Nadchodzą ciężkie czasy dla dolara

Istnieje coraz więcej przesłanek ku temu, że amerykański dolar powinien być coraz tańszy. Niektórzy eksperci wieszczą nawet upadek tzw. "greenback'a".
Pod koniec marca przez amerykańskie media przetoczyła się fala komentarzy dziennikarzy finansowych, blogerów oraz ekspertów giełdowych, przewidujących szybkie osłabienie dolara.

Przez ostatnie miesiące amerykańska waluta znacząco się umacniała. Inwestorzy spodziewali się bowiem początku, ogłaszanych przez Fed, cyklu podwyżek stóp procentowych. Jednak wystąpienie Janet Yellen - szefowej Rezerwy Federalnej, nie pozostawiło w tej kwestii wątpliwości. Jak wskazał John Kimelman na łamach "Barron's", do podwyżki stóp dojdzie nieprędko, a z pewnością nie wcześniej niż w czerwcu 2015 r.- wskazał John Kimelman na łamach "Barron's".

"Nawet jeśli uznamy, że Fed chce podnieść stopy procentowe, to teraz nie ma na to usprawiedliwienia. Przede wszystkim, z powodu braku inflacji. Skoro możemy odłożyć podwyżkę stóp w czasie, to nie ma bodźca do dalszego umocnienia dolara" - zwrócił uwagę bloger Matt O'Brien na łamach "Washington Post".

Słabnący dolar, to szansa biznesowa. Na czym więc będzie można zarobić, gdy "greenback" zacznie tracić na wartości? Przede wszystkim na surowcach, które są zazwyczaj wyceniane w USD. Zatem im słabszy dolar, tym wyższa wycena surowców.

Problem jednak w tym, że niektórzy eksperci wieszczą potężny kryzys dolara, a nie tylko jego korektę. Kryzys, który może się zakończyć dla USD utratą statusu głównej waluty rezerwowej świata, a nawet - w skrajnie złym scenariuszu - jego upadkiem.

Taką złowieszczą prognozę, zarówno dla USA jak i dolara, odnajdziemy m.in. w świeżutkiej - i już przetłumaczonej na język polski - książce Jamesa Rickardsa "Śmierć pieniądza" (tytuł oryginalny: "The Death of Money: The Coming Collapse of the International Monetary System"). Sam autor, to nie byle kto w świecie finansów. Jest bowiem autorem bestsellera "Wojny walutowe. Nadejście kolejnego globalnego kryzysu", przetłumaczonego na 12 języków i wysoko ocenionego m.in. przez "Financial Times". Obecnie jest zarządzającym w firmie West Shore Group oraz doradcą ds. międzynarodowych zagrożeń ekonomicznych i finansowych w Departamencie Obrony i służbach wywiadowczych Stanów Zjednoczonych. Ponadto, brał, swego czasu, udział w pierwszej finansowej grze wojennej przeprowadzonej przez Pentagon.

Wracając jednak do "Śmierci pieniądza", Rickards wskazuje w książce szereg zjawisk, które wieszczą nadchodzącą utratę zaufania do dolara. "Waluty wirtualne, nowe waluty handlowe oraz eliminacja walut (w przypadku wymiany barterowej) są objawami stopniowej erozji zaufania do amerykańskiego pieniądza. Objawami, nie przyczynami!" - napisał.

Z czego bierze się rosnący brak zaufania do "zielonej waluty"? "Do przyczyn należy zaliczyć widma inflacji i deflacji oraz przekonanie wielu osób, że dolar nie jest już rezerwuarem wartości, lecz kuponem loteryjnym, którego wartość może być znacznie mniejsza, albo znacznie większa od nominalnej, w zależności od czynników, na które posiadacze banknotów nie mają żadnego wpływu" - uważa Rickards, wprost obwiniając za ten stan rzeczy politykę pieniężną amerykańskiej Rezerwy Federalnej.

Jakich więc znaków wypatrywać tuż przed wieszczonym przez Rickardsa końcem dolara? "Kiedy zacznie się paniczne wykupywanie złota i pojawią się nowe emisje SDR [chodzi o specjalne prawa ciągnienia, z ang. Special Drawing Rights, czyli o międzynarodową jednostkę rozrachunkową stosowaną przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy - przyp. red.] mające na celu przywrócenie światu płynności, będzie wiadomo, że zaczęła się faza szybkiego spadku zaufania do dolara" - przewiduje autor "Śmierci pieniądza".

Warto więc chyba już dziś rozpocząć akumulację surowców, jednocześnie uważnie obserwując rynek złota i SDR.