To koniec "cudu paliwowego" na stacjach. Koncerny się "poddały" i podnoszą ceny

Wszystko wskazuje na to, że "cud paliwowy" się skończył. Ceny paliw na stacjach poszły w górę i nie wydaje się, by w kolejnych tygodniach miały spadać. Analitycy uważają, że koncerny poddały się w utrzymywaniu poziomów narzucanych przez Orlen i wracają do cen rynkowych.
Stacja paliw (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

Bariera 6 zł za litr została przekroczona. Średnio płacimy za paliwo więcej, choć w ostatnich tygodniach ceny paliw utrzymywały się poniżej tej granicy. Analitycy e-petrol zauważają, że podwyżki na stacjach w tym tygodniu przyspieszyły.

Redaktor naczelny portalu Grzegorz Maziak w rozmowie z money.pl przyznawał nawet, że "zaskoczyły" nawet analityków, bo "prognozowali niższe ceny". Tymczasem - jak wynika z danych ze środy-  litr oleju napędowego, po podwyżce wynoszącej 12 groszy, kosztuje przeciętnie 6,14 zł a średnia ogólnopolska cena benzyny PB95, która poszła w górę o 8 groszy, wynosi 6,07 zł/l. 

Zobacz wideo Andrzej Domański: Czynniki ekonomiczne, a nie polityczne kształtują ceny paliw

"Cud paliwowy" się kończy. Ceny idą w górę

O tym, że "cud paliwowy" to już pieśń przeszłości świadczą także dane napływających z Unii Europejskiej. Mianowicie co tydzień Komisja Europejska publikuje średnie ceny paliw we wszystkich państwach UE.

I tu możemy zauważyć, że jeszcze w ub. poniedziałek 2 października w Polsce 1000 litrów benzyny PB98 kosztowało 693,85 euro. W tym tygodniu było to już 704,46 euro. To różnica 10,61 euro, czyli około 50 zł. Oznacza to, że w ciągu tygodnia cena wzrosła o około 5 groszy na litrze. Podobnie z olejem napędowym. Ten podrożał z 731,17 euro do 747,7 euro, czyli jeszcze znaczniej, bo o 16,53 euro. W przełożeniu na polską walutę oznacza to podwyżkę o około 75 zł, co przekłada się na wzrost około 9 groszy na litrze.

Ostatnia szansa, żeby zatankować po "niższych cenach"

W które dane byśmy nie spoglądali widać, że ceny paliw idą w górę. Potwierdziły się prognozy analityków Reflexu, że poprzedni tydzień był tym ostatnim z obniżkami cen paliw. "W kolejnym tygodniu (…) na ponowne spadki nie mamy co liczyć" - zapowiadano.

Dawid Czopek, ekspert rynku paliw, zarządzający Polaris FIZ w rozmowie z money.pl tłumaczył, że ceny ruszyły w górę, bo "prywatni dostawcy i zachodnie koncerny poddali się, przestali walczyć o rynek i podnieśli ceny do poziomu 6,2-6,3 zł/l". Warto bowiem podkreślić, że ceny rosną, ale nie wszędzie.  

Na Orlenie wciąż zatankujemy taniej niż na pozostałych stacjach, a ceny paliw dalej nie przekraczają tam 6 złotych za litr. Sam prezes Orlenu Daniel Obajtek zapewniał, że ceny paliw na stacjach koncernu się nie zmienią. Według ekspertów to działania przedwyborcze i sztuczne wpływanie na rynek.

Wybory odbędą się już w niedzielę, a to także znak, że ceny wkrótce znowu pójdą w górę. Być może i  na Orlenie. Mówił o tym między innymi członek Rady Polityki Pieniężnej Przemysław Litwiniuk. W "Rozmowie Piaseckiego" na TVN-ie przewidywał, że "po wyborach paliwo podrożeje w listopadzie o co najmniej 10 procent, a w grudniu o kolejne 9 procent" co według niego "odbije półprocentowym wzrostem stopy inflacji w listopadzie i półprocentowym w grudniu".Od tej wypowiedzi odciął się Narodowy Bank Polski, zarzucając Litwiniukowi "wzięcie udziału w kampanii wyborczej".  

Więcej o: