100 dni rządu: oto 4 najważniejsze wydarzenia, na które rząd nie miał żadnego wpływu

100 dni rządu to okazja do podsumowań i wszyscy to dziś robią. Podsumowują to, co rząd robi i zrobił kierując się własnymi pomysłami i wolą polityczną. Ale to nie są jedyne czynniki, które mają wpływ na to co rząd robi. Bardzo dużo zależy od tego na co rząd nie ma żadnego wpływu – od tego co się dzieje w otoczeniu Polski.

Oczywiście, że pomysły takie jak 500 złotych na dziecko, czy podatek bankowy będą mieć wpływ na polską gospodarkę. Ale to jak duży to będzie wpływ zależeć będzie od tego, co się będzie dziać w światowej gospodarce. Nawet najgorsze pomysły w kraju nie zepsują nam koniunktury jeśli w Europie i świecie pojawi się ożywienie. Nawet najlepsze pomysły niewiele pomogą, jeśli świat wpadnie w recesję. Globalizacji ciągle nikt nie odwołał, więc jesteśmy w dużym stopniu uzależnieni gospodarczo od tego co się dzieje gdzie indziej.

Oto cztery najważniejsze wydarzenia ostatnich stu dni, które będą mieć wpływ na to jak wygodnie/niewygodnie będzie się rządzić Beacie Szydło w kolejnych miesiącach:

1. BREXIT

W listopadzie było wiadomo, że w tym roku ma być brytyjskie referendum a brytyjscy liderzy politycznie wypowiadają się delikatnie mówiąc dość mało euroentuzjastycznie. Dziś wiemy, że premier Cameron otwarcie popiera pozostanie Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Zgodził się na to za cenę unijnych ustępstw, które z naszego punktu widzenia nie powinny być zbyt kosztowne.

ZOBACZ TEŻ: Brytyjskie funty najtańsze od maja. Przyczyna to kontrowersyjna deklaracja mera Londynu 

Ostatnie sondaże pokazują, że wśród Brytyjczyków delikatnie przeważa opcja pozostania w UE. Niestety sytuację komplikuje opowiedzenie się popularnego mera Londynu Borisa Johnsona po stronie tych, którzy chcą z Unii wyjść. Ewentualny Brexit mógłby wywołać spory popłoch na rynkach europejskich, a przez to utrudnić nam bieżące finansowanie deficytu budżetowego.

2. CHINY

Przełom roku był okresem silnych spadków na giełdach. Bardzo wyraźnie tracił też wtedy złoty, a także inne waluty wschodzące. Głównym źródłem obaw inwestorów na świecie była perspektywa dewaluacji chińskiego juana. Rynek bał się, że Chiny będą walczyć o utrzymanie wzrostu gospodarczego obniżając wartość waluty, przez co będą mogli „taniej” eksportować.

ZOBACZ TEŻ: Chiny mogą wpędzić w kryzys cały świat. Tak właściwie robią to już teraz. Nikt nie wie jak to powstrzymać

Dla Chin byłoby to korzystne, ale cała reszta świata odczułaby to w postaci pogłębienia deflacji. A deflacja i towarzyszące jej ujemne stopy procentowe już teraz są sporym problemem gospodarczym. Innymi słowy: obawiano się, że Chiny będą się same ratować przed swoim kryzysem wpędzając w kryzys całą resztę świata. Na szczęście chińskie władze kilka razy wyraźnie zapewniły, że nie będą dewaluować juana i faktycznie nic takiego się nie dzieje. To dla nas bardzo dobra okoliczność.

Drugim obok Chin zmartwieniem świata finansów była w listopadzie kwestia podwyżek stóp procentowych w USA. W przeszłości zdarzało się, że początek cyklu podwyżek w USA wywoływał problemy w gospodarkach rozwijających się. Gospodarki te rosły głównie na bazie kredytów udzielanych w dolarach. W sytuacji w której rosło oprocentowanie tych kredytów, a dolary dodatkowo jeszcze drożały – kraje rozwijające wpadały w tarapaty, czasami nawet bankrutując (zupełnie tak jak Polska w 1981). W listopadzie było wiadomo, że Fed zacznie wkrótce podnosić stopy. Do pierwszej podwyżki doszło w grudniu.

ZOBACZ TEŻ: Amerykanie podejmują najważniejszą decyzję gospodarczą w tym roku.

Ale szybko się okazało, że to może być pierwsza i ostatnia podwyżka. W reakcji na nią sytuacja w amerykańskiej gospodarce pogorszyła się na tyle, że dzisiaj już nikt kolejnych podwyżek się nie spodziewa. Przynajmniej nie w tym roku. To z naszego punktu widzenia ogromna zmiana na lepsze – znika nam na pewien czas bardzo istotny czynnik ryzyka.

Niemcy mają coraz większy problem z ujemnymi stopami procentowymi. To coraz większe utrapienie dla banków inwestycyjnych, funduszy i generalnie wszystkich oszczędzających, a akurat Niemcy w oszczędzaniu są mistrzami świata. Z inwestycji bezpiecznych typu obligacje skarbowe nie ma obecnie żadnych zysków, bo oprocentowanie jest ujemne. Między innymi przez to coraz gorzej wyglądają wyniki na przykład Deutsche Banku.

ZOBACZ TEŻ: Nowy kryzys w Europie? Tym razem chodzi o Niemcy. Coś bardzo niedobrego dzieje się z Deutsche Bankiem

Niedawno Deutsche Bank musiał zapewniać inwestorów, że wszystko jest okej i że ma pieniądze na spłatę długów. Po czym dość szybko i grubo przed terminem wykupił niektóre swoje obligacje.

Przy ujemnych stopach procentowych banki są zmuszone do poszukiwania inwestycji bardziej ryzykownych. A co się może stać, kiedy banki zaczynają szukać większego ryzyka wszyscy wiemy. Są nawet o tym nominowane do Oscara filmy. Sprawa ujemnych stóp procentowych to dla nas zmiana na gorsze. Mogą z tego kiedyś być kłopoty.