Masz kredyt w obcej walucie? Zabezpiecz się przed wahaniem kursów!

Jeśli od ładnych kilku lat spłacasz kredyt we frankach lub euro, to przynajmniej kilka razy musiało ci skoczyć ciśnienie z powodu nagłego wzrostu wysokości rat. Co zrobić, żeby ciśnienie już więcej ci nie skakało?
Od trzech tygodni przyglądamy się tematom związanym z walutami obcymi. Najpierw sprawdziliśmy, od czego zależą kursy złotego, euro lub dolara. Ustaliliśmy też, komu powinno zależeć na tym, by kursy walut obcych rosły, a komu - by spadały. Później staraliśmy się przekuć tę wiedzę w realne możliwości zarabiania pieniędzy.

Tydzień temu przyjrzeliśmy się kredytom walutowym: komu opłaca się je zaciągać, a kto powinien ich unikać jak ognia. Ale kilkaset tysięcy rodzin już podjęło decyzję i wybrało kredyty we frankach szwajcarskich bądź w euro. Co zrobić, żeby taki kredyt nie był kulą u nogi i niespodziewanie nie zdestabilizował domowego budżetu?

1. Czym ci grozi kredyt walutowy?

W normalnych okolicznościach - niczym nadzwyczajnym. Co prawda wartość raty wyrażona w złotych jest uzależniona od tego, ile złotych kosztuje frank (obecnie około 3 zł), ale relacje walut zwykle nie zmieniają się zbyt gwałtownie. Owszem, przy dużym kredycie nawet kilka groszy w tę lub tamtą stronę przekłada się na zmianę raty nawet o kilkadziesiąt lub kilkaset złotych. Ale z takim ryzykiem - jeśli podjąłeś decyzję o tym, by zadłużyć się w walucie obcej - zapewne nauczyłeś się już żyć.

Ale od czasu do czasu zdarzają się w gospodarce sytuacje niestandardowe. Jakieś niedalekie państwo bankrutuje, spekulanci atakują walutę pobliskiego kraju, budżet twojego kraju ma kłopoty i inwestorzy się z niego panicznie wycofują... Teoretyczne scenariusze można mnożyć. Ale statystyczna prawidłowość jest nieubłagana: raz na jakiś czas jako posiadacz "instrumentu finansowego z ekspozycją na ryzyko walutowe" (tak nazwaliby zapewne twój najzwyklejszy w świecie kredyt hipoteczny spece od finansów) musisz się liczyć z jakimiś turbulencjami.

Dwa lata temu inwestorzy zaczęli obawiać się upadłości Węgier i w panice wyprowadzali się z całej Europy Środkowej. Wartość złotego w ciągu kilkunastu tygodni spadła o kilkadziesiąt groszy, a cały bilans zamieszania - uwzględniający też kryzys finansowy na świecie - wygląda tak, że kurs franka wzrósł z 2 do 3 zł. Jeśli ktoś brał kredyt przy kursie 2 zł, a spłaca go dziś, to jego raty są o połowę wyższe, niż planował. Tak samo jak zadłużenie. Dla takich pechowców decyzja o zaciągnięciu kredytu w walucie obcej była więc jedną z najmniej opłacalnych w ostatnich latach. Ale nie ma co się załamywać - w ciągu kilkunastu lat sytuacja może się jeszcze odwrócić.

Tak czy owak: jeśli masz kredyt w walucie obcej, musisz niestety założyć, że w całym czasie jego spłaty może się zdarzyć dwa lub trzy razy załamanie, które spowoduje, że twoje raty gwałtownie skoczą. Trzeba się na to przygotować. Jak?

2. Zbuduj sobie poduszkę finansową

W jednym z pierwszych odcinków "Edukacji w finansach" radziłem, żeby każdy, kto ma kredyt hipoteczny, jednocześnie gromadził oszczędności pozwalające mu w dowolnym momencie spłacić jego dużą część. Chodzi o to, żeby w jakiejś kryzysowej sytuacji móc zredukować sobie wysokość rat i nie wpaść w pułapkę zadłużenia. Ta sama rada - w jeszcze większym stopniu! - dotyczy osób, które spłacają kredyt hipoteczny w walucie obcej.

Jak się zabrać za budowanie takiej poduszki finansowej? Przede wszystkim nie odkładaj decyzji. Każdy dzień jest ważny. Im wcześniej zaczniesz odkładać pieniądze, tym szybciej urośnie z nich duża kwota, być może nawet taka, która w pewnym momencie pozwoli ci spłacić cały kredyt z zysków z inwestycji. Gdybyś oszczędzał 250 zł miesięcznie przez dziesięć lat, to przy zysku 7 proc. rocznie na koniec będziesz miał w kieszeni 43 tys. zł. Po 20 latach będzie to już prawie 130 tys.

Najprostszy sposób: załóż sobie w banku konto oszczędnościowe i wpłacaj na nie zaskórniaki. Po 50, 100 lub 200 zł miesięcznie. Takie konto nie przyniesie może kokosów (dziś konta oszczędnościowe są oprocentowane na 4 proc. rocznie), ale ma niepodważalną zaletę: możesz na nie wpłacać nawet małe kwoty, w dowolnym momencie. I - w razie potrzeby - wypłacić bez utraty odsetek.

Prędzej czy później zbierze się na nim większa sumka. To właściwy moment na zrobienie kolejnego kroku: jeśli uzbierałeś np. 10 tys. zł, połowę z tej kwoty przerzuć na lokatę bankową. Pieniądze zaczną pracować szybciej, bo lokaty są zwykle oprocentowane lepiej niż konta oszczędnościowe. Tę operację powtarzaj za każdym razem, kiedy kwota uciułana na koncie oszczędnościowym przekroczy próg 10 tys. zł (albo inną ustaloną przez ciebie wartość). Pieniędzy na lokatach będzie przybywało, ale ty zawsze będziesz miał żelazną rezerwę 5-10 tys. na koncie oszczędnościowym.

3. Zainwestuj w walucie, w której wziąłeś kredyt

O możliwościach zarabiania na wzroście cen walut obszernie pisałem już dwa tygodnie temu. Przypomnę, że w grę wchodzi nie tylko założenie w banku lokaty walutowej, z której zysk wynikający z różnic kursowych będzie równoważył wyższe raty kredytu. W ofercie banków są też różne lokaty inwestycyjne, zwane też strukturyzowanymi, w których zysk jest uzależniony od zmiany cen walut.

W świecie finansów takie zabezpieczanie się przed niekorzystnymi zmianami kursów i cen nazywa się hedgingiem. Jeśli ponosisz jakieś ryzyko, to trzeba je zrównoważyć, jednocześnie obstawiając drugą stronę rynku. A więc jeśli masz kredyt i cierpisz z tytułu wyższych rat, gdy kurs danej waluty rośnie, to zafunduj sobie taką inwestycję, która pozwoli ci na wzroście kursów zarobić. Nawet jeśli nie wyjdziesz na zero, to zminimalizujesz straty wynikające z tego, że kursy walutowe zmieniają się w niekorzystny dla ciebie sposób.

W Polsce można już inwestować w fundusze inwestycyjne wyrażone w euro, frankach szwajcarskich oraz dolarach. Zyski z funduszy przeważnie można wycofywać bezpośrednio w walucie obcej. To oznacza, że dla klienta, który chciałby spłacić część lub całość kredytu przed terminem, korzystając z wypracowanego przez fundusz zysku, nie ma znaczenia, jaki będzie w danym momencie kurs euro lub franka.

Takie fundusze nie są żadną czarną magią: możesz w nie inwestować tak samo jak w polskie fundusze Pioneera czy Arki. Tyle że te zagraniczne są dostępne głównie w sieciach pośredników finansowych, rzadziej można je spotkać w bankach. Istota działania funduszu zagranicznego jest taka sama jak polskiego. To, że inwestujesz w walucie obcej, jest tutaj tylko domieszką do inwestycji. Jeśli walutą rozliczeniową funduszu jest euro, to osiągniesz dodatkowy zysk z inwestowania, jeśli kurs euro względem złotego wzrośnie. Jeśli zainwestujesz w fundusz wyrażony w dolarach, zarobek lub stratę będziesz musiał skorygować o zmianę kursu dolara wobec złotego.

Nawet jeśli masz kredyt we frankach, możesz bez problemu "zachedżować się" (to bardzo modne ostatnio słowo w slangu finansistów) inwestycją w fundusz denominowany w euro. Te dwie waluty poruszają się bowiem mniej więcej podobnymi torami (albo umacniają się, albo razem spadają w stosunku do dolara).



A za tydzień w "Edukacji w finansach" zaczynamy przyglądać się bardziej zaawansowanym inwestycjom. Złoto, fundusze inwestujące w Brazylii lub Indiach, ropa naftowa, opcje na ceny wieprzowiny, wino... To wszystko jest na wyciągnięcie ręki nawet dla osób, które nie są wcale milionerami.