Zawód kuriera rowerowego umiera, bo brakuje chętnych. Czemu?

W coraz bardziej zakorkowanych miastach znacznie szybciej można dostarczyć przesyłkę rowerem niż samochodem, ale kurierów rowerowych, zamiast przybywać - ubywa
- Dajemy ogłoszenia, ale bez skutku, choć można zarobić, wykazać się, a praca jest dość przyjemna - mówi Agata Nagórna, kierownik logistyki w firmie kurierskiej Delta City. Obecnie pracuje w niej zaledwie dwóch rowerzystów, to nikły procent ogółu załogi. Wcześniej pracowało tu nawet pięciu, teraz przydałby się przynajmniej trzeci, ale nie można znaleźć chętnego.

Może dlatego, że praca wcale nie jest taka przyjemna, jak mogłoby się wydawać. Kurierzy rowerowi (rekrutują się głównie spośród zaocznych studentów AWF) przejeżdżają nawet 100 km dziennie, pracują niezależnie od pogody, nawet w silne mrozy, kiedy różnica temperatur na zewnątrz i wewnątrz biur może sięgać 40 stopni. W dodatku każdego dnia narażają się na stres kontaktu z polskimi kierowcami, którzy do najbardziej kulturalnych nie należą. A już zwłaszcza kierowcy autobusów, którzy toczą z rowerzystami prawdziwy bój o miejsce na jezdni.

Nawet w firmie X-press Couriers, która w połowie lat 90. postawiła na kurierów na rowerach (nazywała się wówczas X-press Bikers), pracuje dziś nieco ponad 20 rowerzystów (to jedna trzecia ogółu kurierów) - dziesięć lat temu było ich 70. W firmie tłumaczą, że wpływ na to miało m.in. powstanie skupisk biurowców poza centrami miast (np. na warszawskim Służewcu), co zwiększyło dystanse, które trzeba pokonywać i tym samym "zmotoryzowało" ekipy kurierskie. Nie bez znaczenia jest też zwiększenie przepustowości łącz internetowych - można dziś nimi przesłać pliki graficzne, które jeszcze nie tak dawno wymagały drukowania i wysyłania kurierem. Do niedawna w stolicy istniała oferująca tylko serwis rowerowy firma SWAP, ale pod koniec ub.r. została połknięta właśnie przez X-press Couriers (podobnie jak cztery inne lokalne firmy kurierskie). W biznesie kurierskim, w którym bariera wejścia jest niska (każdy praktycznie może z dnia na dzień zacząć wozić przesyłki), firmy pojawiają się i znikają - według raportu X-press Couriers w połowie 2010 r. było w stolicy ok. 140 aktywnych firm lokalnych. W połowie roku ubiegłego roku - już tylko ok. 100, przy czym duża część firm z 2010 r. zniknęła i została zastąpiona nowymi. W najmniejszych firmach właściciel sam jeździ i dostarcza przesyłki, często mają one formę spółdzielni, jak np. warszawska TimeBomb zatrudniająca ośmiu kurierów rowerzystów.

Poza Warszawą, która jest największym lokalnym rynkiem kurierskim w kraju, nie jest lepiej - kilka małych firm zatrudniających rowerzystów istnieje np. w Poznaniu. Duże firmy dostarczające przesyłki, jak DPD, zatrudniają zaledwie po kilku rowerzystów.

Kurierzy rowerowi sprawdzają się w usługach miejskich, gdzie liczy się szybki dojazd od drzwi do drzwi. Przewożą głównie dokumenty i drobne paczki. W X-press Couriers rowerzyści odpowiadają za jedną trzecią miejskich przesyłek. Oprócz X-Press Couriers rowerzyści stanowią znaczącą część załogi firmy Riders Express, która specjalizuje się w serwisie miejskim. Zatrudnia ona 12 rowerzystów (i 2 motocyklistów). Szef kurierów Marcin Gałuszka przyznaje, że i on miał problem ze znalezieniem chętnych do pracy, ale od pewnego czasu "coś drgnęło". - Może dlatego, że naszych kurierów widać na mieście, są rozpoznawalni, chwalą się na portalach internetowych - zastanawia się Gałuszka. Kurier w jego firmie pracuje w godzinach pracy biur, może zarobić nawet ponad 4 tys. zł na rękę (wszyscy mają własną działalność gospodarczą). Większe zainteresowanie kandydatów trafia się w idealnym momencie - w związku z budową metra w Warszawie i zamknięciem kilku głównych ulic do wielu miejsc po prostu nie da się dojechać samochodem. Gałuszka nie uważa przy tym, aby po zakończeniu budowy sytuacja komunikacyjna w stolicy się poprawiła. To idealne warunki do pracy dla kurierów rowerowych. Tylko czy będą chętni?