Akcja dotacja, czyli bank płaci 1000 zł za... testowanie swoich usług

Idea Bank kusi klientów nietypową promocją: załóż konto, a będziesz mógł wypróbować jedną z naszych usług, nie płacąc za nią ani grosza. Prowizje do wysokości 1000 zł bank pokryje z własnej kieszeni. Czy to jakaś nowa pułapka?
Promocja nazywa się "Konto z dotacją" i weszła do oferty dosłownie kilka dni temu, lecz bank dotąd jakoś szczególnie się nią nie chwalił. O co chodzi? Klient, który założy w Idea Banku konto - lub już je posiada, bo oferta jest otwarta dla wszystkich - i wypełni stosowny wniosek, dostanie do wykorzystania 1000 zł. Ale nie dostanie ich do ręki, w gotówce. Ów 1000 zł będzie rodzajem vouchera, którym można zapłacić za korzystanie z jednego lub więcej produktów Idea Banku ze wskazanej listy. Do wyboru są trzy opcje: kredyt obrotowy na rachunku, faktoring w Idea Money lub księgowość w Tax Care. Na korzystanie każdej z tych trzech usług można podpisać umowę finansowaną voucherem. Efekt jest więc taki, że dopóki limit 1000 zł nie został przekroczony, przedsiębiorca nic nie płaci.

Oczywiście "nic" nie zawsze oznacza "nic". O ile w przypadku księgowości Tax Care z vouchera można sfinansować cały abonament (czyli de facto korzystać z usług firmy całkiem za free), o tyle w przypadku kredytu i faktoringu już tak łatwo nie jest. Przy kredycie voucherem można finansować tylko prowizję za przyznanie kredytu (a więc de facto coś, z czego bank i tak może zrezygnować, bo zarabia głównie na oprocentowaniu).

Czytaj recenzję: Akcja-dotacja, czyli 1000 zł na przetestowanie usług. A ceną grillowanie

Czytaj też: Bank daje tablet za założenie małej lokaty. Okazja czy ściema?

Przy faktoringu voucher służy do zniesienia jedynie opłaty za przyznanie limitu (1000 zł starczy na wykupienie limitu skupu faktur do wysokości 30 000 zł), a za faktycznie skupione faktury trzeba bankowi płacić osobno. Nie chcę mówić, że to jest jakiś kant, bo nie jest, ale trzeba mieć świadomość, że mówimy o promocji, która polega przede wszystkim na zniesieniu kosztów wstępnych wiążących się z daną usługą, a nie wszystkich kosztów korzystania z danej usługi. W tym kontekście najbezpieczniejszy jest abonament Tax Care, ale w tym z kolei przypadku umowę podpisuje się na trzy lata, a okres wypowiedzenia wynosi aż trzy miesiące, więc bez odpowiedniego refleksu trudno będzie utrzymać jego "darmowość".

W całym pomyśle chodzi o to, żeby dać klientom możliwość przetestowania czegoś, czego nie chcieliby testować, gdyby mieli ryzykować własne pieniądze. O ile kredyt obrotowy jaki jest, każdy widzi, o tyle do faktoringu większość małych przedsiębiorstw podchodzi jak pies do jeża. Podobna sprawa jest z księgowością Tax Care. Kto nie wierzy, że może dostać wysoką jakość u "księgowego hurtownika", może spróbować i ewentualnie zrezygnować po wyczerpaniu kasy pochodzącej z vouchera.

Denerwujący jest tylko sposób zwracania pieniędzy, tego 1000 zł. Nie ma tu żadnego automatu, trzeba samemu wystąpić z wnioskiem o wypłatę dotacji, przesłać na wskazany adres, załączyć kopie faktur zaświadczających, że rzeczywiście ponieśliśmy koszty na prowizję od kredytu, faktoringu lub abonament Tax Care. Ale generalnie pomysł, żeby dać przedsiębiorcy polizać lizaka, który chce się mu sprzedać, uważam za zacny.

Czytaj też: Udzielą bezzwrotnej pożyczki i sfinansują ZUS? Prześwietlamy przełomową ofertę

Czytaj też: Szaleństwo? Dają 1000 zł za założenie konta. A gdzie pułapka?

Czytaj też: Bank nie przyjął przelewu na lokatę z powodu... generała. Sen wariata?