Kupiła garnki i dostała od banku... dwa kredyty

Na jednej z prezentacji sprzętu AGD nasza czytelniczka zakupiła zestaw garnków. Zgodnie z umową sprzedaży połowę ceny zapłaciła sprzedawcy, druga miała być rozłożona na raty w Kredyt Banku. Niestety, przez błąd placówki klientka została z dwoma kredytami

Podyskutuj o artykule na Forum




Pod koniec września mama pana Macieja kupiła sprzęt AGD na prezentacji. Przy okazji zawarła też umowę kredytową z firmą Żagiel (kredyt był udzielany przez Kredyt Bank). Jak zostało ustalone w umowie sprzedaży, prawie połowa ceny została wpłacona na konto sprzedawcy, a pozostała część miała zostać rozłożona na nieoprocentowane raty. W momencie zakupu podpisana została wyłącznie umowa sprzedaży, a dokumenty kredytowe miały zostać przesłane pocztą.

Masz problem? Napisz: finanse@wyborcza.biz Więcej listów




"Po otrzymaniu umowy kredytowej okazało się, że została ona zawarta na 100 proc. ceny towaru, czyli ponad 4 tys. zł, a rata jest dwukrotnie wyższa od uzgodnionej podczas sprzedaży. Po odkryciu błędu mama skontaktowała się ze sprzedawcą, który przyznał się do pomyłki, polecił wypowiedzieć umowę kredytu (co też mama uczyniła - 10-dniowy termin został dotrzymany) i obiecał wyjaśnić sprawę z bankiem tak, by umowa kredytu była zgodna z umową sprzedaży" - pisze pan Maciej.

Wkrótce do mamy pana Macieja przyszła nowa umowa, tym razem zgodna z umową sprzedaży, a pierwsza rata została terminowo zapłacona.

Po pewnym czasie mama czytelnika zaczęła otrzymywać SMS-y, a potem telefony z działu windykacji Kredyt Banku ponaglające do wpłaty zaległej raty dotyczącej wypowiedzianej umowy.

"W odpowiedzi do Banku zostały wysłane dokumenty potwierdzające błąd w umowie kredytowej; umowa sprzedaży, potwierdzenie przelewu umownej części ceny na konto sprzedawcy, pismo wyjaśniające" - pisze pan Maciej.

Bank w odpowiedzi zaczął domagać się oświadczenia sprzedawcy, że towar został zwrócony, warunkując zamknięcie umowy kredytu otrzymaniem takiego zaświadczenia. - Takiego zaświadczenia oczywiście być nie może, bo sprzęt jest w posiadaniu mamy, która terminowo spłaca raty - informacja taka została również przesłana do banku - zaznacza nasz czytelnik.

Kolejne telefony na infolinię nie przyniosły żadnych rezultatów. "Istotnie są aktywne dwa kredyty, jeden z zaległością - a pracownice infolinii jak automat powtarzają, że bank ma 14 dni roboczych na rozpatrzenie sprawy" - pisze pan Maciej.

"Zastanawiam się, jak to możliwe, żeby na jedną umowę sprzedaży mogły zostać zawarte dwie umowy kredytowe. A w zasadzie - czemu tylko dwie? Nie lepiej pójść na całość i otworzyć kilka kredytów np. na 10 odkurzaczy?" - pisze oburzony czytelnik.

Napisaliśmy w tej sprawie do banku, który po pewnym czasie poinformował nas, że skontaktował się pisemnie z czytelniczką i zakończył sprawę zgodnie z jej oczekiwaniami.

- Ogólnie rzecz biorąc, bank uruchamia finansowanie na podstawie dokumentów przekazanych przez sprzedawcę. Jeśli sprzedawca popełni błąd w kwocie umowy, a klient podpisze dokumenty, kredyt zostaje uruchomiony. Bez dokumentów od sprzedawcy bank nie może anulować umowy - tłumaczy Ewa Krawczyk z Biura PR Kredyt Banku.

- Mam nadzieję, że klientka czuje się usatysfakcjonowana rozwiązaniem problemu, a nam pozostaje przeprosić za błąd placówki handlowej będącej naszym partnerem - dodaje Ewa Krawczyk.

Podyskutuj o artykule na Forum




Więcej o: