Chiny mogą wpędzić w kryzys cały świat. Tak właściwie robią to już teraz. Nikt nie wie jak to powstrzymać

W samym tylko w grudniu chińskie rezerwy walutowe zmalały o ponad 100 miliardów USD. Chińska waluta jest najsłabsza od 2011 roku. A giełda w Szanghaju spadła w tym roku już o 12 procent. To co się tam dzieje wywołuje wstrząsy na wszystkich innych rynkach świata. Prawdziwy problem polega jednak na tym, że na samych tylko giełdach może się nie skończyć.

Spadki na giełdzie w Szanghaju to tylko czubek góry lodowej. Tą górą jest problem, który dotknie cały świat: chiński konsument nie będzie wydawać coraz więcej pieniędzy. Czyli, przekładając to bardziej na problem Europejczyków, czy Amerykanów: chiński konsument miał podtrzymywać resztę świata, miał napędzać produkcję wszystkiego jak leci, bo miał to wszystko kupować. Dziś staje się jasne, że tak nie będzie.

Chiny napędzające swoją gospodarkę tanim eksportem od kilku lat próbowały przejść na model rozwoju opartego o konsumpcję w kraju. Ale mix bardzo wysokiego zadłużenia firm i przeinwestowania lokalnych samorządów z obawami natury politycznej powoduje, że Komunistyczna Partia Chin nie znalazła w sobie wystarczająco dużej determinacji, aby przeprowadzić naprawdę gruntowne reformy rynkowe. Zapewne (tak jak u nas w 1990) efektami ubocznymi takich reform byłyby poważny wzrost bezrobocia i recesja. Partia więc robi krok w tył i nie mając lepszego pomysłu wraca do modelu opartego na eksporcie. Ale dzisiaj produkcja w Chinach nie jest już taka tania jak kiedyś, więc może się okazać, że powrót do starego modelu też może boleć i też może wywołać recesję. Niektórzy twierdzą, że recesja w Chinach jest już teraz, a Pekin dane o wzroście gospodarczym o 7 procent po prostu fałszuje.

W związku z tym od pewnego czasu kapitał zagraniczny, który liczył na sukcesy w Chinach teraz stamtąd ucieka. I to jak ucieka. Według szacunków Royal Bank of Scotland łączny odpływ kapitału za ostatni rok to już około biliona dolarów.

Taki odpływ wywoływałby znaczną dewaluację juana, gdyby tylko juan był notowany na wolnym rynku. Władze w Pekinie od miesięcy stabilizują kurs waluty, ale w tym celu wydają niesamowite kwoty pochodzące z chińskich rezerw walutowych. Wartość tych rezerw w całym 2015 spadła o zawrotne 513 mld USD. Z tego tylko w grudniu o 108 mld USD. Jeszcze nikt nigdy nie stracił tylu pieniędzy w tak krótkim czasie.

Dla porównania: rok temu w szczycie paniki na rosyjskim rublu Moskwa na obronę swojej waluty wydała 33 mld USD. W całym 2014 rosyjskie rezerwy walutowe zmalały o 125 mld USD i wtedy mówiliśmy o bardzo poważnym kryzysie w Rosji. Chińczycy przepuścili więcej na obronę juana w ciągu zaledwie jednego miesiąca. 108 mld USD to także więcej niż całe rezerwy walutowe Polski.

A przy tym juan i tak się osłabia – tyle, że powoli. Ale za to systematycznie. Dziś jest najsłabszy od 2011


Dla chińskiego eksportu to dobrze. Ale za to BMW, iPhony, adidasy, czy chociażby pepsi cola będą przez to w Chinach droższe. To właśnie tak bardzo boli inwestorów na wszystkich rynkach świata. Strach przed tym, że miliony Chińczyków zaczną kupować mniej i wtedy nie będzie komu sprzedać tych wszystkich butów, czy telefonów (które swoją drogą gdzieś tam niedaleko są produkowane za grosze i w nieludzkich warunkach). A jak nie będzie komu sprzedać, to trzeba będzie ograniczyć produkcję, ciąć zatrudnienie i wtedy kryzys rozleje się z Chin na cały świat.

Świat, który jedynej szansy na wyjście z recesji będzie upatrywać w pobudzaniu eksportu słabszą walutą. Świat pogrążony w wojnie walutowej, czyli w grze o sumie zerowej. A może nawet sumie ujemnej, bo w czasach gospodarki globalnej ten, który w danym momencie te wojnę przegrywa ciągnie za sobą w dół wszystkich chwilowych zwycięzców.

Giełdy nie panikują dlatego, że jakieś wskaźniki dla Chin źle wypadły, albo dlatego że indeks w Szanghaju spadł akurat o 7 procent, a nie o 3 procent. Sprawa wygląda znacznie gorzej. Coraz więcej osób na rynkach finansowych zupełnie serio zaczyna bać się o to, że my wszyscy jako gospodarka światowa jesteśmy na równi pochyłej i nikt nie wie jak z niej uciec. To znacznie trudniejsze niż ucieczka z kapitałem z chińskiej giełdy.

Więcej o: