Komu zależy na mocnym złotym, czyli walutowe ABC

Dziś w naszym cyklu nie lada wyzwanie: bierzemy się za bary z walutami. Od czego zależy, czy złoty jest silny, czy słaby? Kto powinien trzymać kciuki, by nasza waluta rosła w siłę, a kto wręcz przeciwnie?
Przed wakacjami w ramach "Edukacji w finansach" zajmowałem się różnymi odmianami bezpiecznego lokowania pieniędzy. Wspólnie rozłożyliśmy na czynniki pierwsze lokaty i konta oszczędnościowe, polisy lokacyjne, obligacje oraz bezpieczne fundusze inwestycyjne. Pierwszy powakacyjny miesiąc poświęciłem natomiast najpopularniejszemu obok banków sposobowi inwestowania zaskórniaków - zbiorowemu inwestowaniu na giełdzie pod postacią polis unit-link, różnorakich programów systematycznego oszczędzania oraz funduszy akcji.

Teraz czas zrobić kolejny krok. Przyjrzymy się rynkowi walutowemu. Sprawdzimy, komu zależy na tym, żeby złoty był silny, a kto powinien raczej trzymać kciuki, żeby euro się umacniało, a złoty słabł. Ustalimy też, od czego zależy to, jak kształtują się kursy walut. Ale to będzie tylko wprowadzenie do spraw najważniejszych: jak zarabiać na zmianach kursów walut (to dla tych, którzy mają pieniądze i chcieliby je jakoś zainwestować) oraz jak się zabezpieczać przed zbyt silnym bądź zbyt słabym złotym (to dla tych, którzy mają kredyt hipoteczny w obcych walutach). Gotowi? No to zaczynamy!

1. Dlaczego ceny walut są ważne?

Po ile dziś euro, a ile kosztuje dolar? Od takiej właśnie informacji najczęściej zaczynają się biznesowe radiowe i telewizyjne serwisy informacyjne. Drobiazg? Niekoniecznie. Od sytuacji na rynku walutowym zależy w twoim codziennym życiu więcej, niż ci się może wydawać. Nie chodzi tylko o to, ile będzie kosztowała wycieczka zagraniczna lub bilet lotniczy na wakacje (wiadomo, że ceny są przeliczane z euro i dolarów). Ani o to, ile raty kredytu zapłacą ci, którzy mają kredyt denominowany we franku szwajcarskim. Od ceny euro zależy to, ile zapłacisz za komputer, lodówkę, telewizor lub odtwarzacz DVD. Ba, dziś nawet truskawki są sprowadzane z Chin, a importerzy płacą za nie dolarami.

2. Co to znaczy, że złoty jest silny?

Pewnie czasem słyszysz w radiu lub telewizji, że złoty się umacnia albo słabnie. To slang finansistów, którzy w obrazowy sposób chcą przedstawić zmiany cen poszczególnych walut. W uproszczeniu wygląda to tak: im więcej złotych trzeba zapłacić za euro lub dolara, tym złoty jest słabszy. Jeśli wczoraj za jedno euro płacono 4,20 zł, a dzisiaj już tylko 4,10 zł, to znaczy, że złoty się umocnił w stosunku do euro. Jeśli zaś jutro za euro będziemy płacili 4,30 zł, to znaczy, że złoty się osłabił.

3. Komu zależy na silnym złotym?

Czasem pewnie słyszysz dyskusje analityków lub ekonomistów o tym, ile powinno kosztować euro, a ile powinien wynosić kurs równowagi dolara. Teraz na przykład ekonomiści przekonują, że najlepiej dla wszystkich by było, gdyby cena euro wynosiła 4,10-4,20 zł. Skąd oni, do diabła, to wiedzą? I dlaczego miałoby to być akurat 4,20 zł, a nie, dajmy na to, 5 zł? Albo czemu nie 3 zł?

Ekonomiści nie wróżą z fusów, tylko szacują, gdzie jest punkt równowagi między tymi, którym zależy na silnym złotym, a tymi, którzy woleliby słabego złotego. O drogie euro i słabego złotego modlą się np. firmy, które produkują jakieś towary w Polsce i sprzedają za granicą. Dostają za swój towar np. 100 euro i woleliby, żeby dało się je wymienić np. na 500 zł, a nie na 300 zł.

Po drugiej stronie barykady stoją ci, którzy sprowadzają z zagranicy surowce, a potem produkują w Polsce jakiś towar i tu go sprzedają. Oni chcieliby kupić surowiec jak najtaniej (czyli żeby euro było warte jak najmniej złotych). Silnego złotego woleliby też widzieć wszyscy, którzy mają kredyty w obcej walucie, bo gdy złoty rośnie w siłę, to te same 100 franków jest co miesiąc mniej warte w złotych. I raty kredytów spadają. Silny złoty jest też sojusznikiem wszystkich, którzy wyjeżdżają na wakacje za granicę albo robią tam zakupy.

Te wszystkie grupy muszą znaleźć punkt równowagi. Inaczej albo przestaniemy jeździć na wakacje za granicę, albo nie będziemy spłacać kredytów hipotecznych, albo upadnie wiele firm... lub stanie się coś równie fatalnego. Dlatego rządy i banki centralne wszystkich krajów troszczą się o to, by ich waluty nie były ani za silne, ani za słabe. Ostatnio np. bank centralny Szwajcarii starał się osłabić franka, bo ten drożał tak szybko, że tamtejsi eksporterzy z trudem łapali oddech. Z kolei polski rząd w zeszłym roku wkroczył na rynek walutowy i sprzedawał na nim euro, by zahamować nadmierne osłabienie złotego. Za euro trzeba było wówczas płacić już prawie 5 zł. Interwencja się udała, cena euro spadła, złoty się umocnił.

4. Od czego zależy, ile kosztuje złoty?

Kursy walut powstają na tzw. rynku międzybankowym, na którym banki na zlecenie inwestorów lub na własny rachunek sprzedają lub kupują waluty - dokładnie tak samo jak akcje na giełdzie. Te kursy z rynku międzybankowego przenosi się do tabel, które bankowcy wywieszają w swoich oddziałach, oraz do tych, które wiszą później w kantorach. Oczywiście zarówno bankowcy, jak i właściciele kantorów na handlu walutami chcą zarobić, więc po innym kursie je sprzedają, a po innym kupują. Ale oba kursy nie oddalają się zbytnio od cen, które powstają na rynku międzybankowym.

Od czego zależy, po ile inwestorzy chcą sprzedawać i kupować daną walutę, np. złotego? Tych warunków jest mnóstwo, ale wymienię tylko kilka z nich.

Sytuacji gospodarki i największych firm w danym kraju. Im lepiej radzi sobie dany kraj, im więcej jego obywatele mają pieniędzy, im lepsze produkty wytwarzają firmy i wysyłają za granicę oraz im więcej zarabiają pieniędzy, tym bardziej inwestorzy z całego świata chcą w takim kraju inwestować. Jedni kupują akcje spółek notowanych na giełdzie w takim kwitnącym kraju, inni zakładają tam fabryki. Jedni i drudzy potrzebują jak tlenu jednego - lokalnej waluty. Jeśli więc chcą zainwestować w kwitnącym kraju, wymieniają euro lub dolary na tę właśnie lokalną walutę. Skoro zaś chętnych na lokalną walutę jest wielu, to rośnie jej cena. Czyli dana waluta się umacnia.

Kondycja krajów sąsiedzkich. Wielcy inwestorzy światowi patrzą na świat przez pryzmat regionów. Np. Polska jest traktowana jako część Europy Środkowej wspólnie z Czechami, ze Słowacją, z Węgrami i kilkoma mniejszymi krajami. Mało który inwestor analizuje dokładnie sytuację każdego z tych krajów z osobna. Ważny jest region oraz szanse i zagrożenia, które przed nim stoją. Jeśli w jednym z krajów dzieje się coś niedobrego, inwestorzy często wycofują inwestycje z całego regionu. Tak było półtora roku temu, gdy inwestorzy odkryli, że na progu bankructwa stoją Węgry. Wycofywali inwestycje również z Polski i Czech. To właśnie wtedy złoty mocno się osłabił i euro było prawie po 5 zł.

Wysokość zadłużenia kraju. Zagraniczni inwestorzy kupują walutę danego kraju nie tylko po to, żeby za lokalne pieniądze nabyć akcje przedsiębiorstw lub wybudować jakąś fabrykę. Czasem wolą kupować obligacje emitowane przez rząd danego kraju. Im więcej zysku dają obligacje, tym chętniej zagraniczni inwestorzy je kupują. Ale tylko do czasu. Jeśli inwestorzy zaczną się zastanawiać, czy dany kraj będzie w stanie spłacić swój dług, czyli wykupić obligacje, zaczną żądać wyższej tzw. premii za ryzyko. Rząd będzie musiał podwyższać oprocentowanie, co jeszcze zwiększy kłopoty jego budżetu. W pewnym momencie inwestorzy nie chcą już grać w tę grę i obligacji nie kupują. W takiej sytuacji znalazła się niedawno Grecja. Całe szczęście, że obowiązuje tam europejska waluta, bo gdyby zamiast euro płacono tam lokalnymi pieniędzmi, ich kurs musiałby się dramatycznie załamać.

Relacje na globalnym rynku walutowym. Niestety, jeśli chodzi o cenę polskiej waluty, nie wszystko zależy od nas. To, ile złotych będzie kosztowało euro, zależy również od tego, jak ta waluta jest wyceniana w stosunku do innych walut, np. do dolara. Jeśli "zielony" rośnie w siłę i coraz mniej dolarów trzeba płacić za jedno euro, to także kurs euro wobec złotego może się obniżać. Czasem wystarczy niewielkie wahanie na rynku wymiany euro i dolara, dwóch walut najpopularniejszych na świecie, by u nas ceny złotego wahały się to w jedną, to w drugą stronę bez żadnego innego powodu.

Tyle na początek nauki o walutach. W kolejnych odcinkach zastanowimy się wspólnie, jak tę wiedzę spożytkować, by na zmianach kursów walut zacząć zarabiać.

Co jest dla Ciebie najbardziej wiarygodnym źródłem informacji o kredycie hipotecznym?