Ubezpieczyciel dwa miesiące sprawdzał, czy kierowca ma polisę OC

Czy kierowca, który spowodował stłuczkę, ma obowiązkowe ubezpieczenie OC? Firma ubezpieczeniowa Concordia potrzebuje nawet dwóch miesięcy, żeby to sprawdzić

Masz problem? Napisz: finanse@wyborcza.biz Więcej listów




Na początku października auto pana Bartłomieja zostało staranowane przez tira na krakowskiej drodze. Kierowca tira przyznał się do winy, jednak jego polisa OC wystawiona przez Concordię była ważna tylko do kwietnia. Jednocześnie zapewniał, że ma wykupione ważne ubezpieczenie, tylko zapomniał go ze sobą zabrać.

Poszkodowany zgłosił się więc do Concordii. - Myślałem, że jeżeli kierowca tira nie ma polisy, to ubezpieczyciel niezwłocznie mnie o tym poinformuje - opowiada pan Bartłomiej.

I tu zaczynają się problemy. Dopiero po dwóch miesiącach od zgłoszenia stłuczki okazało się, że Concordia nie wypłaci ani złotówki. Powód? Kierowca tira nie miał ważnej polisy OC. - Przez cały czas pracownicy Concordii zapewniali mnie, że zajmują się sprawą i żebym cierpliwie czekał na wypłatę odszkodowania - mówi pan Bartłomiej. - Pewnego dnia usłyszałem, że przelew już od nich wyszedł, tylko mój bank odmówił jego przyjęcia - dodaje. Concordia twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca. Przez dwa miesiące ustalali, czy kierowca tira ma u nich polisę.

Dlaczego to wszystko trwało tak długo? - Dokładnie sprawdzaliśmy w systemach, czy sprawca nie ma u nas polisy - tłumaczy Paulina Łukasik z Concordii.

Dwa miesiące? - Chcieliśmy mieć pewność - mówi Łukasik.

Dopiero w połowie grudnia Concordia przekazała akta sprawy ubezpieczycielowi, u którego poszkodowany ma wykupione ubezpieczenie autocasco.

Pan Bartłomiej musi teraz czekać na odszkodowanie ze swojej polisy AC. Później zakład ubezpieczeń dostanie zwrot pieniędzy od Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Fundusz zakłada odszkodowania za nieubezpieczonych kierowców, następnie odzyskuje środki od sprawców kolizji. W rzeczywistości więc za naprawę auta pana Bartłomieja kierowca tira będzie musiał zapłacić z własnej kieszeni.

Ekspert ubezpieczeniowy Marcin Broda zauważa, że wszystkie niestandardowe procedury trwają dłużej. - Jeżeli kierowca twierdzi, że ma polisę, a dane systemu wskazują coś innego, to trzeba szukać błędu ludzkiego, np. agent ubezpieczeniowy mógł pomylić cyferkę numeru rejestracyjnego. W takim przypadku trzeba przyjrzeć się całej dokumentacji - tłumaczy Broda.

Z drugiej strony zwraca uwagę, że mniejsza biurokracja skróciłaby czas całej procedury: - Jednak dwa miesiące to rzeczywiście długo. Gdyby tą sprawą zajęła się od początku do końca jedna osoba, to pewnie dałoby się to sprawdzić w ciągu jednego lub dwóch dni.