Telewizyjna wojna desperatów. Banki zwiększyły budżety na reklamy pożyczek

W ciągu ostatnich trzech lat wydatki banków na reklamy kredytów gotówkowych wzrosły niemal dwukrotnie! - wynika ze statystyk Kantar Media
Ostatnio w telewizji reklamuje się wyłącznie szybkie pożyczki gotówkowe. Nie ma prawie reklam kredytów hipotecznych, mało jest tych zachęcających do założenia konta, niewiele pieniędzy banki wydają na reklamowanie lokat. Banki próbują ożywić już tylko sprzedaż kredytów gotówkowych jako najbardziej rentownego produktu. I udaje im się. W drugim kwartale tego roku zadłużenie gospodarstw domowych z tytułu kredytów konsumpcyjnych poszło w górę o ok. 2,4 mld zł. W tym samym okresie przed rokiem spadało o ponad 800 mln zł.

Wciskają

Twarde dane

Jednak ten wzrost odbywa się ogromnym z punktu widzenia banków kosztem. Ze statystyk rynkowych, które udostępnił nam Raiffeisen Polbank, wynika, że w ciągu ostatnich trzech lat wydatki banków na reklamy kredytów gotówkowych wzrosły niemal dwukrotnie! W 2010 r. wynosiły 273 mln zł, co stanowiło 25 proc. wszystkich wydatków na reklamowanie produktów, a teraz jest to prawie 550 mln zł rocznie, co stanowi prawie połowę wszystkich wydatków reklamowych banków!

O ile liczba przeprowadzanych przez banki kampanii kredytów gotówkowych jest mniej więcej ta sama, to od stycznia do marca 2012 r. wydatki cennikowe na reklamy w kredytów gotówkowych w telewizji wynosiły 107,4 mln zł, a w pierwszym kwartale 2013 r. było to już prawie 150 mln zł.

Czytaj też: 9 proc. prowizji i zero oprocentowania. Tani kredyt w Raiffeisen Polbank, czy... fatamorgana?

Czytaj też: Będę brał cię w trabancie, czyli za tę reklamę ktoś powinien smażyć się w piekle

Sprzedają emocje. Nie procenty

W szklanym okienku banki pokazują nam głównie celebrytów, którzy mają odciągnąć uwagę tłumu od istoty produktu, czyli oprocentowania, a zamiast tego "sprzedawać emocje". W BZ WBK właśnie dlatego do niedawna rządził Chuck Norris, PKO BP ma Szymona Majewskiego, a w reklamach Eurobanku rządzi Piotr Adamczyk. Ciekawe jak długo potrwa ta marketingowa wojna totalna. Jak bardzo banki będą w stanie zwiększać jeszcze nakłady na reklamy szybkich pożyczek?

Poza budowaniem u odbiorców pozytywnych emocji wokół pożyczania pieniędzy, liczą się trzy argumenty "merytoryczne": gwarancja najniższej raty (jednocześnie proponują takie coś przynajmniej dwa banki - Alior i Bank Millennium), odroczenie zapłaty pierwszej raty (występuje w kilku bankach, z PKO BP na czele) oraz przejrzystość produktu. Tu celuje zwłaszcza Raiffeisen Polbank, który jako jedyny ma w ofercie kredyt zero procent bez żadnych pułapek. Trzeba tylko zapłacić z góry 9 proc. prowizji. Inna sprawa, że ten kredyt z powodu liczonej z góry prowizji wcale nie jest taki tani, jak wygląda.

Z badań przeprowadzonych przez Raiffeisen Polbank wynika, że klienci mają coraz większe oczekiwania dotyczące absolutnej przejrzystości kredytu gotówkowego. Dziś brak pułapek i haczyków jest drugim najważniejszym czynnikiem wyboru pożyczki (wskazuje go 39,8 proc. osób). Ważniejsze jest tylko niskie oprocentowanie (74,9 proc.).

Czytaj też: Wielka awantura o deko termitów i koniec cywilizacji. Czy reklama PKO BP obraża Afrykę?

Więcej o: