"Nabici" wygrali proces z mBankiem o zawyżanie rat kredytów

Determinacja 1247 kredytobiorców, którzy od pięciu lat walczyli z BRE Bankiem o zmianę zasad oprocentowania ich kredytów hipotecznych, została nagrodzona. Łódzki sąd uznał, że mBank i Multibank zawyżały raty. Wyrok nie jest prawomocny, ale i tak ma ogromne znaczenie. Bank już zapowiedział apelację
To był jeden z pierwszych w Polsce pozwów zbiorowych. I jeden z największych, bo przeciwko trzeciemu największemu bankowi w Polsce stanęło grubo ponad tysiąc klientów. - Przecieramy szlaki dla tej nowej w polskim prawie instytucji - przyznał sędzia Dariusz Limiera, ogłaszając wyrok. To też największy w historii niepodległej Polski konflikt klientów z bankiem.

Jego przedmiotem stały się zasady oprocentowania kredytów we frankach szwajcarskich, których banki należące do BRE udzielały do 2006 r. (chodzi o 20 tys. umów). Bank wpisał do nich możliwość zmiany oprocentowania decyzją zarządu, gdy zmienią się warunki na rynku walutowym. Klienci od 2008 r. alarmowali, że bank ich oszukuje i podwyższa raty w znacznie większym stopniu, niż rośnie LIBOR, wskaźnik ceny pieniądza na rynku międzybankowym. Najpierw "buntownicy" skrzyknęli się w internecie, potem organizowali pikiety, aż wreszcie zdecydowali się założyć sprawę w sądzie.

Sprawa w łódzkim sądzie trwała ponad dwa lata, a w tym czasie BRE Bank próbował skłonić klientów do kompromisu, czyli zmiany umów na "nowoczesne", powiązane ze stawką LIBOR powiększoną o stałą marżę. - Wspólnie z klientami udało nam się wypracować nową ofertę dla osób spłacających kredyty "starego portfela" - przypomina Krzysztof Olszewski, rzecznik prasowy Grupy BRE Banku.

Ale grupa najbardziej nieugiętych klientów nie chciała się dogadywać. Ich pozwem "zaopiekowała się" warszawska kancelaria Wierzbowski Eversheds oraz Małgorzata Rothert, warszawska rzeczniczka konsumentów. Pełnomocnik BRE Banku Łukasz Hejmej tłumaczył, że sporna klauzula dawała bankowi możliwość swobodnego reagowania na sytuację na rynku. - W realiach wielkiego kryzysu działanie banku miało uzasadnienie.

Wczoraj sąd przyznał rację klientom. Stwierdził, że bank stosował niedozwoloną klauzulę: była niezgodna z dobrymi obyczajami i godziła w interes klientów. Uznał, że w umowie była rażąca dysproporcja praw i obowiązków stron na niekorzyść klienta.

- W procesie nie udowodniono bankowi złej woli czy działania z premedytacją - zaznaczył sędzia Limiera. - Jednak zapis o oprocentowaniu jest mało precyzyjny i nieprzejrzysty. Pozwalał bankowi na dowolne i pozbawione kontroli klienta działanie. Trudno wyczytać, kiedy i o ile ma się zmienić oprocentowanie. A - zdaniem sądu - bank miał możliwość bardziej precyzyjnego formułowania zasady naliczania oprocentowania.

- Bank źle oceniał wysokość oprocentowania i źle przeliczał należności, a w konsekwencji pobrał od nich zawyżone raty - uzasadniał sędzia Limiera.

Wyrok nie jest prawomocny. Po jego ogłoszeniu bank wydał oświadczenie, w którym napisał m.in. "Nie zgadzamy się z wyrokiem łódzkiego sądu i będziemy składać apelację. Podtrzymujemy stanowisko, że BRE Bank prawidłowo wykonywał umowy kredytowe".