Kiedy grozi utrata dopłaty w "Rodzinie na swoim"?

To nieprawda, że nie można wynająć mieszkania kupionego na kredyt w programie "Rodzina na swoim". Wprawdzie wynajmując je, traci się dopłatę do odsetek. Jednak dopłat wcześniejszych zwracać już nie trzeba. Wystarczy o wynajęciu mieszkania poinformować bank
To odpowiedź Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej na tekst w "Dzienniku Gazecie Prawnej", który przed świętami na pierwszej stronie alarmował, że rodziny z preferencyjnym kredytem nie mogą się przeprowadzić za pracą.

"Takie są skutki ustawy zmieniającej zasady programu. Zakazuje ona wynajmowania takich mieszkań. Nowe przepisy działają wstecz i obejmują również tych, którzy zaciągnęli kredyty przed wejściem w życie ustawy, czyli 31 sierpnia 2011 r." - wyjaśniał "DGP". I skrytykował rząd, że zamiast wzorem innych krajów europejskich zwiększać mobilność pracowników, ogranicza ją. Każdy, kto wynajmuje lokal kupiony w "Rodzinie na swoim", musi się bowiem liczyć z utratą dopłat do kredytu, a nawet z żądaniem jego natychmiastowej spłaty.

Ministerstwo ripostuje, że żaden przepis nie zabrania wynajmowania mieszkania kupionego na kredyt, w którego spłacie pomaga państwo. Zgodnie z art. 9 ust. 3 pkt 3 obowiązującej od 31 sierpnia 2011 r. ustawy "zaprzestaje się stosowania dopłat, jeżeli w okresie ich stosowania docelowy kredytobiorca dokona zmiany sposobu użytkowania mieszkania lub domu jednorodzinnego finansowanego kredytem preferencyjnym na cele inne niż zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych". Ten nowy przepis ma na celu wyeliminowanie sytuacji, w której kredytobiorca zarabia na komercyjnym wynajmie dotowanego mieszkania.

Utrata dopłaty grozi więc wyłącznie tym, którzy wynajmą mieszkania po wejściu w życie nowelizacji. Jeśli zaś ktoś wynajął mieszkanie wcześniej, to - jak zapewnia resort - "z uwagi na zasadę niedziałania prawa wstecz nie podlega z tego tytułu wprowadzonym przez nią rygorom".

Dodajmy, że dopłatę, która wynosi mniej więcej połowę odsetek, dostaje się przez osiem lat. I tylko w tym okresie istnieje groźba jej utraty.

To nie wszystko. Według ministerstwa wynajęcie mieszkania kupionego w ramach "Rodziny na swoim" nie oznacza, że bank automatycznie wypowiada umowę kredytową, a także żąda zwrotu wszystkich wcześniej udzielonych dopłat. Tego typu konsekwencje nie grożą kredytobiorcy, który w ciągu 14 dni od wynajęcia mieszkania poinformuje o tym fakcie bank.

"Dopiero niewykonanie tego obowiązku skutkuje wypowiedzeniem przez bank kredytujący umowy kredytu preferencyjnego i postawieniem wynikającej z tej umowy wierzytelności w stan natychmiastowej wymagalności (art. 9 ust. 3b ustawy), a w konsekwencji skutkuje także koniecznością zwrotu kwoty stanowiącej równowartość zastosowanych wcześniej dopłat (art. 9 ust. 4 pkt 4 ustawy)" - wyjaśnia resort budownictwa.

Od początku istnienia programu "Rodzina na swoim" Polacy zaciągnęli ok. 135 tys. kredytów. Nie wiadomo, ile kupionych za nie mieszkań jest wynajmowanych. Wspomniana nowelizacja spowodowała spadek dostępności kredytów, gdyż radykalnie obniżyła współczynnik służący do wyliczania limitów cen mieszkań. W Warszawie jeszcze pod koniec września niemal co piąte mieszkanie oferowane przez deweloperów można było kupić za kredyt z budżetową dopłatą. Obecnie znalezienie takiego lokalu w atrakcyjnych lokalizacjach może graniczyć z cudem. Praktycznie w grę wchodzą obrzeża stolicy, gdzie deweloperzy oferują mieszkania nawet po niespełna 6000 zł za m kw.

Tymczasem w województwie pomorskim obowiązują od wczoraj nowe, wyższe limity ceny m kw. (w pozostałych województwach zmiana nastąpi 1 kwietnia). W Gdańsku, żeby dostać dopłatę do kredytu, trzeba znaleźć nowe mieszkanie w cenie poniżej 5092,5 zł za m kw. (wcześniej 4877,5 zł) lub na rynku wtórnym za mniej niż 4074 zł za metr (wcześniej 3902 zł).

Więcej o: