Zynk Wojciech, LOT, cargo, transport lotniczy

17.10.2000 Rynek lotniczego cargo w Polsce szacowany jest 50 mln dolarów, na domiar złego zamiast rosnąć, maleje.

Zynk Wojciech, LOT, cargo, transport lotniczy

17.10.2000 Rynek lotniczego cargo w Polsce szacowany jest 50 mln dolarów, na domiar złego zamiast rosnąć, maleje.

W lotniczym cargo prym wiedzie nasz narodowy przewoźnik, który realizuje 57 proc. lotniczego eksportu i 48 proc. importu. W ubiegłym roku LOT przewiózł 23 tys. ton ładunków, zarabiając 26 mln dolarów.

Jak twierdzi dyr. Wojciech Zynk z biura cargo i poczty PLL LOT, rok 1999 był o wiele lepszy: - Przewieźliśmy wtedy 28 tys. ton ładunków, uzyskując 32 mln dolarów - mówi Zynk.

Zdaniem dyrektora na wynikach poważnie zaciążył rosyjski kryzys, decyzje o skasowaniu azjatyckich połączeń oraz zastępowaniu na niektórych europejskich trasach większych samolotów mniejszymi (zamiast boeingów 737 na krótkich dystansach latają ATR-y).

- Korzystamy jedynie z naszych rejsowych lotów samolotów pasażerskich. Ich luki bagażowe są zbyt małe, by dochody z cargo rekompensowały straty na biletach lotniczych - wyjaśnia dyr. Zynk.

Problem w tym, że choć LOT na lotniczym transporcie towarowym zarabia znakomicie (gdyby nie on, to LOT zamiast 50 mln zł zysku w ubiegłym roku obrachunkowym miałby 10 mln strat), to wpływy z niego stanowią zaledwie 10 proc. przychodów całej firmy.

- Mimo że luki bagażowe naszych boeingów lecących z Pekinu i Bangkoku były zawsze wypełnione towarem, to i tak opłaty za jego przewóz nie rekompensowały strat na nierentownych biletach lotniczych - wyjaśnia dyr. Zynk.

To dlaczego LOT nie kupi samolotu przeznaczonego wyłącznie do przewozów cargo?

- Bo rynek cargo lotniczego jest wciąż za mały. Aby samolot się spłacał, musi prawie cały czas latać. Obawiam się, że większość czasu byłby na ziemi, czekając na towar - mówi Zynk.

Dyrektor podkreśla jednak, że mimo spadku przewozów LOT udziałów w rynku wcale nie stracił - świadczy to o tym, że nie tylko my mamy mniej ładunków. Od dwóch lat kurczy się cały rynek - mówi.

Jego zdaniem szacowany na 50 mln dolarów rynek jak na tak duży kraj jest wyjątkowo mały - stanowi zaledwie 15 proc. tego, co w przeciętnym kraju Unii Europejskiej.

Skąd tak duża dysproporcja?

- Po pierwsze, Polska jest krajem opóźnionym technologicznie, bo samolotami na świecie wozi się głównie dobra wysoko przetworzone, np. elektronikę, na które popyt w Polsce jest w porównaniu z Zachodem wciąż bardzo mały. Po drugie, polskie firmy nadal nie doceniają transportu lotniczego i często wolą produkt wysłać lub sprowadzić statkiem, choć może okazać się to nieopłacalne - mówi Zynk.

Podobnie uważa Renata Wasielke z Universal Express, firmy zajmującej się lotniczą spedycją: - Wielkim atutem transportu lotniczego jest krótki czas dostarczenia przesyłki. Jest to ważne dla firm, które dbają o ciągłość produkcji. Samolot idealnie nadaje się do wożenia części zamiennych i niewielkich, uzupełniających partii produktów. Z samolotów korzystają chętnie eksporterzy bombek choinkowych, którzy większe dostawy wysłali na rynek amerykański statkiem, a teraz realizują dodatkowe, uzupełniające, zamówienia za pomocą transportu lotniczego.

- Firmy, które sprowadzają części drogą lądową lub morską, kupują je na zapas, przez co potem zalegają one w magazynie, a to przecież sporo kosztuje - dodaje Andrzej Kuczyński z Pekao Cargo.

Zdaniem spedytorów, z którymi rozmawiałem, nikłe są jednak szanse, by cargo lotnicze miało się nadal szybciej rozwijać.

- O sile lotniczego cargo decydują głównie przeloty międzykontynentalne. To na nich zarabia się najwięcej. Nasze Okęcie nie ma szans konkurowania z takimi gigantami jak Frankfurt i Londyn, które stały się portami przeładunkowymi dla całej Europy - mówi Renata Wasielke.

Jak twierdzą spedytorzy, samolotem nie opłaca się wozić produktów lekkich o dużej objętości i w dodatku tanich. Za transport 1 m sześc. styropianu przewoźnik policzy tak jakby ważył on 167 kg. Samolotem opłaca się wozić towar, którego cena za kilogram wynosi przynajmniej 20 dol. Dlatego przesyłki lotnicze to dobra wysoko przetworzone, np. elektronika, telefony komórkowe, komputery.

Transport lotniczy uchodzi za wyjątkowo bezpieczny. Decydując się na transport drogowy, trzeba zdawać sobie sprawę, że drogocenny ładunek może zostać łatwo skradziony lub podczas wypadku ulec zniszczeniu.

Drogą powietrzną wożone są też tekstylia i nietrwała żywność, np. świeże ryby.

W lukach bagażowych maszyn LOT-u przewożone są też kosmetyki, do Stanów Zjednoczonych ozdoby choinkowe i grzyby.

PAWEŁ WRABEC