Chaos i brak kasy. Czy polskie miasta zaczną bankrutować?

Ciemność na ulicach, brak wypłat dla pracowników, patrole mieszkańców zamiast policji - tak się dzieje, gdy bankrutuje miasto w USA. Czy taki scenariusz jest możliwy w Polsce?
Teoretycznie - nie. Polskie prawo nie przewiduje upadłości jednostki samorządu terytorialnego. Ale coraz trudniejsza sytuacja finansowa i coraz większe długi samorządów mogą spowodować, że wiele z nich stanie przed widmem niewypłacalności.

Takie rzeczy w Polsce miały już miejsce. Jesienią ubiegłego roku na skraju bankructwa znalazła się dwutysięczna Nieszawa w woj. kujawsko-pomorskim. Nie mogąc poradzić sobie z dziurą budżetową, do dymisji podał się burmistrz. Rozpaczał, że w kasie miejscowości brakuje 300 tys. zł, żeby uregulować płatności do ZUS, Urzędu Skarbowego czy faktury za oświetlenie. Wojewoda rozpisał więc nowe wybory, a nowe władze gminy przygotowały plan naprawczy. - Udało się spiąć budżet, choć to oczywiście budżet przetrwania - podkreśla nowy zastępca burmistrza Nieszawy Arkadiusz Horonziak i przyznaje, że w ramach oszczędności wycięto z niego wszystkie inwestycje. Regionalna Izba Obrachunkowa nakazała też Nieszawie zracjonalizować wydatki na oświatę. - Jeśli chcemy ratować finanse, musimy oddać powiatowi albo zewnętrznemu podmiotowi liceum, które przejęliśmy kilka lat temu - podkreśla Horonziak.

Bankructwa nie było... formalnie

W jeszcze gorszej sytuacji znalazła się w 2004 roku gmina Brzozie (również Kujawsko-Pomorskie). Okazało się, że mocno inwestując, przez lata nie płaciła ZUS-u. Jej łączne długi przekroczyły roczne przychody. Ale - zgodnie z prawem - nie mogła ogłosić bankructwa, choć faktycznie miało ono miejsce. Efekt? W całej gminie zgasły latarnie, szkoły nie były ogrzewane. Na wniosek wojewody premier odwołał wójta i wyznaczył nowego, resort finansów dał ponad 4 mln zł pożyczki, by gmina uregulowała zobowiązania. - Będziemy ją spłacać do 2016 roku, po 500 tys. zł rocznie - mówi nowy wójt Mieczysław Jętczak. Jednym z efektów planu naprawczego było obcięcie dodatku motywacyjnego dla nauczycieli - z 40 do 1 proc.

Przed taką sytuacją, jaka miała miejsce w Brzoziu, ma bronić zapis ustawowy, zgodnie z którym dług samorządu nie może przekroczyć 60 proc. rocznych przychodów (jak widać, nie do końca skutecznie). Coraz więcej miast - głównie za sprawą ogromnych inwestycji wspieranych pieniędzmi unijnymi - zbliża się do tej granicy, a nawet ją przekracza. Zadłużenie Krakowa na koniec 2012 roku ma wynieść 58,8 proc. dochodów, a w 2013 roku - 56 proc. W ubiegłym roku 70-proc. poziom zadłużenia groził m.in. Włocławkowi. Tegoroczny budżet zakłada zadłużenie na poziomie 50 proc. Miasto tnie wydatki, zostawiono tylko inwestycje zaawansowane w przygotowaniach i mogące liczyć na wsparcie unijne.

W USA bankrutują i... się cieszą

Zaniepokojony rosnącym zadłużeniem samorządów resort finansów zapowiedział wprowadzenie przepisów, które zbiją długi samorządów do 8 mld zł rocznie (w 2010 roku było to 15 mld zł). Samorządy protestują, tłumacząc, że taki zapis zdusi inwestycje zasilane kasą z UE. Być może do urzędników ministerstwa przemówił przykład USA, gdzie w ubiegłym roku doszło do największego jak dotąd bankructwa samorządu - zbankrutowało hrabstwo Jefferson w Alabamie. Jego długi przekroczył 4 mld dol. Tak gigantycznego długu (będącego głównie wynikiem skandalicznie drogiej budowy sieci wodociągowych) 700-tysięczna społeczność nie byłaby w stanie spłacić przez 30 lat. Amerykańskie przepisy o bankructwie dają samorządowi ochronę przed wierzycielami i pozwalają m.in. na renegocjacje umów z pracownikami.

W 2008 roku zbankrutowało kalifornijskie miasto Vallejo. Zabrakło pieniędzy nawet na policję, więc zdesperowani mieszkańcy tworzyli obywatelskie patrole kontrolujące ulice. Po trzech latach miasto wychodzi na prostą, a jego włodarze podkreślają, że bankructwo wyszło miastu na dobre - działa dziś o wiele efektywniej i ma zrównoważony budżet, a w dodatku mieszkańcy bardzo się zintegrowali.

Grozi katastrofa?

Władze polskich miast i samorządowi eksperci podkreślają, że to nie ich polityka finansowa ani globalny kryzys mogą spowodować katastrofę samorządowych budżetów. - Systemowi samorządu terytorialnego grozi załamanie z powodu tego, że mają coraz więcej zadań zlecanych przez rząd, a nie dostają na to wystarczającej ilości pieniędzy - podkreśla dr Marek Goleń z Katedry Ekonomiki i Finansów Samorządu Terytorialnego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.