Bank wkurza zamożnych klientów. Przynieś więcej kasy albo płać 100 zł za konto

Ludzie zamożni, którzy miesięcznie zarabiają wagony złotych, nie znoszą, jak się ich do czegoś zmusza. Tymczasem bank Citi Handlowy właśnie zaczął zachęcać swoich klientów z najwyższej półki, żeby nie tylko przelewali do Citi swoje dochody, ale też trzymali tam oszczędności lub inwestycje. Pod karą 100 zł miesięcznie
Niedawno Citi Handlowy ogłosił, że likwiduje darmową odmianę konta internetowego CitiDirect i "podkręca" wymagania dla tych, którzy korzystają z drugiego najtańszego konta - CitiKonto. Policzyłem, że po podwyżkach konto to może kosztować aż 21 zł miesięcznie, w tym 12 zł abonamentu, 3 zł za serwis telefoniczny, 6 zł za kartę. Jedynym w miarę powszechnie dostępnym, darmowym kontem w Citi Handlowym zostanie CitiOne, ale... jak ktoś nie będzie przelewał na nie 5 tys. zł miesięcznie, to niestety zapłaci 20 zł abonamentu. Efekt tych manewrów prowizyjnych jest taki, że dla każdego klienta, którego nie stać na to, by co miesiąc zapewniać wpływy rzędu 5 tys. zł lub więcej, Citi Handlowy stanie się bankiem zwyczajnie drogim.

Ale na zmianę prowizji narzekają też VIP-y, a więc klienci wpłacający na swoje konta w Citi nawet po kilkanaście tysięcy złotych i więcej. W koncie prestiżowym, Citigold, oprócz wymogu wpływów w wysokości 12 tys. zł pojawi się za kilka miesięcy (od początku 2014 r.) drugi wymóg - żeby na rachunkach w banku było średnie miesięczne saldo w wysokości 50 tys. zł.

Czytaj też komentarz: Zamożni krytykują Citi Handlowy za pazerność. Czy mają rację?

Kłopot w tym, że ludzie zamożni, którzy miesięcznie zarabiają wagony złotych, nie znoszą, jak się ich do czegoś zmusza. A Citi Handlowy zrobił właśnie taki krok, zmuszając swoich klientów z najwyższej półki, żeby nie tylko przelewali do Citi swoje dochody, ale też trzymali tam oszczędności lub inwestycje. Pod karą 100 zł miesięcznie - tyle wynosi standardowa prowizja za konto Citigold. Jedna z czytelniczek tłumaczy: - Nie mam zamiaru trzymać tam moich depozytów, bo nie odpowiada mi oferta oszczędnościowa.

W banku uważają, że wymóg posiadania 50 tys. zł aktywów, by nie płacić 100 zł miesięcznie za konto Citigold wcale nie jest przesadzony. "Wymóg nie dotyczy tylko środków zdeponowanych na lokatach. Klient nie musi ich trzymać tylko na lokacie czy ROR lub też na koncie oszczędnościowym. Bank sumuje wszystkie środki, które klient posiada, w tym środki ulokowane za pośrednictwem banku np. w funduszach inwestycyjnych, w polisach ubezpieczeniowych, środki zgromadzone na rachunku maklerskim. Bank jedynie premiuje klientów, którzy mają z nim pełną relację, czyli jednocześnie inwestują i oszczędzają z bankiem".

Czytaj też: Ten bank pokazał klientom, gdzie są drzwi. Teraz za konto zapłacisz nawet 21 zł miesięcznie!

Czytaj też: Przyciągali najwięcej klientów ze wszystkich banków. A teraz podwyżki: płać co najmniej 5 zł miesięcznie albo...

Czy ten argument przekona klientów? Zobaczymy. Tym, którzy nie czują weny, aby to właśnie pracownikom Citi powierzyć swoje oszczędności, od początku 2014 r. przybędzie pewnie kilka siwych włosów na głowie - bo albo będą musieli przynieść do banku jeszcze więcej swoich pieniędzy, albo skończy się rumakowanie i pozostanie im tańsze konto CitiOne.

Citi nie jest jedynym bankiem, który ma wysokie standardowe prowizje za prowadzenie prestiżowych kont. Na przykład w Noble Banku limit minimalnych wpływów na konto wynosi 12 tys. zł i warunek ten w zupełności wystarczy, by nie płacić za ROR standardowej stawki 99 zł miesięcznie. A jak bank przyciąga depozyty? Oferuje oprocentowany ROR z odsetkami uzależnionymi od stawki WIBOR O/N, czyli o rynkowe oprocentowanie międzybankowych depozytów zakładanych na jedną noc. Co prawda jest tu pewien haczyk, bo oprocentowanie jest naliczane tylko w dni powszednie, ale do zarządzania płynnością na koncie taki mechanizm w zupełności wystarczy. Może więc zamiast karać bogatych klientów za to, że nie chcą trzymać w banku depozytów, lepiej ich do tego zachęcić?