Świnka-skarbonka i kieszonkowe, czyli jak rozmawiać z dzieckiem o pieniądzach

Jeśli dziecko rozpoczęło pracę nad swoją słabością, np. bałaganem w pokoju, można zaproponować mu ?uśmiechniętą buzię? na grafiku za każdy dzień rozpoczęty pościeleniem łózka. Pięć i więcej buziek pod koniec tygodnia daje dziecku prawo do kieszonkowego. Ono decyduje, co zrobić z otrzymaną kwotą - o tym, jak nie być pracodawcą dla własnego dziecka, opowiada Martyna Romanowicz, psycholog dziecięcy.
Piotr Banasik: Podobnie jak spora część rodziców kilkuletnich dzieci, obydwoje stawialiśmy pierwsze kroki w oszczędzaniu u schyłku słusznie minionej epoki - trudno więc wykształcone wtedy wzorce wychowawcze przekładać na dzisiejszą sytuację ekonomiczną. Czym różni się współczesna "nauka ekonomii" dla najmłodszych od tej, jaką pamiętamy z naszego dzieciństwa?

Martyna Romanowicz: Różnice widać gołym okiem, począwszy od stanu zamożności społeczeństwa, aż po dostępność dóbr, na które swoje kieszonkowe przeznaczają najmłodsi. Nie da się ukryć, że - w porównaniu do lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia - dziś żyjemy trochę szybciej, a coraz większy wpływ na zachowania naszych dzieci mają mass media. Ich przekaz jest dość jasny: żeby "być" trzeba najpierw "mieć". Przyzwyczailiśmy swoje dzieci do tego, że żeby "mieć" - wystarczy poprosić. Nauka oszczędzania przypomina nam o tym, że na nagrodę trzeba sobie zapracować. Wytrwałość, którą dziecko kształtuje wraz z oszczędzaniem, przydaje się nie tylko w świecie pieniądza, ale także w innych dziedzinach życia.

Czyli - wbrew temu, co się powszechnie uważa - rozmawianie z dziećmi o pieniądzach nie czyni z nich małych materialistów?

Nie, wręcz przeciwnie, to pierwszy etap socjalizacji ekonomicznej, a więc procesu, który pozwala dziecku zrozumieć otaczający je świat gospodarki oraz daje mu szansę, by umiejętnie z niego korzystać. Nie ma lepszej metody wychowawczej niż przykład, bo dzieci od początku naśladują dorosłych w ich zachowaniach. Badania IPSOS pokazują, że w niektórych rodzinach swoje kieszonkowe otrzymują już czterolatki . To rodzic ocenia, kiedy jego dziecko jest gotowe na własne pieniądze. Do świata oszczędności warto jednak wprowadzić dziecko powoli, na przykład przez wspólne zakupy, tłumacząc przy okazji, dlaczego rzeczy różnej jakości mają różne ceny i dlaczego oszczędzanie na bardziej wartościowe przedmioty trwa dłużej. W miarę rozwoju zwiększa się świadomość dziecka na temat świata finansowego rodziców i trudu zdobywania pieniędzy.

Badania wskazują, że ponad połowa dzieci poniżej trzynastego roku życia otrzymuje miesięcznie około 50 zł kieszonkowego. To zbyt dużo czy za mało?

Trudno podać konkretne kwoty. Są one zależne z jednej strony od wieku dziecka, z drugiej zaś - od możliwości rodziców. Warto zdecydować się na podarowanie dziecku portfela lub skarbonki, do których mogłoby wrzucać zaoszczędzone fundusze. Kieszonkowe nie może być zbyt niskie, bo kilkulatek szybko zniechęci się do oszczędzania. Jednocześnie zbyt duże kwoty pozwolą dziecku na natychmiastowe zaspokojenie potrzeby, przez co zabraknie doświadczenia "oszczędzania" jako procesu, w którym zawarte jest pewne uczucie oczekiwania. Ponadto zbyt wysokie kieszonkowe sprawia, że u dziecka może rodzić się poczucie wyższości nad rówieśnikami.

Doświadczenie pokazuje, że dzieci, które same "zarządzają" swoim kieszonkowym, są wytrwalsze w dążeniu do postawionych celów oraz lepiej radzą sobie z problemami życia codziennego. Dłuższe oczekiwanie na większą nagrodę jest w tym przypadku lepszą nauką niż natychmiastowe otrzymanie mniejszej nagrody.

Zachęcamy też do obejrzenia zabawnego wideo o tym, co Polacy wiedzą na temat liczenia pieniędzy. [REKLAMA]

Kieszonkowe to nagroda czy pensja?

Otrzymywanie stałej kwoty w określonym terminie sprawia, że dziecko staje się odpowiedzialne za własne finanse. Liczy się nie tyle wysokość kieszonkowego, co terminowość w wypłacaniu środków. Warto, by rodzice wiedzieli, jaki jest cel tych oszczędności, i interweniowali, gdyby był nieodpowiedni.

Istotne jest także, by nie tworzyć u dziecka poczucia, że za każde właściwe zachowanie zostanie nagrodzone pieniędzmi. Może to ukształtować u niego postawę roszczeniową i doprowadzić to tego, że któregoś dnia odpowie rodzicowi: "zrobię to, jak mi zapłacisz!". By tego uniknąć, dużo bardziej efektywne jest nagradzanie dziecka za najmniejsze osiągniecia i zachowania (np. wyrzucenie śmieci bez prośby rodzica) poprzez pochwały, ciepłe słowa czy wspólne spędzanie czasu. Nauka oszczędzania nie może być pozbawiona tego typu gratyfikacji, by relacja między rodzicem a dzieckiem nie ograniczyła się do transakcji finansowej.

W jaki sposób nie ulegać dziecku, które wydało swoje kieszonkowe już pierwszego dnia po jego otrzymaniu?

To dość proste, ale jednocześnie bardzo trudne. Dzieci (zresztą nie tylko one) najlepiej uczą się na własnych błędach - bolesna nauka sprawi, że najmłodsi będą w przyszłości podejmować bardziej rozsądne decyzje finansowe. Dlatego należy działać konsekwentnie, choć może być to trudne przy rozpieszczających swoje pociechy babciach, dziadkach, ciociach i wujkach Tym istotniejsze jest ustalenie celu oszczędzania i periodyczności otrzymywania kieszonkowego.

Nauce oszczędzania musi towarzyszyć atmosfera akceptacji i wsparcia. Rodzic powinien pamiętać o pochwałach i unikać negatywnego oceniania, jeśli dziecko wyda pieniądze nieprzemyślanie bądź na przedmiot niewart swojej ceny. Takie sytuacje również zaliczają się do treningu oszczędzania. Warto rozmawiać z dzieckiem, bez wypominania i komunikatów "a nie mówiłem?". Dziecko woli usłyszeć: "z tego również można wyciągnąć ciekawą naukę".

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas





Więcej o: