Nowy nadzór zbadał SKOK-i. Brakuje im kapitału, połowa ma straty

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) opublikowała dziś długo oczekiwany raport o sytuacji finansowej SKOK-ów. Jest on pokłosiem przejęcia w listopadzie ub. roku przez ten państwowy urząd nadzoru nad spółdzielczymi kasami. Raport nie napawa optymizmem. Co prawda SKOK-i mają zadowalającą płynność finansową (nie muszą więc martwić się o bieżące wypłaty pieniędzy), ale brakuje im kapitału. Własne kapitały Kasy powinny stanowić co najmniej 4 proc. zarządzanych przez nią aktywów. Choć wymogi te są dwa razy niższe niż dla banków, wypełnia je tylko połowa z 55 spółdzielczych kas.
Nie najlepszy wynik SKOK-ów nie jest zaskoczeniem. Już kilka miesięcy temu "Gazeta" przytaczała dane dotyczące kondycji SKOK-ów na koniec 2011 r., opublikowane przez GUS. Wówczas spośród 59 działających kas 13 poniosło straty, zaś kapitał własny wszystkich SKOK-ów wynosił 535 mln zł - tylko 3,6 proc. wartości zebranych depozytów oraz 5,2 proc. wartości udzielonych pożyczek. O tym, że SKOK-i potrzebują więcej kapitału, by bezpiecznie prowadzić działalność, pisał też w specjalnym raporcie w 2011 r. Bank Światowy. Z opublikowanego dziś raportu KNF wynika, że ponad połowa SKOK-ów ma straty. Kasy mają kłopot z odzyskaniem więcej niż co trzeciej udzielonej pożyczki!



Skąd tyle niespłaconych pożyczek?

SKOK-i zawsze specjalizowały się w obsłudze klientów z niższej półki, a duża część tych placówek mieści się w małych miejscowościach, gdzie często bezrobocie jest wyższe niż w aglomeracjach. Niewykluczone, że do dużego odsetka strat kredytowych przyczyniły się nieprawidłowości w zarządzaniu niektórymi kasami. Kilka tygodni temu wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz złożył doniesienie do warszawskiej prokuratury w sprawie nieprawidłowości w SKOK-u Wołomin, jednym z kilku największych w kraju. Władze SKOK-u miały udzielać lekką ręką wielomilionowych kredytów niemal bez zabezpieczenia. Zarząd SKOK-u Wołomin zaprzeczył tym informacjom i zapewnił, że firma jest w dobrej kondycji finansowej.

Ryzykowne kredyty są po części "wliczone w koszty" działalności SKOK-ów. Chociaż instytucje te kreują się na "prospołeczne", to oprocentowanie narzucane klientom bywa bardzo wysokie. Jeden z czytelników "Gazety" poszedł ostatnio po pożyczkę do SKOK-u na Śląsku. Dowiedział się, że biorąc 8 tys. zł pożyczki na pięć lat, musi zapłacić: 35 zł opłaty wpisowej, 25 zł za rozpatrzenie wniosku, 81 zł za udział i wkład, 60 zł za specjalne konto IKS. Dopiero potem przyszło do wycenienia samej pożyczki - 2666 zł za ubezpieczenie, 5 proc. prowizji (400 zł), 5053 zł łącznych odsetek przez pięć lat... W sumie rata miesięczna 217 zł. Pracownik SKOK-u wyliczył klientowi, który ma 1200 zł emerytury, że z pożyczanych 8 tys. zł do ręki dostanie (po potrąceniu kosztów) jakieś 4,6 tys. zł, zaś po pięciu latach odda 13 tys. zł.

Co dalej ze SKOK-ami?

Jakie wnioski wypływają z sytuacji finansowej SKOK-ów dla ich członków? Raport KNF nic na ten temat nie mówi, zaś rzecznik Komisji Łukasz Dajnowicz odmówił nam komentarza. Prezes Krajowej SKOK, Rafał Matusiak. Nie odpowiedział na naszego e-maila. Pewne wskazówki w tej kwestii przynoszą wydarzenia w niektórych SKOK-ach, o których dowiedzieliśmy się jeszcze przed publikacją raportu KNF.

Kilka tygodni temu na stronie internetowej SKOK-u Jowisz działającego w Małopolsce i na Śląsku (30 placówek, 18 tys. członków) pojawiło się zawiadomienie o nadzwyczajnym zebraniu przedstawicieli. A potem pojawił się drugi komunikat: "Zarząd SKOK-u Jowisz informuje, że (...) podjęto decyzję, iż SKOK Jowisz będzie nadal prowadził działalność statutową, realizując program postępowania naprawczego, który zostanie złożony do KNF". To dobra wiadomość dla członków, którzy w przypadku bankructwa SKOK-u mogliby nie odzyskać wpłaconych wkładów członkowskich. Podobne postępowania naprawcze będą prawdopodobnie realizować aż 44 SKOK-i.

Na czym może polegać taki plan naprawczy? - Zmniejszenie skali działalności, sprzedaż niektórych elementów majątku... - wymienia jeden z przedstawicieli władz w SKOK-u, który akurat żadnym programem naprawczym objęty nie jest. W skrajnym przypadku w grę wchodzi dokapitalizowanie SKOK-u przez członków, którzy zostaliby poproszeni o dopłacenie składek. Ale to mało prawdopodobny wariant, bo członków nie można do takiej "dopłaty" zmusić, a dobrowolnie zapewne nie zgodzą się na zrzutkę. Według naszych źródeł nikt nie rozważa przejmowania SKOK-ów przez banki. Sytuacja finansowa kas ma się też poprawić bez dokładania do nich pieniędzy z kieszeni podatnika.

Czy uważasz, że pieniądze w SKOK-ach są bezpieczne