Wypłaty emerytur: Przez 10 lat, a może dożywotnio?

Emerytury z OFE wypłacą same OFE przez kilkanaście lat lub ubezpieczyciele dożywotnio - taki wybór chcą dać Polakom towarzystwa emerytalne. ?Gazeta? jako pierwsza dotarła do ich propozycji.

Na przygotowanie modelu wypłat emerytur z otwartych funduszy emerytalnych zostało kilka miesięcy. W przyszłym roku system musi być gotowy - wtedy świadczenia z OFE zaczną dostawać pierwsi emeryci.

"Gazeta" dotarła do propozycji modelu wypłat przygotowanego przez Izbę Gospodarczą Towarzystw Emerytalnych. Zrzesza 10 z 14 działających na rynku powszechnych towarzystw emerytalnych (to one zarządzają OFE). Izba proponuje tzw. emeryturę programowaną wypłacaną przez OFE.

Po przejściu na emeryturę nasze oszczędności zostają w OFE. Te dzielą zgromadzony kapitał np. przez liczbę miesięcy przeciętnego dalszego trwania życia. Przykład? Dla osoby w wieku 67 lat okres wypłaty wynosiłby około 192,1 miesięcy, czyli 16 lat. Może to być równie dobrze 15 lub 20 lat (byle nie mniej niż 10 lat). Wyboru dokonuje emeryt.

Potem OFE wypłacają nam świadczenie w ratach przez wybrany okres. Przez cały czas wypłat środki są dalej inwestowane, ale bezpiecznie. 15 proc. na giełdzie, reszta w obligacje skarbu państwa. Fundusz oferowałby minimalną wymaganą stopę zwrotu. Jaką - jeszcze nie wiadomo. Wiadomo, że nie będzie gwarancji waloryzacji takiej, jaką daje ZUS. W razie śmierci emeryta środki dziedziczyliby jego bliscy.

Z wyliczeń Izby wynika, że dla osoby zarabiającej brutto 1,6 tys. zł miesięcznie emerytura z OFE pobierana przez 10 lat wyniosłaby 382 zł, przez 15 lat - 255 zł, przez 20 lat - 191 zł. Osoba zarabiająca około średniej krajowej (dziś 3710 zł) miałaby dostać przez 10 lat 879 zł, przez 15 lat - 586 zł i przez 20 lat 439 zł. Według wyliczeń Izby środki z OFE stanowiłyby jedną czwartą całej emerytury (reszta z ZUS).

Sęk w tym, że Izba zakłada, że nim przejdziemy na emeryturę będzie oszczędzać nieprzerwanie przez 40 lat. To realne w przypadku urzędników państwowych, którzy całą karierę zawodową spędzą w jednym miejscu pracy. Ale już teraz średni okres, przez jaki odkładamy na emeryturę dla kobiet i mężczyzn, wynosi 36,5 lat. A dotyczy to osób, które znaczną część życia przepracowały w PRL.

W innej sytuacji są osoby, które będą przechodzić na emeryturę za 30-40 lat. Do emerytury nie będą im się liczyć okresy bezrobocia, przepracowane na umowach o dzieło ani za granicą. To może oznaczać staż wliczany do emerytury krótszy o co najmniej kilka lat. Czyli emeryturę niższą o kilka-kilkanaście procent od tej wykazanej w wyliczeniach Izby.

Co, gdy będziemy żyli dłużej niż wybrany przez nas okresy pobierania emerytury? Zostanie nam tylko świadczenie z ZUS. "Pobierający wypłatę programowaną będzie narażony na ryzyko skonsumowania wszystkich swoich oszczędności w OFE" - przyznaje w swoim opracowaniu Izba.

W najtrudniejszej sytuacji znajdą się osoby na progu emerytury minimalnej. Dzisiaj to niespełna 800 zł, w tym z OFE dostawałyby ok. 200 zł. Gdy wykorzystają wszystkie pieniądze z OFE, będą musiały wyżyć z 600 zł. Czyli tak naprawdę będą potrzebowały pomocy państwa.

Izba doskonale o tym wie, dlatego początkowo chciała utworzyć specjalny fundusz, w którym odkładane byłyby pieniądze na wsparcie osób, które będą żyły najdłużej. Pomysł jednak upadł, bo większość członków Izby uznała, że byłoby to dla nich za drogie.

"Propozycja, którą przedstawiamy teraz, jest rozwiązaniem, które uwzględnia jak najniższe koszty jego wdrożenia oraz jak najniższe koszty dla klientów" - podkreśla Izba. Fundusz miałby pobierać opłaty o ponad połowę niższe niż obecnie, nie więcej niż 0,1-0,2 proc. wartości aktywów rocznie. Byłaby to stawka degresywna, wiec spadałaby wraz ze spadkiem aktywów na koncie.

OFE mówią, że chcą zostawić emerytom wybór. Jeśli emeryt nie chce otrzymywać emerytury przez określoną liczbę lat, ale do śmierci, to - według propozycji Izby - będzie mógł wykupić emeryturę dożywotnią w firmie ubezpieczeniowej. Taki wariant byłby jednak znacznie droższy. O ile? Nie wiadomo. Izba nie przygotowała szczegółów tego rozwiązania. Przedstawiciele OFE twierdzą, że gdy stworzy się taką możliwość, oferty same pojawią się na rynku.

Co na to ekonomiści? - Dobrze, że pojawił się taki pomysł. W tym wariancie OFE zachowują charakter autentycznych aktywów finansowych. Nie stają się zapisem księgowym w ZUS, na podstawie którego ma być wyliczana emerytura - uważa prof. Dariusz Filar zasiadający w doradzającej premierowi Radzie Gospodarczej.

Podobnego zdania jest Witold Orłowski, ekspert firmy doradczej PwC: - To brzmi rozsądnie, propozycja jest warta rozważenia. Jednak według mnie po przejściu na emeryturę nie powinno się pobierać opłat, bo inwestowanie w obligacje można robić minimalnym kosztem. Z punktu widzenia ministra Rostowskiego lepiej byłoby, gdyby te pieniądze przeszły do ZUS, bo zmniejszyłyby dług publiczny. Najważniejsze jest jednak, żeby propozycja była jak najbardziej korzystna dla emerytów. Trzeba porównać koszty w obu wariantach.

Rząd musi podjąć decyzję w tym roku. Zgodnie z propozycjami przygotowanymi przez grupę roboczą (składającą się z przedstawicieli KNF, resortów finansów i pracy, ZUS, NBP i GPW) wypłatami mogliby się zająć: ZUS, ubezpieczyciele, prywatne towarzystwa lub nowy publiczny fundusz. Jest też propozycja Ministerstwa Finansów, którą na początku marca opisała "Gazeta". Zgodnie z nią środki miałyby być stopniowo przenoszone z OFE do ZUS już dziesięć lat przed przejściem na emeryturę.

Giełda wierzytelności: Kontrahenci nie płacą? Sprzedaj faktury i odzyskaj pieniądze.

Więcej o: