A może "struktura"? Czyli jak zarobić w niepewnych czasach

Produkty strukturyzowane, zwane przez bankowców pieszczotliwie "strukturami", mogą być niezłym pomysłem na przeczekanie niepewnych czasów. Tylko co zrobić, by nie stały się niemiłą pułapką dla twoich pieniędzy?
Co prawda lokaty strukturyzowane nigdy nie dorównają popularnością zwykłym lokatom, ale ich roczna sprzedaż w Polsce już sięga 5-7 mld zł. Rocznie banki i pośrednicy finansowi wypuszczają kilkaset najróżniejszych "struktur". Zainwestowało w nie swoje oszczędności już, ostrożnie szacując, 200-300 tys. osób. A może nawet pół miliona (trudno podać dokładną liczbę, bo nikt nie prowadzi takich statystyk). Jeśli jesteś wśród nich albo dopiero zastanawiasz się, czy nie przenieść do "struktur" części swoich oszczędności, przeczytaj nasz poradnik.

Genialny wynalazek? Polacy coraz bardziej lubią "struktury", bo na pierwszy rzut oka jest to genialny wynalazek, który łączy możliwość osiągnięcia wysokich zysków z uniknięciem ryzyka. Bank przeważnie gwarantuje, że w najgorszym razie odda wpłacone przez klienta pieniądze co do grosza (choć są też i produkty strukturyzowane z ochroną kapitału na poziomie niższym niż 100 proc.). Jeśli zaś wszystko pójdzie dobrze - wyciągniesz nawet kilkanaście procent zysku w skali roku. Więcej niż na lokacie i może nawet tyle, ile w zwykłym funduszu inwestycyjnym. Tyle że w funduszu można nie tylko zarobić, ale i stracić.

W dodatku większość funduszy inwestuje pieniądze tradycyjnie - w akcje lub obligacje. "Struktury" mają pełniejsze spektrum inwestycyjne. Szansa klientów na zyski może być oparta np. na cenie złota i innych surowców, zmianach kursów walut oraz na niektórych indeksach giełdowych. Obok "struktur", w których pieniądze trzeba zablokować na kilka lat, pojawiły się takie, które trwają tylko kilka miesięcy. Wszystko po to, by przyciągnąć jak największą liczbę klientów. Duża część egzotycznych inwestycji (takich jak np. lokaty w kontrakty terminowe na ropę naftową) nie jest zbyt łatwo dostępna dla prywatnych inwestorów niemających w kieszeni milionów złotych. Niekiedy jedynym sposobem, by zainwestować w coś oryginalnego, jest zakup tzw. produktu strukturyzowanego, czyli "paczki", w której zawarta jest nietypowa inwestycja.

"Struktura", czyli co? Mechanizm takich produktów jest prosty: z każdych 100 zł większość pieniędzy - np. 85-90 zł - idzie na zakup bezpiecznych obligacji, które po trzech-czterech latach zapewnią klientowi zwrot zainwestowanych 100 zł. A pozostałe 10-15 zł przeznacza się na zakup tzw. opcji, na których można kilkakrotnie pomnożyć pieniądze albo wszystko stracić. Zyski nie zawsze zależą od koniunktury na giełdzie, można kupić m.in. opcje na pogodę, ceny złota czy brylantów. Banki, pośrednicy i fundusze na wyścigi wprowadzają lokaty strukturyzowane nie tylko ze względu na zapotrzebowanie klientów w złych czasach na giełdzie, ale i dlatego, że to dla nich kopalnia zysków.

Inaczej niż w przypadku zwykłych lokat bankowych czy funduszy są tu duże możliwości pobierania ukrytych prowizji. Wystarczy przeznaczyć na zakup opcji tylko 5 zł zamiast 10 zł. Tańsza opcja to mniejszy potencjalny zarobek klienta, ale on się o tym nigdy nie dowie, bo mechanizm naliczania zysku z lokaty jest zwykle skomplikowany, a do informacji o tym, jaka opcja została kupiona dla klienta, bardzo trudno dotrzeć.

Tak więc ryzyka, że twoje pieniądze zostaną "ubrane" w tanią opcję bez większych perspektyw na zyski, nie unikniesz. Musisz po prostu wliczyć takie prawdopodobieństwo w inwestycję. Albo wierzyć, że instytucja finansowa, która oferuje ci "strukturę", nie ma interesu, by zrobić cię w trąbę. Bo jeśli raz nie zarobisz, to drugi raz nie kupisz już produktu strukturyzowanego. Tak samo jak przy każdej innej inwestycji nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka i nie traktuj lokaty strukturyzowanej jak maszynki do zarabiania pieniędzy. Na pewno nie zarobisz kokosów, choć masz szansę na zysk sporo większy niż na lokacie.

Dlaczego "struktura" zarabia (lub nie)? W każdym produkcie strukturyzowanym większość pieniędzy idzie na zakup obligacji, ale najważniejsze jest to, jak zostanie zainwestowana pozostała część pieniędzy - te 10-15 proc., które mają zapewnić godziwy zysk. Na pewno będą to opcje, ale jakie? Czy ich wartość zależy od zmian indeksów giełdowych? Jeśli tak, to których? Czy w skład indeksów wchodzą spółki z określonych branż, obszarów geograficznych? A może chodzi o opcje, których wartość zależy od różnicy między wartościami dwóch lub więcej indeksów? Coraz popularniejsze są lokaty oparte na indeksach cen surowców spożywczych (kukurydza, kawa, zboże) lub metali szlachetnych (złoto, brylanty). I rzecz najważniejsza - czy wartość opcji rośnie, jeśli wartość określonego w umowie indeksu rośnie, czy wówczas, gdy spada? A może czasami opcja zarabia na spadkach, a czasami na wzrostach cen? Od czego to zależy? Postaraj się zrozumieć mechanizm działania opcji. To niełatwe, ale... przecież wkładasz w nią swoje ciężko zarobione pieniądze.

Ustal, jaka jest sytuacja na rynku, w który zostaną - za pośrednictwem opcji - zainwestowane twoje pieniądze. Sprzedawca będzie oczywiście przekonywał, że perspektywy są świetlane. Nie ufaj mu bezgranicznie. Nawet jeśli długoterminowo ceny danego dobra objętego lokatą rosną, to, po pierwsze, twoja "struktura" obejmuje inwestycję tylko kilkuletnią (w tak krótkim okresie wieloletnie trendy wzrostowe nie muszą się sprawdzać), a po drugie, świetlane perspektywy mogą być już wliczone np. w ceny akcji, które są objęte opcją. Poproś sprzedawcę o wykres z informacją, o ile wartości określonych w lokacie indeksów poszły w górę lub w dół w ostatnim roku. I jak kształtowały się np. w ostatnich 20 latach. Jak często szły w górę, a jak często w dół. To ważne, bo dzięki temu określisz swoją szansę na sukces.

Jaki jest potencjał zysków? W ostatnim czasie tego typu instrumenty finansowe dawały średnio tylko 4-5 proc. zysków w skali roku. To oznacza, że były wśród nich gwiazdy zarabiające dla klientów po kilkanaście procent, ale duża część "struktur" kończyła się wypłatą wyłącznie tego, co klient włożył, bez żadnych zysków. Przykładem gwiazd są ostatnio certyfikat Express db Express Eurostoxx 50 II, który w ciągu jednego kwartału zarobił 4,4 proc., czyli w skali roku - 17,6 proc., albo np. "struktura" Salsa I, z zyskiem 53 proc. osiągniętym w ciągu trzech lat (co daje 13 proc. w skali roku).

Zakończone w tym roku produkty strukturyzowane częściej jednak kończyły się mizernymi zyskami lub też ich brakiem. Z obliczeń analityków Open Finance wynika, iż ze 120 produktów strukturyzowanych zakończonych w pierwszym kwartale 2012 r. inflację (wyniosła 4 proc. na koniec kwietnia) pokonało 17 produktów. To wynik gorszy niż w przypadku lokat bankowych, bo z zakładanych rok temu 12-miesięcznych depozytów realny zysk przyniosła niemal połowa. Te niezbyt wesołe statystyki nie zmieniają faktu, że starannie wybierając produkt strukturyzowany i kupując go u renomowanego dostawcy, możesz zarobić nawet trzy razy tyle, ile na lokacie bankowej. I to niekoniecznie blokując pieniądze na długo.

Uważaj na magię dużych liczb. Jeśli, powiedzmy, po czterech latach twoja "struktura" zarobi np. 24 proc., to wbrew pozorom wcale nie będzie to dla ciebie złoty interes. Przez te cztery lata na dobrej lokacie zarobisz prawdopodobnie ok. 20 proc. lub nawet ciut więcej, nie ponosząc w dodatku żadnego ryzyka. A w inwestycji strukturyzowanej pewne ryzyko jednak ponosisz - to ryzyko utraconych zysków. Obiecywane przez sprzedawców zyski zawsze przeliczaj więc na roczne i porównaj z tym, co mógłbyś dostać na lokacie bankowej.

Najlepiej, żeby sprzedawca przedstawił ci, jak można było zarabiać na danej strukturze (lub wskaźniku, surowcu czy indeksie, na którym jest oparta). Jeśli przykładowo wchodzimy w strukturę na trzy lata, możemy policzyć, ile można było zarobić, gdybyśmy zainwestowali w ten sposób dokładnie trzy lata temu i teraz wyciągali pieniądze. Ale o wiele lepiej byłoby, gdyby sprzedawca przedstawił ci średnią zysku z ostatnich lat. Robi się to na podstawie setek lub tysięcy takich symulacji dla każdego kolejnego dnia, kiedy hipotetycznie zainwestowaliśmy w przeszłości.

Sposób na przeczekanie kryzysu? Inwestycje strukturyzowane mają tę zaletę, że można osiągnąć zysk na rynku kapitałowym z jednoczesnym ograniczeniem ryzyka straty zainwestowanych pieniędzy. W zwykłych funduszach inwestycyjnych można zarobić znacznie więcej, ale nikt nie gwarantuje zwrotu włożonych pieniędzy, gdyby coś poszło nie tak. "Struktura" może być więc pewnego rodzaju "poczekalnią" dla twoich pieniędzy na niepewny czas. Do jesieni mają się rozstrzygnąć losy reform w Grecji, świat finansów czeka na określenie prawdziwej kondycji banków w Hiszpanii, agencje ratingowe obniżają do coraz bardziej niebezpiecznego poziomu oceny wiarygodności banków we Włoszech... Znaków zapytania nie brakuje i jeśli kusi cię, żeby pozostać na rynku akcji, ale jednocześnie czujesz przez skórę, że ryzyko zaczyna cię przerastać, być może na pewien okres "struktura" uzależniona od wyników indeksów akcji może być sposobem, by pogodzić ogień z wodą. A więc pozostać na rynku i skorzystać na tym (oczywiście w ograniczonym zakresie), że rynek nie przestraszy się wyników letnich wyborów w Grecji, ale też ewentualnie mieć ze sobą spadochron na wypadek kolejnych turbulencji.

"Struktura" - dzięki temu, że częściowo opiera się na inwestycji w opcje - może zarabiać nawet wtedy, gdy tradycyjne rynki akcji spadają. Może to być dobry pomysł na zróżnicowanie portfela i dołożenie do niego elementu, który zamortyzuje straty, gdy na giełdzie panuje bessa.

Czy są "struktury" lepsze od innych? Nikt nie ma stałych patentów na wygrywanie, ale wiadomo, że stosunkowo mniejsze ryzyko wiąże się z krótkimi inwestycjami, nieprzekraczającymi roku. Nawet jeśli taka "struktura" nie okaże się inwestycyjnym sukcesem, straty wynikające z zablokowania kapitału, który mógłby w tym czasie pracować na bankowym depozycie, są stosunkowo niewielkie. Stosunkowo często godziwy zarobek przynoszą produkty strukturyzowane, oparte na opcjach typu autocall. Czyli takich, które dają kilka szans na spełnienie warunku gwarantującego zysk. Jak wygląda taka "struktura"? Np. obstawiamy, że w ciągu trzech lat akcje jakiejś spółki osiągną wskazany poziom. Kurs jest sprawdzany co roku, a jeśli już w pierwszym roku cel zostanie osiągnięty - umowa zostaje zamknięta, a klient inkasuje zysk (np. 10 proc.). Jeśli cel zostaje osiągnięty po dwóch latach, klient inkasuje 20 proc. Jeśli dopiero po trzech - 30 proc. A jeśli w ogóle - niestety, dostaje tylko zwrot zainwestowanego kapitału.

