- Produkujemy 100 tys. żelazek rocznie, tj. prawie jedną dziesiątą tego, co sześć lat temu. Tracimy rynek, bo nasze żelazka wypierają chińskie - narzeka prezes Dezalu Jan Nizio. Według niego firma nie jest w stanie dłużej konkurować, bo z deklaracji celnych wynika, że ceny chińskich żelazek są dwa, a nawet cztery razy tańsze od produktów Dezalu (cło na importowane żelazka wynosi obecnie 12 proc.).
Jako dowód Nizio pokazuje statystyki sporządzone w Centrum Informatyki Handlu Zagranicznego, z których wynika, że średnia cena chińskiego żelazka na granicy wynosi niespełna pięć dolarów, podczas gdy średnia cena żelazek na rynku - 10-13 dolarów.
- Co roku trafia do Polski ok. 200 tys. żelazek, których deklarowana cena na granicy wynosi zaledwie 60-70 centów. Za takie pieniądze nie da się kupić nawet kabla do żelazka. To już nie jest dumping, ale zwykłe oszustwo - mówi Nizio.
Dezal już w grudniu ubiegłego roku zwrócił się do ministra gospodarki z prośbą, by ograniczył import, ustanawiając ilościowe kontyngenty. Polska firma domagała się redukcji importu z obecnych 650 tys. do 150 tys. sztuk rocznie.
Minister przychylił się do wniosku i rozpoczął postępowanie ochronne, które właśnie zmierza ku końcowi. Dyrektor departamentu postępowań ochronnych w Ministerstwie Gospodarki Wiesław Karsz powiedział nam, że gotowy jest już projekt rozporządzenia wprowadzający kontyngenty. Jednak od kiedy miałoby ono obowiązywać oraz jak duże będą kontyngenty - nie chciał nam ujawnić.
- Musimy działać z zaskoczenia, by importerzy nie zdążyli sprowadzić zbyt dużej ilości żelazek - mówi Karsz. Według niego zgodnie z porozumieniami międzynarodowymi kontyngent ilościowy można ustalić na poziomie średniej z trzech reprezentatywnych lat. - Z pewnością nie będą to trzy ostatnie lata, gdy import był szczególnie duży - zapewnia Karsz.
Według Jana Nizio problem nadmiernego importu z Chin to problem nie tylko jego firmy, ale również innych producentów drobnego sprzętu AGD. - Polski rynek zalewają także chińskie opiekacze, suszarki i miksery - przekonuje.
Witold Lichoń, rzecznik prasowy rzeszowskiego Zelmeru, przyznaje, że dostępność tanich azjatyckich urządzeń AGD to również poważny problem dla jego firmy. Chodzi przede wszystkim o odkurzacze i drobny sprzęt kuchenny. - Te towary są atrakcyjne cenowo szczególnie dla biedniejszej części społeczeństwa. Faktem jest, że na bazarach miksery mało znanych firm można kupić już za 30 zł, a nasze najtańsze kosztują ok. 100 zł - mówi rzecznik.
Ministerstwo Gospodarki stara się chronić rynek przed nadmiernym importem i dumpingiem od końca 1997 roku. Postępowania antydumpingowe prowadzone były m.in. wobec: Chin, Tajwanu, Wietnamu, Indonezji (skąd sprowadzano "zbyt tanie" zapalniczki), ale także Niemiec (błony rentgenowskie).
Postępowania ochronne przed nadmiernym importem stosowano wobec m.in.: Rosji (węgiel kamienny, saletra amonowa), Tajwanu (tkaniny z włókien syntetycznych) i "wszystkich krajów świata" (blachy powlekane). Resort gospodarki za pomocą dodatkowych ceł starał się w zeszłym roku ograniczyć import chińskiego obuwia.
PAWEŁ WRABEC, JOANNA BOSAKOWSKA PAWEŁ WRABEC, JOANNA BOSAKOWSKA