Kup nim inni zauważą, czyli inwestujemy na rynku pierwotnym - poradnik

Akcje giełdowych spółek można kupować bezpośrednio na parkiecie, albo w tzw. ofercie publicznej, czyli jeszcze zanim zadebiutują w normalnym handlu. Ten drugi sposób bywa wyjątkowo dobry dla początkujących inwestorów
W poprzednich dwóch odcinkach "Edukacji w finansach" sprawdzaliśmy jak w miarę bezpiecznie samodzielnie inwestować na giełdzie. Poznaliśmy podstawowe zasady, dowiedzieliśmy się jakimi przesłankami kierować się wybierając najlepszą dla siebie spółkę. Prześwietliliśmy podstawy analizy fundamentalnej, czyli badania kondycji finansowej firm, a także technicznej, opartej na badaniu wykresów i odczytywaniu stanu emocji rynku.

Dzisiaj przyjrzymy się specyficznemu sposobowi zarabiania na wzroście cen akcji: kupowaniu ich jeszcze zanim wejdą na giełdę. O tym, że na spółce, która dopiero przygotowuje się do debiutu, można często nieźle zarobić, wiedzą wytrawni menedżerowie tzw. funduszy inwestycyjnych typu private equity. Oni wypatrują firm, które są niezauważonymi przez nikogo żyłami złota, kupują ich udziały, rozwijają i potem wprowadzają na giełdę. Zarobek z takiej "obróbki" przedsiębiorstw zwykle sięga 20 proc. w skali roku.

My, zwykli inwestorzy indywidualni, uczestnikami tego typu funduszy być nie możemy (choć zdarzają są fundusze przyjmujące wpłaty od inwestorów "z ulicy", a nie tylko od tych wybranych). Ale każdy z nas może kupować akcje spółek w tzw. ofertach publicznych, czyli tuż przed ich debiutem na giełdzie. Firmy, które w ten sposób sprzedają swoje akcje, zwykle poszukują pieniędzy na rozwój swojej działalności. A to oznacza, że powinny dyktować inwestorom atrakcyjną cenę. Niższą od tej, która potem ukształtuje się, kiedy akcje wejdą na giełdowy parkiet.

Dla mało doświadczonych inwestorów zakup akcji przed ich wejściem na giełdę jest zwykle bezpieczniejszy niż inwestowanie w spółki już notowane na parkiecie. Ale nawet jeśli w ofercie publicznej swoje akcje sprzedaje pewniak do zarobku, nie można sobie pozwolić na kupowanie jego akcji w ciemno.

1. Pierwotnie jest bezpieczniej

Kupowanie akcji na tzw. rynku pierwotnym - czyli jeszcze przed ich wejściem na giełdę - jest zwykle bezpieczniejsze, niż inwestowanie w spółki już notowane na parkiecie. Choćby dlatego, że nie musimy wybierać wśród dwóch setek notowanych przedsiębiorstw, szukając najlepszej inwestycji, Skupiamy się na jednej spółce, której akcje są akurat oferowane na rynku pierwotnym. I oceniamy czy są one tanie, czy drogie. Im tańsze, tym większa szansa na to, że da się na nich zarobić kiedy już wejdą na parkiet.

Najpewniej jest kupować akcje od ministra skarbu. Wówczas mamy pewność, że kupujemy dobry towar. Oczywiście możemy zań przepłacić (minister jest przecież zainteresowany, żeby uzyskać jak największe wpływy do budżetu), ale na pewno nie wpadniemy na minę - spółkę, która na pierwszy rzut oka ma świetne wyniki, a przy bliższym poznaniu okazuje się bankrutem...

W ostatnich kilku debiutach spółek prywatyzowanych przez Ministerstwo Skarbu, nie było trudno o zarobek. Papiery ubezpieczeniowego koncernu PZU oraz energetycznej spółki PGE dały na debiucie 13-procentową przebitkę w stosunku do ceny, która obowiązywała w ofercie publicznej. Z jeszcze większą przebitką, przekraczającą 20 proc., debiutowały ostatnio akcje GPW.

2. Słuchaj ministra, czekaj na dywidendy

Oferty prywatyzacyjne to jedyna okazja, żeby się potargować o cenę akcji. Prywatnym spółkom zależy tylko na tym, by sprzedać akcje jak najdrożej. Minister musi też dbać o to, żeby społeczeństwo się bogaciło. Inwestorzy indywidualni od czasu do czasu mogą więc liczyć na specjalne względy. Np. cena, którą zapłacą, będzie niższa od tej, która zostanie podyktowana inwestorom instytucjonalnym.

Z punktu widzenia niezbyt doświadczonego gracza najlepiej, kiedy spółka zadeklaruje, iż będzie wypłacać coroczną dywidendę, czyli podzieli się zyskami ze swoimi akcjonariuszami. Taka dywidenda może stanowić nawet kilka procent ceny akcji! A więc niezależnie od tego, jak zmienia się kurs, inwestor co roku dostaje do kieszeni kilka procent od zainwestowanej kwoty. A jeśli przy okazji zarobi na rosnącym kursie akcji - to tym lepiej!

3. Szybkie ryzyko, czy długoterminowa inwestycja?

Giełda nie jest najbezpieczniejszym miejscem dla krótkoterminowych spekulacji. Im dłużej zamierzasz trzymać akcje, tym mniej ryzykujesz, kupując je w ofercie publicznej. Więcej ryzykują inwestorzy kupujący akcje w ofercie tylko po to, by je sprzedać z zyskiem na jednej z pierwszych sesji po debiucie giełdowym. To, z jakim przebiciem zadebiutują akcje (albo z jaką stratą...), zależy bowiem nie tylko od tego, czy firma jest dobra, czy zła, ale też od bieżącej koniunktury na giełdzie. Jeśli w danym dniu inwestorzy sprzedają na giełdzie akcje, by zainwestować je np. na rynku obligacji, to pechowy debiutant też może mieć słaby start.

Oczywiście im większe było zainteresowanie akcjami w ofercie, tym większa jest szansa na udany debiut. Jeśli inwestorzy, którzy nie nasycili swojego popytu, będą dokupować akcje po debiucie, zapewne wywindują kurs powyżej ceny z oferty. Szansa na kilkuprocentowy zysk po debiucie zwiększa się też wtedy, kiedy inwestorzy indywidualni w ofercie kupowali akcje taniej niż instytucje. Tak naprawdę to one decydują o cenie rynkowej akcji na giełdzie.

4. Poznaj spółkę, czytaj prospekt

Chcąc kupić akcje spółki, która zamierza zadebiutować na giełdowym parkiecie, trzeba zapisać się na nie w biurze maklerskim. Informację o tym, które biura maklerskie pośredniczą w składaniu zapisów oraz gdzie można zadeklarować zakup akcji zawiera prospekt emisyjny spółki, czyli podstawowy dokument, w którym spółka zapisuje wszystko, co inwestorzy powinni wiedzieć na jej temat. Poza wiadomościami na temat samej sprzedaży akcji w prospekcie jest przedstawiona strategia rozwoju firmy oraz - co najważniejsze - są rozpisane wszystkie tzw. czynniki ryzyka, czyli potencjalne zagrożenia dla inwestorów, którzy kupią akcje. Z tą częścią prospektu warto się zawsze uważnie zapoznać.

Jeśli nie posiadamy rachunku inwestycyjnego w biurze maklerskim, to pierwszym krokiem swobodnego dysponowania swoimi akcjami jest podpisanie umowy o otwarcie rachunku inwestycyjnego (zwanego potocznie maklerskim lub brokerskim) oraz dokonanie wpłaty na zadeklarowaną liczbę akcji. Rachunek inwestycyjny, który składa się z dwóch części - rachunku papierów wartościowych (na którym gromadzone są papiery wartościowe) oraz rachunku pieniężnego (gromadzone są na nim pieniądze, za które chcemy kupić akcje).

Cena akcji jest zwykle ustalana w ostatniej chwili. Składając zapis inwestor wie tylko w jakich widełkach może się zawrzeć cena. Na rachunek maklerski wpłaca kwotę taką, jaka byłaby potrzebna, gdyby ustalona cena akcji pochodziła z górnych widełek podanych przez spółkę. O tym ile wynosi cena akcji w ofercie publicznej decyduje zwykle tzw. book-building, czyli budowanie księgi popytu na akcje. Ma to na celu określenie zainteresowania największych inwestorów zakupem akcji firmy, jak również pomóc ustalić cenę odpowiednią do popytu inwestorów.

Po zamknięciu zapisów pozostaje nam tylko sprawdzenie na jakim poziomie została ustalona ostateczna cena akcji i czy liczba przydzielonych ostatecznie papierów nie została zredukowana (czyli zmniejszona z uwagi na popyt znacznie przewyższający podaż). A potem - czas na trzymanie kciuków za udany debiut na giełdzie.



Dla "Gazety"

Jacek Buczyński, Biuro Maklerskie Deutsche Bank PBC

Inwestowanie na rynku pierwotnym może być ciekawą alternatywą i przydatnym doświadczeniem, również dla inwestorów dopiero rozpoczynających przygodę z rynkiem kapitałowym. Widać to chociażby po ostatnich ofertach, takich jak PZU, Tauron czy wreszcie GPW, które wzbudziły sporo emocji przyciągając do domów maklerskich wielu nowych klientów. Nie można jednak zapominać, że rynek pierwotny to nie tylko oferty dużych spółek, w których udziałów pozbywa się często Skarb Państwa. To także wiele innych firm chcących poprzez sprzedaż akcji czy innych instrumentów pozyskać kapitał dla finansowania swej działalności.

Podejmując decyzję o inwestycji na rynku pierwotnym, trzeba pamiętać, że nie są wolne od ryzyka. Nie ma np. pewności co do poziomu ceny giełdowego debiutu, czy zmian kursu w początkowym okresie giełdowej "kariery" spółki. A to właśnie od tych elementów w dużym stopniu zależy, czy osiągniemy satysfakcjonujący nas zysk. Dlatego tak ważne jest, aby właściwie ocenić związane z nią ryzyka. Warto więc dokładnie zapoznać się z informacjami o spółce. Często inwestorzy mają też do dyspozycji różnego rodzaju analizy czy raporty dotyczące spółki i jej oferty. To ważne informacje, choć - zwłaszcza w przypadku zawartych tu wszelkich prognoz i rekomendacji - wskazana jest ostrożność, a decyzja powinna zostać podjęta na podstawie samodzielnej oceny.

W przyszłym tygodniu ostatni odcinek giełdowej części "Edukacji w finansach". Poznamy złote zasady inwestowania w ryzykowne rzeczy.

W co przede wszystkim inwestowałeś pieniądze w 2010 roku?