Polska po pierwszej w historii obniżce ratingu. Co to znaczy i czy nas to zaboli?

W godzinę po obniżce ratingu Polski byłem w supermarkecie i nie zauważyłem żadnych zmian. Nie sądzę też, aby pojawiły się w najbliższych dniach. Mówiąc wprost na pytanie: „czy przeciętny Polak poczuje obniżkę ratingu?” odpowiedź brzmi „nie”. Tak samo jak wcześniej nie czuł podwyżek tych ratingów. Ale to nie znaczy, że nie ma problemu.

Wydarzenie jest dość niesamowite. Przede wszystkim to pierwsza w historii obniżka ratingu Polski. Do tej pory mieliśmy wyłącznie podwyżki. A coraz wyższy rating powoli przybliżał nas do Europy Zachodniej, którą wciąż gonimy. Przybliżał nas pod względem wiarygodności finansowej państwa. Sprawę można więc traktować symbolicznie, a nawet prestiżowo, jeśli ktoś ma na to ochotę.


Po drugie niezwykle rzadko zdarza się aby agencja ratingowa obniżała swoją ocenę wyłącznie z powodów związanych z polityką. Można tego nie rozumieć tak jak na przykład nie rozumie tego Ministerstwo Finansów

Co gorsze, rynki globalne mogą to traktować jako sensację. W efekcie w poniedziałek Polska może być na tych rynkach tematem numer jeden i to raczej nie jest pozytywna okoliczność. Spróbujmy więc to zrozumieć. 

To czy państwo działa w sposób przewidywalny i zrozumiały ma ogromne znaczenie dla gospodarki, handlu i rynków finansowych. Także dla tych, którzy rządom tych państw pożyczają pieniądze kupując od nich obligacje. Widać to doskonale kiedy spojrzymy na ratingi Chin i Hong Kongu. Chiny – druga największa gospodarka świata z największymi na świecie rezerwami walutowymi ma rating AAminus. Hong Kong ma najwyższy możliwy rating AAA. Bo odziedziczył po Brytyjczykach stabilne instytucje i przejrzyste zasady, których w Chinach wciąż nie ma. Tak naprawdę nie chodzi o politykę w sensie dosłownym. Chodzi raczej o to, czy państwo oparte jest na stabilnych zasadach, które są jasne dla wszystkich. W Polsce PiS stare zasady niszczy, natomiast nikt nie ma pewności jak będą wyglądać zasady nowe. Może nawet będą lepsze od starych, sęk w tym, że teraz tego nie wiadomo. Dopóki więc one nie staną się jasne dla wszystkich mamy zwiększone ryzyko. A skoro ryzyko wzrosło, to rating idzie w dół.


S&P wspomina o Trybunale Konstytucyjnym, mediach publicznych i służbie cywilnej – wszyscy wiemy o co chodzi. Ale obniżka ratingu nie jest reakcją na to co już PiS zrobił, tylko raczej efektem wzrostu obaw o to co może robić dalej. Agencja pisze, że w przyszłym roku swoją wiarygodność i niezależność może stracić Narodowy Bank Polski. Nie musi, ale może i wystarczy to, że po wyborach w ogóle istnieje taka możliwość.

Z punktu widzenia przeciętnego Polaka najważniejszym efektem niższego ratingu jest droższy dolar, frank i euro. Dolary po 4,10 PLN mieliśmy ostatni raz w kwietniu 2003. Dan Brown wydał wtedy Kod Leonarda da Vinci, a Kukiz śpiewał „Bo tutaj jest jak jest” razem z Janem Borysewiczem. Strasznie dawno temu.

Z punktu widzenia całej gospodarki znacznie ważniejsze jest jednak to, co stanie się z ceną polskich obligacji. Jeśli potanieją, rządowi będzie się rządzić trudniej niż przypuszczał. Bo trudniej będzie znaleźć finansowanie swoich obietnic.


Najważniejszy wniosek płynący z całego tego zamieszania jest jeden. Tym razem będzie zupełnie inaczej niż w latach 2005-07. Wtedy rządom PiS towarzyszył najszybszy w historii III RP wzrost gospodarczy, na świecie trwała superhossa, a rynek finansowy był w stanie wybaczyć nam wszystko. Byliśmy gospodarczym pupilem, który właśnie awansował do Unii Europejskiej. Dziś hossy nie ma już nigdzie, rynek boi się wszystkiego i wystarczy byle pretekst, żeby sprowokować kapitał do ucieczki. W poniedziałek ten wystraszony Chinami, Syrią, strefą euro i Bóg wie czym jeszcze rynek dowie się, że obecnie nikt na świecie nie daje takich pretekstów do odwrotu jak Polska.


Można bagatelizować, że agencje ratingowe same są niewiarygodne, że Fitch ratingu nie obniżył, więc to tylko jedna Standard & Poor’s, że to banksterzy dbający tylko o obcy kapitał, itd. Można. Tylko, że niestety wciąż bez kapitału zagranicznego (który do tej pory bardzo lubił kupować polskie obligacje) Zachodu skutecznie gonić się nie da.
Przeciętny Polak tego nie odczuje. Straconych szans często się nie zauważa.

 

ZOBACZ TEŻ: W ten dzień frankowicze byli bliscy zawału. Teraz wcale nie jest lepiej. Co dalej będzie z frankiem?