Jak wygrać z inflacją? Wybierz właściwą strategię oszczędzania

W co zainwestować, kiedy spada inflacja, stopy procentowe, a gospodarka ledwo przędzie? Możliwości jest wiele, ale trzeba się spieszyć! Jeśli trzy miesiące temu zdążyłeś ulokować pieniądze na stały procent, zarobisz na odsetkach nawet o jedną piątą więcej niż kolega, który przychodzi do banku dopiero dziś.
Timing w oszczędzaniu (czyli zabezpieczaniu przed inflacją) lub inwestowaniu pieniędzy (a więc zarządzaniu nimi z myślą o realnych zyskach) odgrywa czasem decydującą rolę. Wiedzą o tym zwłaszcza aktywni inwestorzy giełdowi, których sukcesy w dużej części zależą nie tylko od tego, w co ulokują swoje pieniądze, ale też - w którym momencie to zrobią. Na giełdzie bowiem ta sama "cegiełka", czyli udział w majątku spółki, może być warta dziś 100 zł, a za rok 50 zł albo 200 zł.

Podobne reguły gry jak na giełdzie panują na rynku bezpiecznych inwestycji takich jak lokaty bankowe czy obligacje. Przykładów nie trzeba szukać daleko. Kto trzy miesiące temu ulokował pieniądze na przeciętnym depozycie rocznym w jednym z 20 największych banków, zagwarantował sobie oprocentowanie w wysokości średnio 5,4 proc. Kto zaś przyjdzie do banku z pieniędzmi teraz, dostanie już tylko przeciętnie 4,5 proc. To blisko o 100 zł mniej od każdych ulokowanych 10 tys. zł.

Inny przykład: jeszcze dwa miesiące temu można było sobie zagwarantować dochód z rządowych obligacji dziesięcioletnich na poziomie przekraczającym o 2 pkt proc. wskaźnik inflacji (bo te obligacje mają oprocentowanie uzależnione od inflacji). Dziś można kupić od ministra identyczne obligacje gwarantujące już tylko dochód wyższy od inflacji o 1,5 pkt proc. 0,5 pkt proc. różnicy w oprocentowaniu w czasie dziesięciu lat oznacza, że na koniec inwestycji z każdych 10 tys. zł będziesz miał 700-1000 zł mniej lub więcej (w zależności od inflacji i ostatecznego oprocentowania).

Od czego zależy oprocentowanie oszczędności?

* Inflacja, czyli punkt wyjścia. Najogólniej rzecz ujmując, oprocentowanie pieniędzy w bankach powinno być pośrednio związane z inflacją. Banki przecież "pożyczają" od nas pieniądz i powinny płacić nam tak, żebyśmy na tym realnie zarabiali. Niestety, z tym różnie bywa. Banki często próbują nas "naciągać" i płacą za depozyty mniej, niż wynosi inflacja. Teraz akurat nam to nie grozi, bo inflacja jest niska, ale w zeszłym roku i dwa lata temu bywały chwile, że większość naszych oszczędności w bankach realnie traciła na wartości! Gdybyśmy chętniej "głosowali nogami" i zabierali pieniądze z banków, które nie oferują atrakcyjnych stawek, bankowcy poszliby po rozum do głowy i płacili za pożyczane od nas pieniądze tak, byśmy na tym nie tracili.

* "Centralne" stopy procentowe, czyli wyrocznia. O ile stopa inflacji ma umiarkowane przełożenie na oprocentowanie lokat, o tyle oprocentowanie pieniądza w banku centralnym ma już z nim mocny związek. Stopy obowiązujące w Narodowym Banku Polskim informują bowiem bankowców, po ile mogliby pożyczyć pieniądze z jego skarbców w sytuacji awaryjnej. Od nas bankowcy będą oczywiście pożyczali drożej, ale stawki banku centralnego niewątpliwie są dla banków punktem odniesienia. Kiedy pół roku temu NBP zaczął ciąć swoje stopy procentowe, banki komercyjne odpowiedziały spadkiem oprocentowania lokat.

* WIBOR, czyli co ma bank do banku. Na to, jak bardzo oprocentowanie lokat różni się od stóp procentowych NBP, wpływa sytuacja na tzw. rynku międzybankowym. Odzwierciedla ją wskaźnik WIBOR odpowiadający na pytanie, po ile banki pożyczają pieniądze od siebie nawzajem. Jeśli nie chciałyby pożyczyć ich od nas ani od banku centralnego, poszłyby właśnie na rynek międzybankowy i pożyczały od innych banków po stawce WIBOR (ściślej pisząc: jest ich kilka, najpopularniejsza to WIBOR 3M mówiąca, po ile "chodzą" pożyczki trzymiesięczne). Banki wolą pożyczać pieniądze od nas niż od siebie, więc średnie oprocentowanie depozytów w większości banków zwykle jest wyższe niż WIBOR. Ale jeśli WIBOR idzie w dół, to nie ma wątpliwości, że niższe będą też stawki na lokatach. Gdyby nie było żadnych zakłóceń, banki obniżałyby oprocentowanie lokat już na sam dźwięk prognozy, że WIBOR może spaść. Ale zakłócenia się zdarzają, a najważniejsze z nich, to...

* Popyt na kredyty. Banki to koncesjonowani pośrednicy finansowi. Pożyczają pieniądze od jednych i udzielają kredytów innym. Po drodze zarabiają na różnicy w odsetkach. Im mniejszy jest popyt na kredyty, tym mniej banki potrzebują pieniędzy na lokatach. To powoduje, że zmiany stóp procentowych NBP oraz WIBOR przeważnie nie przekładają się automatycznie na zmianę ofert depozytowych banków. Im większy popyt na kredyty, tym większe "ssanie" na depozyty. Obecnie jest ono niewielkie, a przyzwoite stawki oprocentowania lokat zawdzięczamy głównie temu, że nadzór nieformalnie naciska na banki, żeby zmniejszyły "dziurę" między wartością udzielonych kredytów a zebranymi depozytami, która obecnie przekracza 100 mld zł.

* Oprocentowanie obligacji skarbowych. Chcąc przewidzieć, co się stanie z oprocentowaniem pieniędzy w bankach, warto też zerknąć na poczynania ministra finansów. Jacek Rostowski doskonale wie, co się święci w gospodarce, więc jeśli oprocentowanie oferowanych przez niego obligacji spada (dobrym punktem odniesienia są obligacje dwuletnie, o stałym oprocentowaniu), to prawdopodobnie zwiastuje to obniżkę rentowności depozytów w bankach. Niestety, rzadziej ta prawidłowość działa w drugą stronę.

Co z tego wszystkiego wynika? Składając powyższe czynniki - inflację, stopy procentowe banku centralnego, WIBOR i popyt na kredyty - w jeden obraz, można mniej więcej przewidzieć, co stanie się z oprocentowaniem depozytów w najbliższym czasie. Oczywiście nigdy nie wiesz z całą pewnością, czy to już "ten moment", czy też może warto jeszcze poczekać tydzień lub dwa z założeniem takiej lub innej lokaty, ale zawsze możesz podzielić pieniądze na dwie części i połowę przeznaczyć na lokatę już teraz, a drugą - za kilka tygodni. Zmniejszysz w ten sposób prawdopodobieństwo pomyłki.

Czytaj też: Życie na kredyt już nie jest w modzie - zacznij oszczędzać (materiały partnera)




Jak reagować?

Jeśli chcesz zapewnić sobie jak najwyższe zyski z lokat - realne zyski, czyli to, co zostanie po odjęciu inflacji i podatku Belki - powinieneś przestrzegać dwóch zasad:

* Gdy stopy idą w dół, zagraj na długo. Jeśli wszystko wskazuje na spadek oprocentowania lokat, powinieneś zagwarantować sobie dość długi depozyt o stałym oprocentowaniu. Dzięki temu przy coraz niższym oprocentowaniu lokat i mniejszej inflacji twój realny zysk będzie znacznie pokaźniejszy niż dochód inwestora przesuwającego pieniądze między krótkimi, coraz niżej oprocentowanymi lokatami. Dziś mamy właśnie taką sytuację. Największe okazje już w większości są za nami, ale w niektórych małych bankach wciąż można próbować "ustrzelić" roczny depozyt z niezłym oprocentowaniem. Marzeniem byłoby dziś znalezienie lokaty np. na 6 proc. o stałym oprocentowaniu na rok. Oczywiście, o ile tę stawkę oferuje bank, a nie jakaś instytucja parabankowa niemająca gwarancji rządowych, no i jeśli nie jest to oferta wiązana typu "weź lokatę, ale załóż też konto albo wykup ubezpieczenie".

* Gdy stopy rosną bądź "krótki". Kiedy zanosi się na wzrost oprocentowania lokat, przyjmuj strategię przeciwną: unikaj długoterminowych lokat i ciesz się tymi krótkimi - na trzy-cztery miesiące. Banki oczywiście będą wtedy kusiły nie najgorszymi odsetkami od długich lokat. Ale to może być pułapka, bo bankowcy w takiej sytuacji zwykle doskonale wiedzą, że za kilka miesięcy będą musieli płacić jeszcze więcej.

W obu sytuacjach pamiętaj, że banków jest wiele, nie ograniczaj się tylko do tego, w którym masz konto. Mniejsze banki często mają wyższe oprocentowanie, bo bardziej poszukują pieniędzy "pod" kredyty. W weekend jeden z czytelników doniósł mi, że w jednym z banków spółdzielczych wciąż można "ustrzelić" półroczną lokatę na 6,6 proc.! Banki, których reklamy można zobaczyć w telewizji lub gazetach, rzadko dziś proponują więcej niż 5,5 proc., a większość z nich nie chce już nawet płacić więcej niż 5 proc.

* Fundusze inwestycyjne, czyli obligacyjne targi. W obligacje możemy inwestować na dwa sposoby - kupić je od ministra (oprocentowanie tych najpopularniejszych, dwuletnich, zależy od podobnych czynników, jak rentowność lokat) albo zainwestować w fundusz inwestycyjny, który specjalizuje się w lokowaniu pieniędzy na rynku papierów dłużnych. Wówczas zainwestujesz w znacznie szerszą paletę obligacji, niż mógłbyś to zrobić samodzielnie, bo fundusze mają dostęp do szerokiej gamy obligacji, zarówno skarbowych, jak i emitowanych przez firmy.

Fundusz obligacji w odróżnieniu od samych obligacji nie gwarantuje jednak osiągnięcia zysków. Jak to możliwe? Pomijając ryzyko, że któryś z emitentów obligacji nie wykupi ich w terminie (z tego powodu kilkanaście funduszy obligacji ucierpiało w zeszłym roku, kiedy zbankrutowała m.in. budowlana firma PBG), trzeba pamiętać, że "cegiełki", które wykupisz w funduszu obligacji, są wyceniane w zależności od cen obligacji na giełdzie. A na giełdzie - różnie bywa. Może się hipotetycznie zdarzyć, że obligacja, która jest warta 100 zł i dodatkowo jej emitent za jakiś czas wypłaci 10 zł odsetek, będzie na giełdzie kosztowała tylko te 100 zł (bo jej posiadacze będą chcieli się jej pozbyć, by kupić nową serię "płacącą" np. 20 zł odsetek. Fundusz, choć posiada obligacje, na których po wykupieniu obligacji zarobi 10 proc., obecnie nie pokaże w ogóle zysków - kupił obligację za 100 zł i ta jest warta na giełdzie tylko 100 zł.

Z funduszy obligacji możesz się spodziewać zysków głównie wtedy, kiedy akurat zakończyła się fala podwyżek stóp procentowych. Fundusze mają wtedy w portfelach obligacje, które będą w przyszłości słono wyceniane na giełdzie, bo będą gwarantowały wysokie odsetki. Kiedy stopy procentowe zaczynają spadać, w funduszach zaczynają się żniwa. To właśnie dlatego w zeszłym roku najlepsze fundusze obligacji zarobiły grubo ponad 10 proc. Ponieważ czeka nas chyba jeszcze kilka obniżek stóp procentowych, fundusze obligacji przez kilka miesięcy mogą dawać przyzwoite zyski, ale kiedy cykl spadku stóp procentowych się zakończy i na horyzoncie pojawią się podwyżki, fundusze zostaną z nisko oprocentowanymi obligacjami w portfelach, co przez pewien czas będzie obniżało ich zyski.

Łukasz Mickiewicz, Nordea Bank Polska

Sytuacja na rynku i wiadomości z mediów nie powinny istotnie wpływać na nasze decyzje o wyborze konkretnych form oszczędzania. A to dlatego, że takie decyzje będą z reguły nietrafione. Przykładowo, fundusze inwestycyjne cieszą się największym zainteresowaniem po spadku oprocentowania lokat. Kiedy na depozycie po odliczeniu podatku zarabiamy mniej niż 4 proc., zaczynamy rozglądać się za bardziej dochodowymi formami oszczędzania. Miniony rok jest świetnym przykładem. W styczniu 2012 r. z łatwością można było znaleźć depozyt na 6 proc. i mało kto chciał inwestować w fundusze. Przez 12 miesięcy fundusze akcji w wielu przypadkach zarobiły ponad 20 proc., a bezpieczne fundusze obligacji ponad 10 proc. Dziś oprocentowanie depozytów wyraźnie spadło i zaczynamy interesować się funduszami, ale na ich wzroście w ubiegłym roku już nie skorzystamy. To jeden z wielu przykładów zachowań inwestorów, które są zgodne z naszą naturą, ale negatywnie wpływają na zyski z oszczędności. Żeby się przed tym obronić, warto zawsze trzymać środki w różnych produktach oszczędnościowych, niezależnie od tego, jakie są nastroje i trendy na rynku.

Piotr Minkina, Union Investment TFI

W Polsce obserwujemy spadek inflacji i tempa wzrostu PKB. Rada Polityki Pieniężnej najprawdopodobniej będzie kontynuowała cięcia stóp procentowych. Oznacza to, że oprocentowanie lokat bankowych będzie spadało. Warto rozważyć więc inne możliwości - np. fundusze pieniężne inwestujące w krótkie papiery rządowe i korporacyjne o dobrej ocenie kredytowej. Dla inwestorów skłonnych do ryzyka najlepszym rozwiązaniem będzie jednak inwestycja w akcje. Faza cyklu gospodarczego, w której obecnie się znajdujemy, zawsze bardzo sprzyjała akcjom i jest historycznie dobrym momentem, by w nie zainwestować. Warto wykorzystywać korekty, by nie stracić okazji i nie wejść w akcje na tzw. górce, co niestety zrobiło wielu inwestorów na fali euforii w 2008 r.

Zobacz jak łatwo oszczędzać Skorzystaj z kontomierza