że wówczas nie było żadnych taśm. W chwili obecnej widzimy kilkunastoprocentowy wzrost przy bardzo małych obrotach i są to ruchy głównie w gronie aktualnych akcjonariuszy - tłumaczy.

Sprzedaż tygodnika wzrośnie?

- Media zarabiają na sprzedaży powierzchni reklamowej. Jej cena oczywiście jest uzależniona od liczby czytelników, do których dane medium może dotrzeć. Można więc przewidywać, że afera taśmowa w krótkim czasie zwiększy sprzedaż tygodnika. Point Group mogła więc w negocjacjach dotyczących sprzedaży powierzchni reklamowej z domami mediowymi żądać wyższych cen z uwagi na wzrost liczby czytelników. To zaś w krótkiej perspektywie może zwiększyć przychody firmy - tłumaczy inny analityk, który również nie chciał oficjalnie odnosić się do sprawy.

- Trzeba jednak podkreślić, że to efekt w bardzo krótkim czasie, który jest bez wpływu na wyniki spółki i decyzje giełdowe. Czytelnicy już wiedzą o aferze. Żeby być na bieżąco, niekoniecznie nadal muszą kupować "Wprost", temat podchwyciły inne media, więc trudno by tu było utrzymać sprzedaż na wysokim poziomie. Spekulacje, że ktoś kupuje akcje spółki, bo liczy, że poprawią się jej wyniki właśnie dzięki aferze taśmowej, są oparte na bardzo wątpliwych przesłankach. Rynek mediów określa się jako superniepłynny, takich wniosków nie można tu po prostu wyciągać - tłumaczy.

Więcej o: