Co zrobić, gdy bank nie może uwierzyć w... śmierć klientki?

Co trzeba zrobić, żeby bank przyjął do wiadomości śmierć swojej klientki? Na zdrowy rozum powinno wystarczyć przesłanie kopii aktu zgonu. Niestety, w przypadku jednego z czytelników blogu "Subiektywnie o finansach" oraz banku Santander tak łatwo nie było. Czyżby bank wychodził z założenia, że wiara czyni cuda?
Do blogu Subiektywnie o finansach napisał pan Krzysztof, którego mama była klientką banku Santander Consumer, a konkretnie miała w tym banku kredyt. "Mama zmarła nagle, bardzo to przeżyłem i do tej pory nie jestem w stanie tego zaakceptować. Mama zmarła nagle 24 marca. Dokładnie miesiąc później zadzwoniła miła pani z Santandera, którą poinformowałem, jak sprawa wygląda. Pani powiedziała, że powinienem wysłać akt zgonu na ich adres. I tu zaczynają się schody" - pisze pan Krzysztof. Ponieważ pani z Santandera nie podała, jaki to adres, pan Krzysztof posłużył się wyszukiwarką internetową. Znalazł adres, wysłał kopię aktu zgonu i zapomniał o sprawie.

Niestety, o sprawie nie chciał zapomnieć Santander. "Niedługo potem skontaktowała się ze mną kancelaria prawnicza Lexus. Ponieważ nie chcieli mi podać powodu kontaktu, nie podjąłem w ogóle rozmowy" - opowiada czytelnik. Domyślacie się pewnie, że akt zgonu musiał do Santandera nie dotrzeć. Bo choć mama czytelnika zaciągnęła kredyt w oddziale Santander Consumer Bank, to... wcale nie z tą instytucją spisała umowę. Pożyczkodawcą był faktycznie należący do banku pośrednik finansowy Santander Finance. Pan Krzysztof wysłał kopię aktu zgonu do banku, bo nie przypuszczał, że jego mama mogła w oddziale banku Santander wziąć pożyczkę rodem od pośrednika.

Czytaj też: Gdy bank nie może uwierzyć w śmierć klientki. I śmiesznie, i straszno

Czytaj też: ROR z ubezpieczeniem na życie, od ciężkiej choroby i pobytu w szpitalu. Okazja, czy zawracanie głowy?

Chociaż akt zgonu trafił nie na ten adres, co trzeba, to wciąż mamy do czynienia ze spółkami grupy Santander, więc nie powinno być problemu, żeby sobie przekazały dokument. "Miesiąc później odezwał się Santander Finance. Trzymając w ręku potwierdzenie odbioru aktu zgonu przez recepcję Santander Consumer Banku, poinformowałem, że dokument tam właśnie wysłałem. Okazało się, że oni tego dokumentu przekazać sobie w ramach jednego budynku nie mogą. Muszę wysłać kopię jeszcze raz - faksem. Po dwóch dniach udało się wysłać faks. Zadzwoniłem do Santandera, aby potwierdzić jego odbiór. Bardzo miła pani poinformowała mnie, że nie może zweryfikować tego faksu teraz, mam zadzwonić za kilka dni. Tak też zrobiłem. Niestety, okazało się, że pani nadal nie może potwierdzić odbioru dokumentu. Dlaczego? Możliwe, że faks był nieczytelny, ale pewności pani nie miała" - mówi pan Krzysztof.

Pan Krzysztof zaproponował, że skoro firmy spod znaku Santandera nie mogą sobie przekazać wysłanego tradycyjną pocztą dokumentu i skoro nie mogą również odczytać faksu, to on sfotografuje odpis aktu zgonu i wyśle w pliku graficznym e-mailem. "Dostałem informację, że na stronie internetowej znajduje się formularz kontaktowy, który pozwala napisać e-mail do firmy, a nawet dodać załącznik. Napisałem, wysłałem, załączyłem" - opowiada pan Krzysztof. Sprawa wreszcie zamknięta? Niekoniecznie. "Skontaktowała się ze mną kolejna firma For-Net. Podobno działająca na zlecenie Santandera. Bardzo miła pani wysłała mi SMS-em adres e-mail, pod który miałem wysłać zdjęcie aktu zgonu mojej mamy. For-Net potwierdził odbiór". To zdawało się kończyć sprawę podwójnie. Obie instytucje zaangażowane w sprawę na tym etapie wymagany dokument otrzymały. Niestety, po upływie kolejnego miesiąca For-Net wysłał czytelnikowi kolejnego SMS-a o tym, że prowadzi sprawę jego mamy i prosi o pilny kontakt.

Czytaj też: Będą cię ścigali do upadłego, nawet za długi twoich rodziców

Czytaj też: Kant? Idziesz do banku po kredyt, a wychodzisz z... pożyczką w parabanku

Pan Krzysztof miał już serdecznie dosyć, bo właśnie upływał czwarty miesiąc, odkąd Santander coś od niego chce. "Nie chciałem się denerwować, zignorowałem prośbę For-Netu o kontakt. Niestety, zaczęło się regularne molestowanie SMS-ami, a następnie telefony. Na pytanie, dlaczego przyjmują te zlecenia, skoro dostarczyłem wymagane dokumenty, pani z For-Netu odpowiedziała, iż taką mają procedurę" - pisze pan Krzysztof. "Zadzwoniłem więc do Santandera i w rozmowie z kolejną panią, po podaniu PESEL mojej mamy dowiedziałem się, że zaległość z tytułu kredytu ciągle jest nieuregulowana, a bank wiadomości o śmierci mojej mamy pomimo skutecznego dostarczenia aktu zgonu nie przyjął. Dlaczego? Bo ów odpis aktu zgonu jest w formie elektronicznej. A przecież od początku taką właśnie chcieli! Mało tego, tym razem oprócz aktu zgonu w Santanderze chcą jeszcze odpis z karty pacjenta, na której widnieje przyczyna śmierci. Na pytanie, czy mogę dostarczyć te dokumenty fizycznie do ich oddziału w Sosnowcu pani poinformowała mnie, że nie, absolutnie nie. W Sosnowcu jest bowiem Santander Consumer Bank (tam właśnie mama wzięła kredyt), a papiery chce mieć na stole spółka pośrednicząca - Santander Finance...".

Czytaj też: Banki cwaniakują po obniżkach stóp. Raty kredytów nie spadają, bo zarządy...

Czytaj też: Expander postanowił pomóc mi oszczędzać na emeryturę. Masakra

Frustracja pana Krzysztofa sięgnęła już zenitu. "Panie Macieju, już brak mi sił do tych instytucji. Proszę o pomoc, bo w tej chwili jestem strzępkiem nerwów. Czekam tylko, aż zaczną mi windykatorzy do drzwi pukać. Strach w ogóle odbierać telefony. Dlaczego nikt, do ciężkiej cholery, nie zweryfikuje aktu zgonu?" - zapytuje czytelnik. Zaprawdę, wielka jest wiara banków, że ich klientka będzie spłacała kredyt nawet z zaświatów. Wiara, jak wiadomo, czyni cuda, ale w tym przypadku "strategia" się nie musi sprawdzić. Jeśli bankowcy jej nie porzucą, to wyślą na tamten świat także pana Krzysztofa, który z powodu bankowego nadmiaru wiary jest już na skraju załamania nerwowego.

Więcej o: