Podróże za jeden uśmiech warte miliony dolarów

Społeczności złożone z ludzi zafascynowanych ideą podróżowania za darmo i nocowania u siebie nawzajem, powołujące się na hasła tworzenia lepszego świata. Nie brzmi jak idealna grupa do milionowych inwestycji? W Ameryce uznano, że są warte miliony dolarów
W ostatnich tygodniach przez portale internetowe przetoczyła się nieoczekiwana wiadomość. Serwis Couchsurfing.com służący wymianie informacji pomiędzy turystami planującymi nocowanie za darmo u obcych ludzi z innego miasta, kraju, a nawet kontynentu z organizacji non-profit zamienia się w społecznie odpowiedzialną organizację nastawioną na przychód (tzw "b corporation") i otrzymuje 7,6 mln dol. wsparcia od firmy Benchmark Capital zajmującej się ryzykownymi inwestycjami. Na jakie zyski liczy Benchmark i co decyzja ta oznacza dla ponad 3 mln użytkowników (w tym 70 tys. z naszego kraju)?

Idea wyszła z Polski

Koncepcja powszechnego podróżowania za darmo z nocowaniem u umówionych wcześniej gospodarzy pojawiła się w zorganizowanej formie po II wojnie światowej, wspierana hasłami szerzenia pokoju i wymiany międzykulturowej. Pierwszy międzynarodowy ruch wymiany mieszkań Peacebulider (później zmienił nazwę na Servas) powstał w 1949 roku. Założył go Bob Luitweiler - pacyfista, który za odmowę służby wojskowej część II wojny światowej spędził w amerykańskim więzieniu. Ruch, którego głównym celem jest szerzenie pokoju poprzez wzajemne poznanie się ludzi z różnych środowisk, istnieje do dziś - liczy kilkanaście tysięcy osób, w tym ok. 400 w Polsce.

Użyczanie swoich mieszkań podróżującym i nocowanie w ich domach podczas swoich wyjazdów nabrało ogromnego rozpędu wraz z rozkwitem internetu. Pierwszym serwisem służącym wymianie adresów przez podróżników był Hospex stworzony w 1992 roku przez Wojciecha Sylwestrzaka i umieszczony w polskiej, uniwersyteckiej sieci PLEARN.

- 1990, 1991 rok... To były zupełne początki internetu w Polsce. Byłem wtedy studentem. Wyjazdy za granicę były trudniejsze niż dziś, do wielu państw potrzebne były jeszcze wizy, a do wiz - zaproszenia - przypomina sobie po latach Sylwestrzak. - Do tego dochodziła bariera finansowa, na Zachodzie wszystko było wielokrotnie droższe niż w Polsce. W trakcie dyskusji z dwoma znajomymi z Berkeley i Paryża stwierdziliśmy, że można by wykorzystać kontakty przez sieć do wzajemnej pomocy w podróżach. Udzielania sobie nawzajem noclegów, wspólnego spędzania czasu, zwiedzania, wymiany poglądów... Podjąłem się poprowadzenia takiego serwisu i na początku 1992 roku zbudowałem prostą bazę danych, którą nazwaliśmy Hospex.

W szczytowym okresie baza liczyła kilkaset osób, głównie z Polski, Niemiec, Wielkiej Brytanii i USA. - W tamtym czasie wydawało nam się to ogromną liczbą - mówi Sylwestrzak. - Jak wszystko wówczas w internecie nasza działalność była niezinstytucjonalizowana, niekomercyjna i bezpłatna.

Polska baza zakończyła działalność około 1996 roku. - Miałem coraz mniej czasu na zajmowanie się Hospexem, próby reaktywacji opierające się na innych ochotnikach nie powiodły się - wspomina Sylwestrzak. - Pod koniec istnienia bazy do Hospexu chciał się zapisać Veit Kühne, jednak odpisałem mu, że nie mam już czasu na ten projekt. Niedługo później Veit uruchomił własny, podobny serwis - HospitalityClub, do którego przekazałem naszą bazę adresów.

Rozkwit platform do wymiany adresów wśród podróżników przypada na początek XXI wieku. Oprócz założonego w 2000 roku HospitalityClub w 2001 roku powstał działający do dziś serwis GlobalFreeloaders. Początkowo nowe serwisy traktowane były przez media jako sensacja. Niekonwencjonalne były też metody promocji. Wieści o HospitalityClub Kühne rozpowszechniał, podróżując po całych Niemczech i namawiając ludzi do zapisywania się, udzielając wywiadów w lokalnych mediach.

Społeczność czy biznes?

Rewolucyjna zmiana w raczkującej wciąż branży zaszła w 2004 roku, kiedy to w USA powstał portal CouchSurfing. Założony przez Caseya Fentona serwis jako pierwszy pobierał opłaty od użytkowników. Założenie konta było i jest darmowe, jednak za 25 dol. można było otrzymać list potwierdzający adres zamieszkania użytkownika. Taka weryfikacja mająca w założeniu zwiększać zaufanie wobec proszącego o nocleg spotkała się z dużą akceptacją. Do dzisiejszego dnia swoją tożsamość potwierdziło 8,3 proc. użytkowników, czyli ok. 260 tys. osób. Na weryfikacjach serwis zarobił więc ponad 6 mln dol.

Kiedy serwis CouchSurfing wchodził na rynek, wspomniany wcześniej HospitalityClub liczył ok. 25 tys. członków. W niedługim czasie utracił jednak palmę pierwszeństwa na rzecz amerykańskiego portalu, którego chwytliwa nazwa stała się szybko synonimem całego ruchu. Dziś CouchSurfing szczyci się ponad 3 mln użytkowników na całym świecie. Społeczność HospitalityClub liczy nieco ponad 640 tys. członków, serwis Global Freeloaders zaś ok. 75 tys. członków.

Serwisy specjalizujące się w wymianie miejsc do noclegu odwołują się do idei społeczności i podkreślają, że ich misja wykracza poza biznesowe cele. "Klub jest założony i prowadzony przez wolontariuszy, którzy wierzą, że ułatwienie podróżnikom kontaktów z lokalną ludnością w innych krajach i innych kulturach przyczyni się do budowania lepszego świata" - czytamy na stronie HospitalityClub. Także hasło CouchSurfing brzmi "Uczestnicz w tworzeniu lepszego świata".

Taka komunikacja spowodowała nieoczekiwane problemy - społeczność podróżników chciała mieć rzeczywisty wpływ na politykę i rozwój serwisów, a nie tylko z nich korzystać.

Zarówno Casey Fenton, jak i Veit Kühne spotkali się z ostrymi atakami ze strony swoich użytkowników, które sprowadzały się do wykorzystywania wolontariuszy w celu zbijania własnego kapitału oraz niedopuszczania nikogo do procesu decyzyjnego, jak to powinno mieć miejsce w prawdziwej społeczności. Założony przez zawiedzionych użytkowników obu stron serwis BeWelcome, tworzony przez społeczność na zasadzie open source, liczy dziś 12 700 członków. Większym problemem niż utrata kilku tysięcy użytkowników są jednak złe opinie, zadawnione spory i pretensje, z którymi każdy może się zapoznać w internecie.

Rekiny wchodzą do gry

W ostatnich miesiącach stronami oferującymi możliwość darmowego przenocowania zainteresowali się duzi inwestorzy dysponujący milionowym kapitałem. W lipcu tego roku raczkujący wciąż serwis Tripping.com (reklamujący się hasłem "jak na miejsce, które nie ma nic wspólnego z pieniędzmi, poczujesz się tu bardzo bogaty") otrzymał milion dolarów dofinansowania ze strony funduszu Quest Venture Partners. Z kolei w CouchSurfing 7,6 mln dol. zainwestował specjalizujący się w rozkręcaniu start-upów Benchmark Capital. Decyzje te wzbudziły poruszenie na forach, jednak masowego odpływu użytkowników nie widać.

Jakie możliwe zyski w biznesie polegającym na darmowym nocowaniu u siebie osób widzą firmy? - W amerykańskim modelu inwestowania w tego rodzaju przedsięwzięcia oprócz reklam, opłat za weryfikację i pośrednictwo, wspaniale opisanych i stargetowanych baz danych użytkowników liczy się również budowa pozycji rynkowej, własnej marki i zasięgu - tłumaczy ekspert od social media Mirosław Usidus. - W przypadku serwisów społecznościowych model biznesowy nie zawsze jest do końca dopięty (dobrym przykładem jest Twitter, ale także Facebook). Inwestuje się w rozwój społeczności, gdyż panuje przekonanie, że ten model komunikacji jest perspektywiczny.

Deklaracje płynące ze strony CouchSurfing są na razie enigmatyczne. - W najbliższym roku planujemy dodanie do serwisu wiele nowych funkcji i możliwości oraz zatrudnienie znakomicie wyszkolonych pracowników na wszystkich poziomach naszej spółki - zadeklarował nowy dyrektor generalny CS Daniel Hoffer. - Wszystkie dostępne obecnie funkcje serwisu pozostaną darmowe - zadeklarował z kolei założyciel serwisu Casey Fenton i zdradził, że większość pieniędzy przeznaczona zostanie na nowych programistów. Jedną z nowych osób w zarządzie spółki jest Matt Cohler, były menedżer w Facebooku i Linkedln.

Jaka przyszłość darmowych podróży?

Dobrą koniunkturę dla tego typu serwisów chce też wykorzystać Kühne, którego HospitalityClub stracił w ostatnich latach impet. "Decyzja CouchSurfing jest bardzo zła. Oni nie mieli moralnego prawa do sprzedania części strony. Zbudowali ją wolontariusze, którzy mają prawo czuć się teraz oszukani. CS zarobiło już miliony na weryfikacji użytkowników, co będzie następne?" - napisał na swojej stronie. Zapowiedział też uwolnienie kodu swojej strony, aby każdy chętny mógł ją ulepszać.

Spytany, w jaki sposób finansowany jest HospitalityClub, Kühne odpisał: "Naszym jedynym dochodem na chwilę obecną są reklamy Google'a ads pojawiające się na stronie. Nie są to duże pieniądze, ale pozwalają opłacić serwery. W odróżnieniu od CouchSurfing i Tripping.com u nas cała praca wykonywana jest przez wolontariuszy, nie płacimy więc nikomu. Myślę, że na dłuższą metę tak jest lepiej, ponieważ nie mamy milionów od inwestorów, które kiedyś musielibyśmy zwrócić kosztem społeczności".

Pierwsze milionowe inwestycje zostały już poczynione i inwestorzy zrobią wszystko, aby nie były to pieniądze stracone. Pytanie, na które poznamy odpowiedź w najbliższym czasie, brzmi: jakie korzyści z tych pieniędzy mogą płynąć dla użytkowników, których jedynym marzeniem jest podróżować jak najdalej i jak najtaniej i którym niecałe 20 lat temu wystarczał skromny Hospex.