Zagadka najlepszego dnia na giełdzie od listopada 2011. Czy to reakcja na plan Morawieckiego, czy jednak coś innego? Oto lista przyczyn nagłej euforii na rynku

Ostatni raz takie wzrosty inwestorzy giełdowi widzieli ponad 4 lata temu. 17 lutego 2016 WIG20 urósł w jeden dzień o 3,6 procent. Tym razem trochę pomogli polscy politycy, ale na innych giełdach na świecie nastroje też są znacznie lepsze niż jeszcze miesiąc temu

Najpopularniejsza opinia jest taka, że super wzrostom na giełdzie pomógł wicepremier Morawiecki swoim planem rozwoju ogłoszonym niedawno. Wierzą w to zwłaszcza osoby, które na co dzień pasjonują się polityką, PiSem, PO itd., więc wydaje im się, że także giełda reaguje na to, co się dzieje w polityce. Zwykle tak nie jest, ale tym razem coś w tym może być. Ale chodzi tu nie o to, co w planie Morawieckiego jest, a bardziej o to czego w nim nie ma.

ZOBACZ TEŻ: Oto wielki plan Morawieckiego. Bilion złotych, lepiej płatne miejsca pracy, proste podatki i "Konstytucja biznesu" 

Andrzej Knigawka z Domu Maklerskiego ING Securities zauważył, że w prezentacji premiera Morawieckiego nie było ani słowa o zabieraniu kolejnych pieniędzy z OFE, a rynek wcześniej obawiał się takiego scenariusza


Ważniejszą przyczyną jednak była opublikowana dziś rano stanowisko Ministerstwa Finansów o tym, że nie pracuje nad poprawkami do prezydenckiego projektu ustawy o przewalutowaniu kredytów frankowych. 


Prezydencki projekt jest w tej chwili najgroźniejszym pomysłem dla notowanych na giełdzie banków, który nie doczekał się jeszcze realizacji. Nic dziwnego, że rynek na każdy sygnał o tym, że praca nad projektem nie posuwa się do przodu reaguje radośnie. A jeśli robi się duże zamieszanie, to z punktu widzenia giełdy nawet lepiej – a nuż projekt wpadnie gdzieś komuś pod szafę, wszyscy o nim zapomną i nigdy się go nie uchwali? ;)

ZOBACZ TEŻ: Zamieszanie wokół ustawy frankowej. Morawiecki mówi, resort finansów dementuje

To była bezpośrednia przyczyna wyskoku WIG20 w górę aż o 3,6 procent. Ale równie ważne jest tło międzynarodowe. Gdyby nastroje na giełdach światowych były złe to nasze krajowe czynniki wywołałyby wzrosty znacznie mniejsze.

Na początku roku mieliśmy spore spadki, bo po pierwsze w kraju mieliśmy spore ryzyko polityczne (podkreślone dodatkowo przez obniżkę ratingu przez Standard & Poor’s w połowie stycznia), ale też po drugie mieliśmy fatalne nastroje na świecie. Dziś poziom strachu i tu i tam jest zdecydowanie mniejszy. Nie wiem czy słusznie, ale z nastrojami na rynkach się nie dyskutuje.

Mówiąc w skrócie rynek miesiąc temu bał się:

  • podwyżek stóp procentowych w USA
  • dewaluacji chińskiego juana
  • światowej deflacji wywołanej dalszą przeceną ropy naftowej i kryzysem w Chinach
  • Brexitu.

Dziś można zakładać, że:

  • podwyżek stóp w USA w tym roku w ogóle nie będzie
  • Chińczycy nie chcą i nie zamierzają dewaluować juana
  • ropa zacznie drożeć, bo kraje OPEC zaczynają walczyć o jej cenę i nawet zaczęły o tym rozmawiać z Rosją

Co do Brexitu, to przed nami unijny szczyt, który ma doprowadzić do porozumienia Brukseli z premierem Cameronem, a po takim porozumieniu łatwiej będzie Bytyjczyków przekonać do tego, żeby w Unii zostali. Tak się przynajmniej zakłada. Sondaże na razie przestały się pogarszać i wyglądają dość dobrze


Tyle zmian w ciągu niecałego miesiąca robi zasadniczą różnicę. Choć oczywiście nastroje na rynku mogą się zmieniać bardzo często. Nadal przecież nie wiemy na pewno tego jak zagłosują Brytyjczycy, co zrobią banki centralne w Chinach i USA, jak skutecznie będą się dogadywac między sobą producenci ropy.

Nie wiemy też tego co się dalej będzie dziać z projektem ustawy o przewalutowaniu kredytów frankowych. Wciąż więc ryzyko jest duże. Ale duże ryzyko to na giełdach codzienność. Dlatego tak trudno na nich zarabiać. Chociaż czasem zdarzają się dni, kiedy można na nich zarobić wyjątkowo dużo.