Zawziął się i odzyskał 550 zł z mBanku! Za "zły" zapis w polisie

mBank sprzedał czytelnikowi polisę inwestycyjną z nieprecyzyjnie napisaną klauzulą dotyczącą możliwości wycofania się z interesu.
W umowie dotyczącej polisy inwestycyjnej jeden z paragrafów - mówiący o opłatach likwidacyjnych - można było zrozumieć na dwa sposoby. Przy korzystnej interpretacji dla czytelnika Czytaj też: dałoby się wycofać z imprezy po relatywnie niskich kosztach . Poszło o punkt warunków ubezpieczenia, który mówi, że w przypadku rezygnacji z polisy w pierwszym roku opłata likwidacyjna wyniesie "50% składki regularnej zadeklarowanej w pierwszym roku ubezpieczenia, nie więcej niż wartość jednostek uczestnictwa znajdująca się na rachunku podstawowym". Klient zinterpretował to zdanie w taki sposób, że jeśli będzie się chciał wycofać, zapłaci 50% miesięcznej składki. Czyli jeśli przez rok wpłacił 2400 zł, czyli co miesiąc 200 zł, to powinni mu zabrać tylko 100 zł. Sęk w tym, że mBank "składkę regularną zdeklarowaną w pierwszym roku" interpretuje inaczej - trzymając się tego przykładu - jako 1200 zł, czyli 50% wszystkich wpłat rocznych.

Jakiej dokładnie polisy dotyczy spór i jak o sprawie wypowiadali się prawnicy, czytaj też: przeczytacie w blogu "Subiektywnie o finansach". Ale już sama publikacja w blogu listu czytelnika skłoniła do pomyślunku osoby, które napisały nieprecyzyjne regulaminy.

"Po tym jak w listopadzie odrzucono w mBanku moje odwołanie od odrzucenia reklamacji, zawiadomienie do KNF nie przyniosło skutku, byłem bliski rezygnacji. Wtedy zauważyłem niezwykle kompetentny komentarz pod artykułem na pana blogu".

Chodzi o ten komentarz użytkowniczki kryjącej się pod nickiem "dariga". "Za jednoznaczność warunków ubezpieczenia odpowiada ubezpieczyciel, a nie mBank. Tu ewidentnie zostały one sformułowane niejednoznacznie. Mamy ustawę o działalności ubezpieczeniowej, której art. 12 pkt 4 mówi, że postanowienia sformułowane niejednoznacznie interpretuje się na korzyść ubezpieczającego, ubezpieczonego, uposażonego lub uprawnionego z umowy ubezpieczenia. Ja bym się w tej sytuacji odwoływała do ubezpieczyciela, a nie do mBanku".

Pan Piotr spróbował tej drogi. 25 listopada napisał e-mail z reklamacją bezpośrednio do Benefii. Po mniej więcej dziesięciu dniach napisał drugiego - z prośbą o podanie terminu odpowiedzi. W Benefii odpisali, że "pisemna odpowiedź zostanie wysłana pocztą tradycyjną w ciągu 30 dni od wpływu zgłoszenia". Po kolejnym tygodniu przyszła odpowiedź z Benefii wraz z przelewem na 550 zł. "Jestem pewien, że Pana artykuł mocno pomógł w tej sprawie, a osoba komentująca pod pseudonimem 'dariga' dała mi natchnienie do złożenia reklamacji w Benefii" - napisał pan Piotr Czytaj też: do autora blogu "Subiektywnie o finansach".