Wpadłeś w kłopoty finansowe? Sprawdź jak dogadać się z bankiem

W cyklu ?Edukacja w finansach? radziłem już, jak rozsądnie się zadłużać, a także jak walczyć z deficytem w domowym budżecie. Dzisiejszy odcinek jest dla tych, którym się nie udało i tkwią w dołku finansowym.
Jeśli już przestałeś spłacać raty i z przerażeniem myślisz o wizycie komornika, to przeczytaj, co cię czeka za kredytowe zaległości. Nie uciekaj od problemów, spróbuj zawczasu wyplątać się z kłopotów. Dziś podpowiadam, co możesz zrobić, by dogadać się z bankiem.

Nie wiem, czy to cię pocieszy, ale nie jesteś jedynym, który wpadł w tarapaty z powodu kredytów. Eksperci wyliczają, że przeterminowane długi ma już ponad 1,2 mln osób. Samych tylko zaległych rat od kredytów gotówkowych uzbierało się 12 mld zł. I ta kwota z miesiąca na miesiąc rośnie.

Co robić? Najgorszym rozwiązaniem jest schowanie głowy w piasek i bierne czekanie na wyrok. Bank na pewno nie zapomni o długu, prędzej czy później będzie chciał odzyskać pieniądze. Ale jeśli wykażesz dobrą wolę i spróbujesz się dogadać - możesz uniknąć wizyty komornika.

Ile masz czasu, zanim bank straci cierpliwość?

Na negocjacje masz sporo czasu. Od chwili kiedy przestajesz regulaminowo spłacać raty, do momentu kiedy bank (a coraz częściej - prywatna firma windykacyjna) przyśle do ciebie komornika, upłynie dobrych kilka miesięcy, przeważnie ponad pół roku. Czego możesz się spodziewać do tego czasu?

Droga postępowania banków jest zwykle podobna w przypadku wszystkich kredytów: tych drobnych, gotówkowych, i tych większych, np. samochodowych, oraz tych naprawdę dużych, kilkusettysięcznych, jak kredyty hipoteczne. A także kredytów na kartach kredytowych. Pamiętaj, każdy bank ma własne procedury, więc jego kroki mogą się nieco różnić od tych, które opisuję.

Telefon lub SMS z upomnieniem.

Przez pierwszych kilkanaście dni w banku będą myśleli, że nie zapłaciłeś pieniędzy, bo po prostu o tym zapomniałeś. Albo że twój bank zapodział gdzieś przelew (np. jeśli raty spłacałeś przez bankowe polecenia zapłaty). Po dwóch tygodniach bankowcy zaczną się niepokoić. Po trzech - dadzą pierwszy sygnał, że czekają na pieniądze. Najpewniej zadzwonią na numer kontaktowy, który podałeś we wniosku o kredyt, albo wyślą SMS-a. Taki monit jeszcze nic cię nie kosztuje.

Monit na piśmie. Jeśli przypominajka telefoniczna nie pomoże, bank przystąpi do tzw. miękkiej windykacji. Na twój adres wyśle list (często jest to polecony) z informacją, że powstało przeterminowane zadłużenie i trzeba je uregulować. W piśmie zapewne pojawią się groźby, że dług może trafić do windykacji, że bank rozważa wstąpienie przeciwko tobie na drogę sądową, że zostaniesz wpisany na czarną listę dłużników. Na razie to tylko czcze pogróżki, ale za taki monit bank naliczy już dodatkową prowizję - nawet kilkadziesiąt złotych. Będziesz musiał ją zapłacić razem z przeterminowanymi ratami.

Drugi monit na piśmie i... karne odsetki. Nadal nie reagujesz? Żarty się kończą. Dostaniesz kolejne pismo, być może opatrzone klauzulą "pismo przedsądowe" albo innym równie groźnie brzmiącym sformułowaniem. Tym razem bank informuje, że kredyt jest przekazany do działu windykacji i będziesz musiał pokryć nie tylko raty, ale też karne odsetki od przeterminowanego długu (są dwa razy wyższe od zwykłych odsetek).

Kontakt z bankowym windykatorem. To już ostatni standardowy element bankowego odzyskiwania długu. Zazwyczaj dział windykacji ogranicza się do kontaktu telefonicznego z klientami, ale czasem windykator przychodzi osobiście. W obu przypadkach rozmowa ma podobny przebieg. - Prosimy oddać pieniądze, bo w przeciwnym razie przekażemy sprawę specjalistom z zewnętrznej firmy windykacyjnej - usłyszysz. Zaproponuje spotkanie w banku, aby wspólnie dojść do porozumienia. Przypomni też o karnych odsetkach, obowiązkowo postraszy komornikiem. No i nie omieszka dodać, że jeszcze wróci. Teraz mowa jest już nie tylko o kosztach zaległych rat, prowizjach za monity i karnych odsetkach. Bank dolicza do rachunku również koszty działań windykacyjnych.

Wpis na czarną listę dłużników. Kolejnym krokiem banku będzie wpisanie ciebie na listę nierzetelnych kredytobiorców. Korzystają z niej wszystkie banki, więc jeśli na nią trafisz, to przez dobrych kilka lat masz szlaban na kolejne kredyty.

Bank sprzedaje dług. To najczęściej stosowane przez banki rozwiązanie w przypadku kredytów gotówkowych, zwłaszcza tych niezabezpieczonych. Na rynku działa mnóstwo firm, które hurtowo skupują od banków długi za ułamek ich wartości. Taki bank dostanie za twój dług np. 5-10 proc. jego wartości, ale i tak będzie zadowolony. Po pierwsze, to i tak więcej, niż zdołał z ciebie wycisnąć, a po drugie, nie musi już "chwalić się" twoim niespłaconym kredytem (i tysiącami podobnych) przed akcjonariuszami. Ma problem z głowy. A straty na twoim kredycie odbije sobie, podwyższając oprocentowanie pozostałym klientom. Smutne, ale prawdziwe.

Gdy nie masz pieniędzy na spłatę kredytu

Stało się. Jesteś już w pętli zadłużenia. Masz do spłacenia kilka-kilkanaście tysięcy złotych. Co robić? Łatwo nie będzie, ale masz przynajmniej kilka potencjalnych dróg ucieczki z trudnej sytuacji.

Restrukturyzacja długu. Spróbuj wynegocjować z bankiem takie zmiany umowy kredytowej, które pozwolą ci udźwignąć zobowiązanie. Zbierz dokumenty świadczące o tym, że wpadłeś w tarapaty niezupełnie z własnej winy, np. zaświadczenie o utracie pracy bądź o tym, że obniżono ci pensję. Przygotuj też sobie maksymalną wartość raty, którą byłbyś w stanie co miesiąc spłacać. W banku mogą cię o to zapytać. O jakie przywileje powinieneś walczyć?

Wakacje kredytowe. Bank mógłby zawiesić ci spłatę kredytu na kilka lub kilkanaście miesięcy.

Spłata tylko rat lub tylko odsetek. Bank mógłby zgodzić się na to, byś przez pewien czas spłacał tylko same raty kapitałowe (odsetki byłyby doliczane do wartości kredytu i spłaciłbyś je później) albo same odsetki.

Rozłożenie kredytu na dłuższy czas. Bank mógłby zgodzić się, byś spłacał kredyt np. nie przez trzy lata, ale przez pięć lat. Dzięki temu miesięczna rata będzie niższa. Np. jeśli masz do spłacenia 10 tys. zł, to przy stawce 15 proc. i trzyletnim okresie płacisz 346 zł raty miesięcznie. Ten sam kredyt rozłożony na pięć lat będzie cię kosztował 238 zł na miesiąc.

Konsolidacja kredytów. Jeśli masz kilka wysoko oprocentowanych kredytów złotowych, to może ci się opłacić skupienie ich w jeden. Nowy bank mógłby udzielić ci nowego kredytu na spłatę starych długów. Jeśli np. masz 35 tys. zł długów oprocentowanych na 15-20 proc. rocznie, które musisz spłacić w ciągu dwóch lat, a nowy bank dałby ci pięcioletni kredyt we frankach oprocentowany na 8 proc., to zamiast 1,7 tys. zł miesięcznych rat płaciłbyś 800-900 zł.

Zamiana kredytów karcianych na ratalne. Jeśli twoje kłopoty biorą się z tego, że zbyt nieostrożnie zadłużyłeś się na kartach kredytowych i teraz gniotą cię odsetki, spróbuj je zredukować. Część kart kredytowych ma opcję zamiany długu karcianego (oprocentowanego zwykle na 20 proc. rocznie) na niżej oprocentowany kredyt ratalny. Zapytaj w bankach, które wydały ci karty, czy mogą dokonać takiej zamiany. Zapłacisz jednorazowo ok. 2 proc. prowizji od wartości zamienianego długu, ale później comiesięczne raty będą niższe.

Wykorzystanie debetu. Jeśli spłacasz drogie kredyty gotówkowe albo ciśnie cię limit w karcie kredytowej, spróbuj pokryć te długi z tańszego źródła. W większości banków najtańszą odmianą kredytu jest debet przywiązany do konta osobistego. O ile kredyty gotówkowe i karty kredytowe są zwykle oprocentowane na 15-20 proc., to oprocentowanie debetów nie przekracza 10-12 proc. Jeśli możesz spłacić kredyty gotówkowe i karty kredytowe debetem w koncie, jest szansa na to, że będziesz płacił niższe raty.

Zastawienie ziemi lub mieszkania. Jeśli masz własne mieszkanie lub np. odziedziczyłeś po babci kawałek ziemi, sprawdź, czy nie opłaciłoby ci się zastawić tego majątku, by pieniędzmi z kredytu spłacić stare zadłużenie. Kredyt hipoteczny jest najtańszym rodzajem zadłużenia, więc opłaca się zamienić kredyty gotówkowe i karciane na jedną pożyczkę hipoteczną.

Powiększenie istniejącego kredytu hipotecznego. Jeśli już spłacasz kredyt hipoteczny, zapytaj swój bank, czy nie podwyższyłby jego wartości - będziesz miał pieniądze na spłatę przeterminowanych długów. Uważaj tylko, by bank przy okazji wypłaty dodatkowej transzy nie podwyższył ci marży od całego kredytu. To się nie opłaca!

Upadłość konsumencka. Od roku obowiązuje ustawa o upadłości konsumenckiej. Możesz ogłosić niewypłacalność, a banki nie będą mogły naliczać ci nowych odsetek. Ale to nie panaceum na kredytowe zło. Wyznaczony przez sąd komisarz spisze wszystko, co masz wartościowego, i wystawi na licytację. Z uzyskanych pieniędzy spłaci twoje długi. W miarę możliwości - co do grosza, bez żadnej taryfy ulgowej. Z dobrodziejstw upadłości mogą korzystać tylko osoby, które wpadły w tarapaty nie ze swojej winy, a więc z powodu utraty pracy, choroby lub innych przypadków losowych. Jeśli sąd uzna, że nie zaliczasz się do tej grupy - odrzuci twój wniosek.

Przewalutowanie kredytu. Jeśli twoje kłopoty wynikają głównie z wyższych rat kredytu hipotecznego we frankach, to pewnie zastanawiasz się, czy przewalutować kredyt na złote. Dzięki temu twoje raty nie będą już dalej rosły, ale nie będą też niższe. Oprocentowanie kredytów w złotych nie spada na tyle szybko, by stały się one znacznie tańsze od kredytów we frankach. Na domiar złego, zmieniając walutę kredytu z franków na złote przy obecnym kursie, przypieczętowujesz wzrost własnego zadłużenia.

Z jakich produktów finansowych korzystasz najczęściej?