Marcin Krasoń, Open Finance

Do wygenerowania satysfakcjonującego zysku ze struktury potrzeba przede wszystkim odpowiedniego timingu. Polski rynek jest nadal młody i rzadko pojawiają się np. produkty zakładające spadek cen surowców czy wycen giełdowych. Dobrych zysków można więc oczekiwać tylko na "byczym", rosnącym rynku. Struktury są więc dobrym uzupełnieniem portfela dla klientów, którzy oczekują wzrostów na danym rynku, ale jednocześnie mają awersję do ryzyka i oczekują ochrony kapitału. Mogą być także łatwym sposobem na dywersyfikację portfela, bo dają dostęp do różnorodnych rynków (egzotyczne giełdy, waluty, surowce).

Wioletta Kociszewska, Deutsche Bank

Szukając rozwiązania dla siebie, należy wziąć pod uwagę kilka czynników: okres inwestycji, aktywa bazowe, a w tym kontekście scenariusz, który będzie warunkować wysokość potencjalnego zysku. Zanim zdecydujemy się na wejście w daną inwestycję, powinniśmy szczegółowo zapoznać się z warunkami, które będą musiały być spełnione, żeby dany poziom zysku został osiągnięty. Istotna jest także kwestia ochrony kapitału. Czy wybrany przeze mnie produkt gwarantuje pełną, czy częściową ochronę? A może nie gwarantuje żadnego z powyższych. Zależnie od naszego apetytu na ryzyko wybierajmy odpowiednie dla siebie rozwiązania. Zanim zainwestujemy w strukturę, zastanówmy się też, czy wierzymy w potencjał danego aktywa. Jeśli nasz produkt oparty jest na walutach, czy surowcach naturalnych - sprawdźmy, na jakich prognozach oparty został scenariusz zysku z tego aktywa dla danego produktu. 

Michał Szeliski, Structus.pl

Produkty strukturyzowane nie są przeznaczone dla początkujących inwestorów. Dość często formuła wypłaty zysku czy instrument, który ma zapewnić premię, są skomplikowane i ocena potencjału inwestycyjnego jest nie lada wyzwaniem nawet dla bardziej doświadczonych uczestników rynku kapitałowego. Trzeba również pamiętać, że struktury nie gwarantują nam zazwyczaj żadnego zysku. Fakt konieczności zamrożenia kapitału, zwłaszcza w długoterminową inwestycję, skłania również ku tezie, że produkty strukturyzowane powinny raczej być uzupełnieniem portfela inwestycyjnego, mogącą podnieść stopę zwrotu, a nie jego istotną częścią

Dariusz Kazalski, Deutsche Bank

Prognozowanie rozwoju rynku produktów strukturyzowanych w Polsce, przy obecnej zmienności rynków kapitałowych, nie jest proste. Warto jednak pamiętać o dwóch czynnikach, które mogą wpłynąć na dynamiczny rozwój tego typu produktów w najbliższych latach. Po pierwsze, udział struktur w portfelach inwestycyjnych Polaków, w porównaniu z krajami Europy Zachodniej, jest nadal znacznie mniejszy, co daje znaczny potencjał wzrostowy. Po drugie, konstrukcja większości produktów strukturyzowanych zapewnia możliwość generowania znacznego zysku w połączeniu z pełną lub częściową ochroną kapitału, co w kontekście obecnej niepewności na rynkach jest atutem dla inwestorów. 

Czy produkty strukturyzowane do dobry pomysł na oszczędzanie w kryzysie?