Oszczędzaj na dom lub mieszkanie, to nie zapłacisz podatku

Każdy, kto będzie oszczędzał na mieszkanie przez co najmniej pięć lat, ma być zwolniony z podatku od dochodów kapitałowych potocznie nazywanego podatkiem Belki - proponuje Ministerstwo Finansów.
Projekt nowelizacji ustaw podatkowych zakłada, że w umowie z bankiem trzeba będzie wskazać jeden z ustawowych celów mieszkaniowych. W grę wchodzi zakup mieszkania lub domu (zarówno nowego, jak i używanego) nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach Unii Europejskiej, a także w Norwegii, Islandii, Liechtensteinie i Szwajcarii.

Obecnie w ustawie o PIT jest powiedziane, że "zwalnia się od podatku dochodowego odsetki i premie gwarancyjne od wkładów zgromadzonych na książeczkach mieszkaniowych". W ustawie nie ma jednak słowa o tym, które banki mogą je prowadzić. W praktyce monopolistą jest PKO BP, który oferuje aż pięć rodzajów książeczek, w tym powiązane z funduszami inwestycyjnymi.

Kto, poza PKO, może oferować książeczki mieszkaniowe?

Wprawdzie niektóre banki rozważały wejście w "książeczkowy biznes", ale ostatecznie żaden się na to nie zdecydował ze względu na niejasność przepisów.

Bartosz Turek z firmy Home Broker wskazuje na kilka sprzecznych indywidualnych interpretacji podatkowych z ostatnich lat. Np. izby skarbowe w Katowicach i Warszawie uznały w 2011 r., że każdy bank, nie tylko PKO BP, może zaoferować swoim klientom książeczkę mieszkaniową. Podobną opinię prezentowało wówczas Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej. Chodzi bowiem o "zachęcenie i ułatwienie podatnikom gromadzenia środków pieniężnych na cele mieszkaniowe poprzez zwolnienie z opodatkowania odsetek od tych wkładów".

Z kolei izby skarbowe w Poznaniu i Bydgoszczy uznały, że z ulgi podatkowej mogą korzystać wyłącznie oszczędzający na książeczkach mieszkaniowych założonych przed 24 października 1990 r., bo "dotyczy sytuacji praw nabytych". Taką interpretację przyjął w ubiegłym roku m.in. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu.

Ministerstwo chce ostatecznie rozstrzygnąć kwestię

Wynikałoby z tego, że podatek powinni zapłacić wszyscy ci, którzy oszczędzają na książeczkach zakładanych przez PKO BP po tym terminie. Ministerstwo Finansów postanowiło więc ostatecznie rozstrzygnąć tę kwestię. I tak z tzw. podatku Belki nadal będą zwolnieni oszczędzający na książeczkach mieszkaniowych, ale tylko tych, o których mówi ustawa "o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych...", czyli wystawionych przed 24 października 1990 r. (oszczędzający dostają dodatkowo premię z budżetu państwa). Ponadto resort zaproponował, by każdy bank mógł zbierać oszczędności na zakup mieszkania lub domu (nie wchodziłaby w grę budowa domu). Żeby oszczędzający nie musiał dzielić się z fiskusem, umowa z bankiem powinna być co najmniej pięcioletnia.

Ile dzięki tej uldze można zaoszczędzić w tym czasie? Bartosz Turek policzył, że gdyby klient zainwestował na wstępie 5 tys. zł, a potem co miesiąc odkładał po 500 zł, to przy oprocentowaniu na poziomie 4 proc. w skali roku, zyskałby po pięciu latach... niespełna 860 zł. - Skala dodatkowej korzyści jest więc relatywnie niewielka - przyznaje analityk.

A jednak - jak wynika z naszych informacji - na książeczkach mieszkaniowych PKO BP nowego typu oszczędza już ponad 700 tys. osób. Magnesem jest nie tylko ulga podatkowa, ale też niższe koszty uzyskania kredytu mieszkaniowego w tym banku.

Bartosz Turek jest przekonany, że tego typu ofertę będą mieli wkrótce także konkurenci PKO BP. - Banki nie tylko zyskają nowe źródło finansowania swojej działalności kredytowej. Lepiej poznają też swoich potencjalnych klientów w okresie oszczędzania. Po zgromadzeniu wkładu własnego często będą oni bowiem ubiegać się o kredyt - komentuje analityk Home Brokera.

Dodajmy, że Związek Banków Polskich (ZBP) od dwóch lat prosi rząd o zachęty dla oszczędzających na mieszkania. Z danych związku wynika, że kredyt na ten cel zaciągnęło już przeszło 1,7 mln Polaków, a ich łączne zadłużenie z tego tytułu przekroczyło 316 mld zł. Zdecydowaną większość kredytów banki udzieliły na 25-35 lat, sięgając głównie po depozyty ludności.

Czytaj też: Trzeba zachęcać do oszczędzania

Tylko 3 proc. lokat założono na dłużej niż rok

Sęk w tym, że zaledwie 3 proc. z nich jest założonych na dłużej niż rok. Banki wpadłyby w potężne tarapaty, gdyby nagle klienci postanowili zabrać oszczędności. Na szczęście zagrożenie jest niewielkie. Jednak dla przeciętnego Kowalskiego utrzymywanie się obecnego stanu rzeczy oznaczać może jedno: o kredyt mieszkaniowy może być tylko trudniej. W ZBP wskazują przykład Niemiec, Austrii, Czech, Słowacji i Węgier, gdzie rządy wypłacają oszczędzającym w budowlanych kasach oszczędnościowych specjalną premię. Np. w Austrii oszczędzający może liczyć na nie więcej niż... 48 euro rocznie. I to wystarczy, by ponad 5 mln Austriaków oszczędzało w bausparkassen. Największe dopłaty są na Węgrzech - nawet równowartość 261 euro rocznie (po odłożeniu określonej kwoty). Na oszczędzanie zdecydowało się ponad 1,2 mln Węgrów. Szef Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości ZBP Jacek Furga przekonuje, że u nas oszczędzać mogłoby nawet 7 mln osób, gdyby rząd zgodził się na premiowanie oszczędności nieprzekraczających w danym roku ok. 2 tys. zł. Maksymalna roczna premia wyniosłaby ok. 500 zł. W kasie budowlanej oszczędza się przez pewien czas na niski procent, a potem bierze tani kredyt o stałym oprocentowaniu. Najczęściej na remont albo w celu uzupełnienia kredytu na zakup mieszkania. Bankowcy przyznają, że dla budżetu oznaczałby wydatki rzędu 1,5 mld zł rocznie, a do 2030 r. premie dla oszczędzających uszczupliłyby go o ponad 25 mld zł. Ale równocześnie kredyty z kas budowlanych rozkręciłyby rynek budowlany. W ZBP zapewniają, że po kilku latach wpływy podatkowe z VAT, CIT i PIT przewyższą wydatki. Za bardzo realny przyjęto scenariusz, że w 18 lat budżet zarobi na czysto prawie 46 mld zł.