Uwaga, nadciąga kredyt świąteczny!

Pierwsze banki już na początku listopada reklamowały tzw. pożyczki świąteczne. Warto jednak pamiętać, że często ze świętami mają one niewiele wspólnego. To kredyty na dowolny cel dostępne w ofertach banków, SKOK-ów czy firm pożyczkowych przez cały rok. I często nafaszerowane pułapkami
Gdyby pułapek nie było, w telewizji, na plakatach i ulotkach reklamujących pożyczki banki nie musiałby umieszczać dodatkowych informacji pisanych małą - nie oszukujmy się - nikomu nieczytelną czcionką. Bankowcy podkreślają, że reklama ma tylko zachęcić, pokazać produkt, a szczegóły oferty klient pozna na stronie internetowej, infolinii, a już na pewno w oddziale.

Jeśli okaże się, że kredyt, który miał być supertani (bo tak było w reklamie), okaże się superdrogi, klient go po prostu nie kupi. A nawet jak kupi, to ma jeszcze dziesięć dni na odstąpienie od umowy, bo takie prawo daje mu ustawa o kredycie konsumenckim (wkrótce termin na odstąpienie od umowy wydłuży się do 14 dni).

Czy to pocieszenie? Nawet jeśli ostatecznie pożyczki nie weźmiemy, bo okaże się droga, przez nieuczciwą reklamę zmarnujemy cenny czas. Dlatego zawczasu warto być wyczulonym na bankowe pułapki.

Jak ich uniknąć? Odpowiedź jest prosta: nie brać kredytu! Zawsze przecież można wyprawić skromniejsze święta. Jeśli jednak do kogoś ten argument nie trafia, czyli bez pożyczki na święta się nie obejdzie, niech przynajmniej bierze ją z głową. Czyli jak?

Bierz tyle, ile potrzebujesz

Kredyty gotówkowe można znaleźć w ofercie prawie wszystkich banków obsługujących konsumentów. W okresie poprzedzającym różnego rodzaju okazje niektóre banki zmieniają im tylko nazwy. Mamy więc kredyty "świąteczne", "wakacyjne", "na szkolną wyprawkę". Mimo różnych nazw ich instrukcja obsługi jest taka sama.

Aktualnie pożyczki z etykietą "świąteczne" oferują: Bank Zachodni WBK, Alior Bank, Kredyt Bank. ING Bank do zwykłego kredytu gotówkowego dokłada natomiast "świąteczny" gadżet - książkę. W poszukiwaniu pułapek, które mogą nas narazić na niepotrzebne koszty, skupmy się na tych ofertach.

Jeżeli już musisz wziąć pożyczkę, weź tylko tyle, ile potrzebujesz. Brakuje ci 300 zł, pożycz tylko tyle. Chcesz 1 tys. zł, nie bierz ani grosza więcej, nawet jeśli banki będą próbować podkręcić twoje pożyczkowe potrzeby. A próbują.

Na przykład BZ WBK obiecuje prezent - 100 zł na karcie przedpłaconej. Ale to promocja dla klientów, którzy pożyczą co najmniej 3 tys. zł. Ktoś, kto tyle nie potrzebuje, skuszony stówką zadłuży się na 3 tys. zł. Bank rozdaje prezenty, ale i tak odbije to sobie w odsetkach czy prowizji. Prowizji co prawda w BZ WBK można nie zapłacić, ale wtedy trzeba wziąć nie tylko pożyczkę (również z ubezpieczeniem), ale też założyć w banku konto osobiste i zgodzić się na kartę kredytową, czyli tak naprawę przenieść swoje finanse do tego banku.

Chciałeś pożyczkę na święta, a może skończyć się tak, że wyjdziesz z banku z większym kredytem, niż planowałeś, i kilkoma dodatkowymi produktami. Stówkę szybko wydasz, a z kredytem, kartą i kontem szybko się nie rozstaniesz.

Spłacaj jak najszybciej

Kolejna zasada - zaciągnięty kredyt spłacaj jak najszybciej. Zwykle zaciągamy kredyty na tzw. okrągłe okresy - rok, dwa, trzy. Ale równie dobrze kredyt można spłacić w trzy czy siedem miesięcy. Dlaczego to jest takie ważne? Bankom zależy na tym, byśmy kredyty rozkładali na jak najdłuższy okres, dłużej bowiem korzystamy z bankowych pieniędzy, a więcej większe płacimy odsetki.

Pokażmy to na przykładzie. Załóżmy, że pożyczasz 500 zł, oprocentowanie kredytu wynosi 15 proc. i będzie on spłacany w systemie rat malejących (w systemie rat malejących każda kolejna rata jest niższa; w systemie rat równych co miesiąc spłaca się ratę w tej samej wysokości). Jeśli spłatę pożyczki rozłożysz na 12 rat, odsetki wyniosą ok. 40 zł. Tyle kosztować będzie cię ten kredyt (nie uwzględniamy tu dodatkowych kosztów, np. prowizji i ubezpieczeń). Pierwsza rata (kapitał plus odsetki) wyniesie ok. 48 zł, ostatnia 42 zł.

Ale zamiast spłacać pożyczkę w 12 ratach, może jesteś w stanie spłacić ją szybciej, np. w trzy miesiące. Co to da? Raty będą oczywiście wyższe (pierwsza wyniesie 173 zł, druga 171 zł, trzecia 169 zł), ale koszt odsetkowy to tylko 12,5 zł - trzy razy mniej! Trzeba jednak pamiętać, że zwykle trzy miesiące to minimalny okres, na jaki banki udzielają pożyczek.

Ta zasada działa w drugą stronę - wydłużając okres spłaty, możesz obniżyć miesięczne raty, ale w ten sposób więcej za niego zapłacisz - koszt odsetkowy będzie rósł. Ten mechanizm wykorzystują też banki w reklamach świątecznych pożyczek. Ale to pułapka. Dlaczego?

Nie ufaj cyferkom

W reklamie BZ WBK czytamy: "Rata 19 zł za każdy 1000 zł". Alior Bank na stronie internetowej informuje: "Rata tylko 22 zł miesięcznie za każdy 1000 zł pożyczki". Na czym polega pułapka? Na stronie internetowej Aliora, obok reklamy pożyczki, wisi uproszczony kalkulator kredytowy. Pobawmy się nim chwilę. Do dyspozycji mamy dwa suwaki. Jednym możemy ustawić kwotę pożyczki, drugim okres spłaty. Na dole - w zależności od położenia suwaków - pojawia się wysokość miesięcznej raty.

Kwotę ustawiamy na 1 tys. zł. Teraz suwak "okres spłaty" przesuwamy do momentu, aż wysokość raty wyniesie obiecane w reklamie 22 zł. Zatrzymujemy się dopiero na ośmiu latach! Jeżeli przesuniemy suwak w lewo, ustawiając go na 12 miesiącach, miesięczna rata wyniesie ponad 93 zł!

Rozkładanie 1 tys. zł pożyczki na osiem lat jest nierozsądne i nieopłacalne, a właśnie do tego namawia - bądź sugeruje - w reklamie Alior Bank. BZ WBK reklamuje swoją ratę "19 zł za każdy 1000 zł" na przykładzie kredytu rozłożonego na sześć lat.

Czy działania banków, które podają w reklamach niską ratę wyliczoną dla długiego okresu spłaty, nie powinno się nazwać wprost: to po prostu wprowadzanie klientów w błąd?

To tylko marża

W tegorocznych ofertach pożyczek świątecznych pojawił się jeszcze inny trik. Jego autorem jest Kredyt Bank. Bank proponuje "tylko 4,9 proc. marży". Co w tym dziwnego?

Przez lata banki przyzwyczaiły nas do tego, że w reklamach pożyczek gotówkowych pokazuje się oprocentowanie. W reklamach kredytów hipotecznych widać natomiast marżę. Jaka to różnica? Istotna. Marża to tylko część oprocentowania - na tej części bank bezpośrednio zarabia. Ale zanim bank pożyczy nam pieniądze, sam je musi skądś wziąć: pożyczyć od innych banków albo od swoich klientów (oferując im lokaty). Za pożyczenie tych pieniędzy musi zapłacić, co de facto robią klienci. Oprocentowanie kredytu jest sumą kosztu pozyskania kapitału i marży, czyli zarobku banku.

Kredyt Bank, reklamując kredyt, jasno wskazuje, że "4,9 proc." to marża, ale przyzwyczajeni do innej formy przekazu reklamowego możemy pomyśleć, że to superpromocja. W rzeczywistości oprocentowanie tej pożyczki wynosi ok. 10 proc., choć to stawka nie dla wszystkich.

Bank oferuje ją tym, którzy dadzą się namówić na kartę kredytową, oraz do pożyczki wykupią ubezpieczenie. Podobnie jak w BZ WBK przed nami kolejna pokusa. Mieliśmy przecież pożyczyć tylko trochę pieniędzy na święta. Skuszeni tanim kredytem (10 proc. to jak na pożyczki niskie oprocentowanie) możemy dać sobie wcisnąć dodatkowe produkty bankowe, których wcale nie chcieliśmy.