Zapomnij o tradycyjnych rozmowach o pracę. Szefów ponosi wyobraźnia

Wysłanie CV i listu motywacyjnego, następnie rozmowa z przyszłym szefem - ten tradycyjny sposób znajdowania pracy powoli odchodzi do lamusa. Jak będą wyglądać rozmowy o pracę w przyszłości? Po lekturze tego tekstu ciarki mogą przejść po plecach
Dla firm zajmujących się działalnością w internecie tradycyjne metody rekrutacji przestały być wystarczające - pisze LA Times.. Oczywiście wykształcenie i dobre referencje są nadal bardzo ważne, jednak coraz więcej pracodawców używa nowatorskich technik, aby dowiedzieć się, jak przyszli pracownicy podchodzą do złożonych problemów i radzą sobie w sytuacjach kryzysowych. Wiele pomysłów na rozmowy o pracę biorą z quizów, programów typu reality show i oczywiście z internetu.

Danielle Bemoras, która starała się o pracę w serwisie społecznościowym SceneTap, pozwalającym sprawdzić, kto właśnie bawi się w klubie, do którego się wybieramy, zamiast na tradycyjne spotkanie z potencjalnym pracodawcą została zaproszona na kolację. Oprócz niej i szefów firmy uczestniczyli w niej także jej konkurenci do etatu. Przedstawiciele SceneTap chcieli sprawdzić, jak kandydaci radzą sobie z presją w nietypowej sytuacji.

Bemoras, która dostała pracę, zaznacza w rozmowie z gazetą, że pomogły jej doświadczenia podobnych spotkań w studenckim stowarzyszeniu, którego była członkiem. Podczas kolacji odmówiła alkoholu i zrezygnowała z sushi, przy którym ryzykowałaby nietaktowne wpadki przy używaniu pałeczek. Zamiast rywalizować z konkurentami, była dla nich serdeczna i przyjacielska.

Szczególnie to ostatnie zachowanie miało znaczenie przy decyzji o przyjęciu do pracy. - Ostatnia rzecz, jakiej byśmy chcieli, to pracownicy tracący energię na udowadnianie, że są lepsi od innych - tłumaczy w rozmowie z amerykańskim dziennikiem Cole Harper, szef SceneTap.

Ten trend powoli przedostaje się także do Polski. Rekrutowanie poza biurem, na przykład w kawiarni, to coraz częstsza praktyka.

Gdyby Niemcy byli najwyżsi

Nietypowe pytania podczas rozmów o pracę są specjalnością firmy Google. Na ich temat powstała nawet książka "Are you smart enough to work at Google?" ("Czy jesteś dość mądry, by pracować w Google?"). Przykładowe pytanie: "Jesteś zmniejszony do wielkości pięciocentówki i wrzucony do blendera. Twoja masa jest także mniejsza, a więc gęstość pozostaje bez zmian. Ostrza zaczną wirować za 60 sekund. Co robisz?". Inne przytoczone przez "LA Times" pytanie pochodzi z rozmów kwalifikacyjnych w Hewlett-Packard: "Gdyby Niemcy byli najwyższymi ludźmi na Ziemi, jak byś to udowodnił?".

Na takie pytania nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Jak zaznacza w rozmowie z gazetą Rosemary Hefner, szefowa firmy HR CareerBuilder, mają one na celu sprawdzenie, jak bardzo kandydaci są kreatywni, jak radzą sobie pod presją i którą półkulą mózgu pracują.

Coraz chętniej do rekrutacji wykorzystywane są też serwisy społecznościowe. Agencja społecznościowa Likeable Media przeprowadza proces rekrutacji poprzez serwis Twitter. Zamieszcza tam pytania do kandydatów, a oni odpowiadają, oznaczając je odpowiednim tagiem i widząc nawzajem swoje wpisy. Agencja reklamowa Campbell Mitchun także przepytuje potencjalnych pracowników za pomocą Twittera, chcąc, aby umieli wyrażać się w pełni w 140 znakach. Przepytywani przez "LA Times" kandydaci, którzy przechodzili takie testy, byli z nich zadowoleni - nie musieli bowiem przeżywać stresu związanego z fizyczną obecnością szefa.

W Polsce takie testy także są coraz popularniejsze. Jeśli rekrutująca nas firma korzysta z testów Assesment Center, możemy spodziewać się np. zadania, w którym za pomocą, balonika, kartki i taśmy klejącej mamy ochronić przed rozbiciem surowe jajko zrzucone z wysokości trzech metrów.

Bezrobocie sprzyja nietypowym praktykom

Jak zauważa "LA Times", są dwa powody zmian w charakterze rozmów o pracę. Po pierwsze, firmy działające w internecie potrzebowały narzędzi lepiej dostosowanych do znalezienia dobrego kandydata. Skoro zmienia się miejsce i środowisko pracy, potrzeba też zmienić zasady rozmowy kwalifikacyjnej. Drugi powód jest bardziej prozaiczny: przy 12,8 mln Amerykanów pozostających bez pracy firmy mogą sobie pozwolić na eksperymenty przy rekrutacji, bo na każde miejsce pracy jest kilku chętnych o podobnych kwalifikacjach.

W Polsce bezrobocie jest o wiele wyższe niż w USA, co ośmiela szefów firm do nowatorskich testów dla poszukujących pracy. Trzeba jednak uważać, aby nie przesadzić: fora internetowe pełne są skarg rozżalonych nietypową rekrutacją, oczerniających firmę i jej szefa.

Czy brałeś udział w nietypowej rekrutacji?
Więcej o: