Gerula Krzysztof, Orbis, turystyka

08.06.2000 Jeżeli wybierasz się na urlop za granicę, Internet otwiera ogromne możliwości, pod warunkiem że nie szukasz ich na stronach polskich biur podróży

Gerula Krzysztof, Orbis, turystyka

08.06.2000 Jeżeli wybierasz się na urlop za granicę, Internet otwiera ogromne możliwości, pod warunkiem że nie szukasz ich na stronach polskich biur podróży

Wystarczy wejść na strony jednego z największych wirtualnych biur podróży, by przekonać się, ile możliwości daje turyście Internet. Oto np. brytyjski ebookers.com ma w ofercie 2 mln przelotów obsługiwanych przez 75 linii lotniczych i miejsca w 14 tys. hoteli na całym świecie. Klikając myszką po stronach amerykańskiego travelocity.com (dziewiąta pod względem wielkości agencja turystyczna na świecie), można zaplanować podróż w dowolne miejsce na wszystkich kontynentach.

Zagraniczne instytuty badawcze i banki inwestycyjne są zgodne - perspektywy turystycznego handlu w Internecie są ogromne. Według instytutu GartnerGroup w ubiegłym roku internauci wydali na zakup usług turystycznych w sieci 5 mld dol., a w 2000 r. wydadzą sześć razy więcej, co będzie stanowić już ok. 8 proc. wszystkich wydatków na podróże. Największą grupę internautów podróżników stanowią Amerykanie, choć Europejczycy wcale nie pozostają daleko w tyle. Firma badawcza Phocuswright, która specjalizuje się w badaniach rynku turystycznego, zapowiada, że tym roku ich wydatki na turystykę w Internecie osiągną 2,8 mld dol., czyli o 340 proc. więcej niż w 1999 r. Zdaniem Phocuswright obroty wirtualnych biur podróży w Europie w 2003 r. przekroczą wartość 8 mld dol.

Upadek agentów?

Jak twierdzą analitycy Phocuswrighta, pod wpływem Internetu zmieniają się urlopowe przyzwyczajenia obywateli Starego Kontynentu, którzy kuszeni ciekawymi ofertami wirtualnych biur podróży biorą kilka dni wolnego, by np. wyskoczyć na zakupy do Nowego Jorku. Jednak Internet zmienia też całą panoramę turystycznego biznesu - twierdzą analitycy banku inwestycyjnego Bear Stears. Przewidują oni, że rozwój transakcji online szybko wyeliminuje z rynku aż jedną czwartą wszystkich agentów turystycznych, gdyż Internet umożliwia przewoźnikom, hotelom i organizatorom imprez turystycznych sprzedaż swoich usług bezpośrednio do klienta, z pominięciem pośredników.

Widać to już w Ameryce. Linie lotnicze, widząc, jak szybko rozwija się sprzedaż biletów przez Internet, obcinają prowizje swoim agentom i urządzają w swoich internetowych sklepach promocje niedostępne gdzie indziej. Tak np. w Southwest Airlines co piąty bilet lotniczy kupiony przez Internet jest za darmo, Delta każdemu, kto wykupi po raz pierwszy bilet online, daje bonus na tysiąc darmowych mil.

Z raportu Bear Stears wynika, że nawet ci agenci, którzy prowadzą sprzedaż przez sieć, mogą znaleźć się w poważnych opałach, a to dlatego, iż linie lotnicze z czasem odetną ich od źródła tanich biletów. Będą chciały sprzedawać je samodzielnie.

Foldery w Internecie

Wystarczy zajrzeć pod hasło "turystyka" w portalu Wirtualna Polska, by odnieść wrażenie, że Internet w polskiej branży turystycznej kwitnie - można tam znaleźć ponad 300 internetowych adresów agencji i biur podróży, ponad 500 ośrodków wczasowych i pensjonatów oraz 150 hoteli.

Jednak zdaniem Wojciecha Dąbrowskiego, gdańskiego obieżyświata i internauty, zawartość większości komercyjnych witryn turystycznych jest niewiele warta i dowodzi, że firmy z Internetem sobie nie radzą.

- Wadą polskich stron internetowych jest to, że można tam tylko zasięgnąć informacji. Aby kupić wycieczkę czy bilet, i tak trzeba biuro odwiedzić osobiście - mówi Dąbrowski. - Najgorsze jednak, że w wielu przypadkach informacje na internetowych stronach są nieaktualne.

Podobnego zdania o zawartości turystycznych witryn WWW jest Piotr Trybulski, szef turystycznego serwisu portalu Onet.pl. - Sporo biur podróży w ogóle nie ma dostępu do Internetu, a te, które go mają, zdają się nie wiedzieć, jak wielkie daje on możliwości. Na ogół firmy publikują w Internecie zawartość swoich papierowych katalogów - twierdzi Trybulski.

W Internecie dostępne są katalogi większości liczących się biur podróży, w niektórych tylko, jak np. w ScanHoliday, można zarezerwować wycieczkę, wysyłając e-mail. Pracownik biura podróży po jego przeczytaniu sięga po telefon i dzwoni do potencjalnego klienta, by potwierdzić rezerwację i umówić się co do sposobu płatności. W identyczny sposób obsługują klientów sieć hotelowa Orbis i szczeciński przewoźnik promowy Unity Line.

- Rezerwacja za pośrednictwem poczty elektronicznej jest bardzo nieefektywna - uważa Grzegorz Prądzyński, szef największego polskiego biura podróży Orbis Travel, które tą drogą przyjmowało rezerwacje przed wakacjami w ubiegłym roku.

- Internauci wysyłali e-maile na próbę lub dla zabawy. Nasi pracownicy tracili czas na weryfikację fałszywych e-maili. Aby sprzedaż biletów przez Internet była efektywna, trzeba uruchomić system online - dodaje Prądzyński.

Turystyka online

Identycznego zdania jest Katarzyna Miler-Matuszewska ze skandynawskiego biura Ving, które do tej pory nawet nie uruchomiło swoich polskich stron WWW.

- Nie lekceważymy Internetu. Ving również w Polsce chce uruchomić system, który będzie w pełni interaktywny. Data jego uruchomienia nie jest wyznaczona. Ze względów technicznych pośpiech nie jest tu akurat wskazany - mówi.

Sprzedaż wycieczek online zapowiada też największy konkurent Vinga firma ScanHoliday (spółka należąca do brytyjskiego koncernu Thomson). Tymczasem pierwsze w połowie maja z rezerwacją wycieczek online wystartowało łódzkie biuro Rainbow Tours. Jeszcze przed końcem roku rezerwację online chce uruchomić sieć hoteli Orbis. Spore nadzieje z Internetem wiąże jego spółka-córka Orbis Travel, który według prezesa Prądzyńskiego nie tylko chce uruchomić sprzedaż wycieczek i biletów online, ale też chce być partnerem w spółce tworzącej wirtualny hipermarket.

Sieciowy sojusz

Turystyczną ofensywę w Internecie zapowiadają też LOT i portale. LOT, który już od trzech lat sprzedaje bilety w systemie online (w tym roku planuje sprzedaż za 2,2 mln dol.), od października będzie sprzedawać przeloty pozostałych 11 przewoźników sojuszu Qualiflyer, do którego przystąpił w styczniu. Jarosław Sokołowski, który odpowiada za Internet w Locie, twierdzi, że miesiąc wcześniej alians przewoźników uruchomi potężne wirtualne biuro podróży, "gdzie znajdą się rzeczy, o którym polskim dostawcom Internetu się nawet nie śniło" (utworzenie podobnego biura zapowiedziały niedawno British Airways, Lufthansa i dziewięć innych europejskich linii).

- Serwis będzie dostępny także w języku polskim. Polscy turyści z łatwością będą mogli więc korzystać z ofert zagranicznych biur podróży - mówi Sokołowski.

Wielkim turystycznym wirtualnym agentem chce być portal Onet. Jak twierdzi Piotr Trybulski, Onet uruchomi wkrótce sprzedaż biletów lotniczych, po czym firma sukcesywnie będzie rozbudowywać swoją ofertę o inne usługi turystyczne, takie jak sprzedaż i rezerwacja noclegów, wycieczki, czartery jachtów. Paweł Komisarczuk z Wirtualnej Polski twierdzi, że jego firma ma podobne zamiary, nie chciał jednak podawać żadnych szczegółów.

- To, jak szybko uda się je zrealizować, zależy od tempa internetowych projektów w polskich biurach podróży - powiedział nam Komisarczuk.

U agenta czy przez Internet

Według przedstawicieli największych biur podróży Internet stanie się poważnym kanałem dystrybucji wycieczek i już teraz pozwala zaoszczędzić na druku kosztownych kolorowych folderów. Jednak zdaniem Pawła Komisarczuka to nie u nich bezpośrednio klienci będą kupować usługi, ale u wirtualnych pośredników, gdzie internauta będzie miał możliwość porównania interesujących go ofert konkurencyjnych biur podróży.

Jak twierdzi Komisarczuk, biura podróży zaczynają sobie zdawać z tego sprawę i myślą o powołaniu wirtualnych hipermarketów turystycznych.

Czy i w Polsce tradycyjni agenci skazani są na wymarcie?

Włodzimierz Banasik, dyr. wykonawczy Polskiej Izby Turystyki, twierdzi, że agenci turystyczni mogą spać spokojnie.

- Przez Internet sprzedają się głównie bilety lotnicze. Turysta jest też gotów zarezerwować za pomocą komputera miejsce w hotelu. Tymczasem agenci zarabiają najwięcej na sprzedaży wycieczek, czyli całych pakietów usług, które w Internecie sprzedać jest bardzo trudno - uważa Banasik.

Tymczasem Joanna Sosnowska, szefowa marketingu ScanHoliday, twierdzi, że w ciągu kilku lat jej biuro co piątą wycieczkę będzie sprzedawało właśnie przez Internet. Szef Orbis Travel Grzegorz Prądzyński jest pewien, że nadchodzą złe czasy dla pośredników. - W ciągu dziesięciu lat agentów na pewno czekają tarapaty - mówi.

Na pewno nie ominą one 350 działających w Polsce agentów IATA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Przewoźników Lotniczych), gdyż, jak twierdzi Jarosław Sokołowski, już w 2007 r. aż połowę biletów narodowy przewoźnik zamierza sprzedawać w Internecie.

- Sprzedaż biletów przez sieć i tak rozwija się wolniej, niż przewidywano to dwa lata temu. Nie lekceważymy niebezpieczeństwa i też przymierzamy się do sprzedaży biletów przez Internet - mówi Monika Chorzelska z biura INT Express, do którego należy aż 9 proc. stołecznego rynku biletów lotniczych.

Z internetowych perspektyw zadowolony jest wiceprezes Orbisu Krzysztof Gerula, według którego nowe medium hotelarzom, właścicielom pensjonatów i organizatorom wczasów może tylko przysporzyć kolejnych klientów.

- Wdrożenie systemu online jest podstawowym warunkiem umieszczania oferty orbisowskich hoteli na stronach brytyjskiego ebookers.com. Jeżeli tam się znajdziemy, liczba indywidualnych gości z zagranicy może się bardzo zwiększyć - mówi Gerula.

PAWEŁ WRABEC